Będziem hafcić obrzydlistwa

Będziem albo nie będziem…

Będziem, bo się w końcu zdecydowałam na materiał, na którym będę hafcić. Bo tak po prawdzie to, jak długo można wybierać kawałek szmatki do wyszycia obrazka? Sorry, trzech obrazków. Oj długo można, bardzo długo można. Coś o tym wiem. Zastanawiam się, jakby to była nie wiem jaka ważna sprawa. Sprawa co najmniej wagi państwowej.

Historia tych trzech obrazków jest długa. Znalazłam je w zeszłym roku na Instagramie. Zobaczyłam i się zakochałam jak to ja. Tak na zabój, miłością od pierwszego wejrzenia. Stwierdziłam, że nie mam opcji, muszę je popełnić. Bo podobają mi się okrutnie. Są czadowe. I zrobię absolutnie wszytko, żeby je wyszyć.

Jeśli chodzi o urodę wzorków — cóż wszystko kwestia gustu. Wiadomo. Jak je pokazałam mojej koleżance Iwonce, zapytała z niedowierzaniem w głosie:

Takie „obrzydlistwa” będziesz wyszywać? :)

Tak będę. I to już niedługo. W sumie to już wyszywam :)

Nie da się ukryć, że tym razem na „konsumpcję miłości” przyszło mi długo czekać. Bardzo długo. Ale jak już ją skonsumuję do końca, to zrobię to po długich przemyśleniach, próbach, porażkach, świadoma tego, co mnie czeka, świadoma, na co się piszę. Świadoma praw i obowiązków wynikających z ….

W końcu z miłości będę je hafcić :))

Wzory zaprojektowała Jane Eyre (Яна Минасян). Co tworzy, możecie zobaczyć na Instagramie albo na VK. Ma jeszcze inne fajne wzory. Maszyna do szycia do mnie mówi i młynek do kawy też tak cichutko szepcze „popełń mnie może„.

Wzory, które wybrałam, należą do serii Steampunk i powstały na podstawie obrazów czeskiego artysty Mike|Creative Mints.

Nie przedłużając dłużej, mam zamiar popełnić takie hafty.

 

Mamy maszyny, śrubki, przekładnie, kółka zębate, czyli wszystko, co grzeczne dziewczynki lubią najbardziej. No dobra, kółek zębatych nie ma :))

Cudne są prawda? A może jednak „obrzydlistwa”?

Ze zdobyciem wzorów prosto nie było, bo autorka jakoś słabo była zainteresowana sprzedażą, ale w końcu, nareszcie odezwała się do mnie przed Wielkanocą i mogłam zacząć wyszywać zaraz po świętach.

Zaczęłam od Wandy. Od rybki zwanej Wandą.

Wcześniej, aby już nie popełnić błędu jak z jajem, nie mieć dylematów co to będzie?, co to będzie?, jak źle wybiorę materiał, skonsultowałam wybór z Edytką. Razem, niezależnie stwierdziłyśmy, że idealny będzie len obrazkowy Permin of Copenhagen 35 ct kolor piaskowy nr 32.

Zgromadziłam sobie wszystko i zaczęłam wyszywać.

Kolorki cudne, igła sama sunie po lnie, wyszywa się bosko.

Akurat ten wzór jest tak zaprojektowany, że kolory układają się w równoległe linie, nie ma miliona pojedynczych krzyżyków, dziubdziania, zmiany igły co pół krzyżyka. Dla mnie idealnie, bo daję radę stawiać równiutkie krzyżyki, a równiutkich krzyżyków pragnę i pożądam jak kania dżdżu. Haftuję sobie, haftuje i zaczyna mnie coś uwierać, zgrzytać, śmierdzieć.

Ryba zaczyna mi się psuć od ogona.

Zaczyna mi się nie podobać. Co innego wzór, co innego wychodzi na żywo. Żółte i pomarańczowe wychodzi i gryzie mi się z lnem. Mocno mi się gryzie. Nie tak to wygląda na wzorze nijak mi nie pasuje do koloru! Szlag by to!

Okazuje się ponadto, że we wzorze jest jeden symbol, który nie jest rozpisany w legendzie — λ. No nie ma i już. Napisałam do autorki z pytaniem, jaki to ma być kolor, bo ja niestety, jeśli chodzi o kolory to nie bardzo teges, ale mi nie odpisała do dziś. A potem, żeby się dobić, przeczytałam, chociaż przeczytałam to za dużo powiedziane, bo przetłumaczyłam sobie w Google jeden post, w którym autorka bloga opisuje, jak wyszywała inny obrazek z tej serii — aparat fotograficzny. Boski! Tutaj możecie sobie poczytać i pooglądać. Dla mnie wykonanie najlepsze z możliwych.

Konkluzja była jedna — te wzory najlepiej wyszywać na płótnie 28 ct!!!

A czemu? A dlatego, że w tych wzorach robotę robią backstitche, dużo skomplikowanych, czasami długich, czasami drobniutkich kreseczek!

A ja mam len 35 ct!!! I to mnie dobiło.

I było wielkie Buuuuuuuuuuuuu, Edytko ratuj, co robić? Co robić? Wyszyć ten obrazek do końca na lnie 35 ct, a resztę na rzadszym materiale, czy zacząć wszystko od nowa?

Edytka zawyrokowała, że trzeba zacząć od nowa, wszystkie trzy hafty powinny być wyszyte na tym samym płótnie, a jeśli chodzi o kolor, stwierdziła, wybierz, jak Tobie serce podpowiada!

Taa…, fajna rada, tylko moje serce nie wie, czego chce. Oczywiście zaczęło się przekopywanie netu, oglądanie co już powstało, bo jest parę różnych wersji wyszytych haftów, kminienie, dumanie, zastanawianie się. Jasny czy ciemny len? Może naturalny? A może jednak zupełnie jasny? Ta biała czekolada, na której jest wyhaftowany, aparat mi się podoba. Zapomnij, u nas nie kupisz.

I wymyśliłam!!!

Zapytam Chagę! Ona ma nosa do kolorów, czuje kolor, zachwycają mnie jej hafty, a ponadto ma milion różnych materiałów i próbek w domu. Zapytałam. Doradziła „na pierwszy rzut” kolory niedostępne w Polsce :) Ale mnie na coś ukierunkowała. W sumie to trudno komuś coś radzić. Są gusta i guściki, każdemu się co innego podoba, co innego pasuje.

Zamówiłam sobie próbniki lnu. Przyszły, ale bez cholernych lnów obrazkowych 30 ct, które rozważałam. Za to jest dużo nowych kolorów lnów obrazkowych 32 ct, ale żaden mi nie pasi. Niestety Zweigart nie ma lnu 30 ct, a Caschel 28 ct dostępny jest w Polsce tylko w trzech nędznych kolorach. A ja dumam czy nie wybrać jednak czegoś rzadszego niż 32 ct.

Jak już przyszły te próbniki chodziłam, oglądałam, zastanawiałam się kilka dni i nic.

Kochanie pomóż, zobacz który kolor wybrać? – męczyłam kilka dni Adama.

Faceta pytać o kolory?! Też mi coś!!

Kup se babo ze trzy różne kolory, na żywo zobaczysz i zdecydujesz. Coś wybierzesz, a resztę i tak zutylizujesz – pozbył się natręta Kochanieńki.

Jest przyzwolenie z góry, znaczy się, zamawiam!! I zamówiłam Belfast.

Siedem różnych kolorów! Bo się nie potrafiłam zdecydować tylko na trzy, a w międzyczasie zakochałam się w „My love” :)

Jeżeli myślicie, że na dużych kawałkach poszło mi łatwiej z decyzją, to się mylicie. Siedziałam, oglądałam, patrzyłam, zastanawiam się i dalej nic.

No bo sami spójrzcie. Na co mam się niby zdecydować? Który kolor wybrać?

To są wszystkie kolory mulin, które będą użyte w tych trzech obrazkach, na tle różnych lnów? No jak coś wybrać? Jak, gdy wszystko mi się podoba?

Żeby mi nie było łatwiej, zabrałam się w międzyczasie za tajny hafcik, bo nie będę przecież bezczynnie siedzieć, a wiedziałam, że na myśleniu mi pewnie jeszcze chwila zejdzie. Wiadomo, co to jest, ale cicho sza! To jest tajne!

Tak czy inaczej, wyszywam to na płótnie bawełnianym Linda 27 ct przez dwie nitki!

27ct!!! 2×2!!!

I wiecie co? Wyszły mi najładniejsze krzyżyki, jakie kiedykolwiek udało mi się postawić w różnokolorowym hafcie. No po prostu czad! Z tymi kolorami to trochę przesadziłam, jest ich raptem dziesięć, ale to i tak więcej niż dwa. Fajnie wyszło. O ile radzę sobie moim zdaniem dobrze z wyszywaniem mało skomplikowanych kolorystycznie wzorów na Belfaście czy Edinburghu, tak przy dużej ilości kolorów jest już mało ładnie. No nie jest tak, jak bym chciała. A tu wyszło mi zacnie.

Jak wyszywałam zielnikowe tulipanki na lnie 35 ct, to już w ogóle była rzeźnia.

Zielone jeszcze wyszło jako tako.

Ale kwiatki nie są ładne, są po prostu spaprane.

Uświadomiłam sobie, że takie śliczniutkie krzyżyki mi wychodziły, jak wyszywałam Pana Misia. Tam była Aida 14 ct.

I tak się zaczęłam zastanawiać, czy to jest właśnie sekret ładnych krzyżyków, gdy ktoś jeszcze nie ma zajebistej techniki i niekoniecznie sobie do końca radzi z właściwym prowadzeniem nitki? Rzadki materiał?

Stawiaj duże krzyżyki, jak chcesz mieć ładne krzyżyki?

Tylko te krzyżyki takie okrutnie duże :(

No i co robić? Co robić?

Może jednak zdecydować się na len obrazkowy 30 ct. Krzyżyki będą duże, ale będą ładne. Ale nie mam próbek tego lnu, nie wiem, jak kolory wyglądają na żywo, a monitor, jak telewizja kłamie. To, co na ekranie ma się nijak do rzeczywistości. Poza tym mam wrażenie, że len obrazkowy jest jakoś bardziej prześwitujący niż lny Zweigarta w tej samej gęstości, a ja będę musiała w tych obrazkach zrobić kilometry długaśnych backstitchy. Czy nie będzie tego widać?

No i miałam dylematy nie z tej ziemi. Jaki kolor, jaką gęstość wybrać??

A gdy już podjęłam decyzję, stwierdziłam raz kozie śmierć, ileż można dumać?, no ile?, wybrałam Belfast, który mi poradziła Chaga, szczegół, że był to pierwszy kolor, który wskazał Kochanieńki, Aga swoim ostatnim postem znowu mi namieszała w głowie:) Stwierdziłam, że biały len jest najfajniejszy, najbardziej go lubię, bo nie ma zbędnych dylematów. Tylko, że biały jest taki nudny…

Po przespaniu się „z problemem” doszłam do wniosku, że dobrze wybrałam, że podoba mi się, to co widzę. I będę się tego trzymać i na końcu będę zadowolona. Tak postanowiłam i tak będzie!! Chaga słusznie zauważyła, że za dużo kombinuję, stanowczo za dużo.

Pewnie nie jedna z Was sobie pomyśli durna baba, durna i już, większych problemów nie ma w życiu. Ano mam, tylko te moje dylematy to nie do końca takie wydumane. Ale skąd one się wzięły, co wybrałam i jak mi idzie, pokażę następnym razem.

Edytka, Chaga bardzo Wam Dziewczyny dziękuję za pomoc i wsparcie. Za rady i możliwość wypłakania się w rękaw. Dziękuje!!