Bilans zysków i strat

Czyli co ma być, to będzie:)

Zacznę może od tego, że wiedźma ze mnie żadna i odczynianie uroków ni jak mi nie wychodzi. Moje a kysz przepędziło stary rok, bądźmy szczerzy i tak by sobie poszedł,  za to choróbsko zagnieździło się u mnie na dobre. Nie pomogły mamine i babcine sposoby na wszystko, przeziębienie jak wlazło, tak wyleźć, nie chciało.

Cóż było robić jak nie udać się do lepszego szamana? Poszłam więc do lekarza i dalej już przy pomocy współczesnych medykamentów walczę z przeziębieniem. I może kiedyś tę walkę wygram. Fajnie nie jest. Przez to wszystko straciłam kilka dni, które chciałam twórczo wykorzystać na machanie igiełką, odwiedzenie waszych blogów, nadrobienie zaległości w komentarzach. Skończyło się na leżeniu w wyrku, kichaniu, kaszleniu i odsypianiu w dnień nieprzespanych nocy. Nawet nie wiem, kiedy samotny Sylwester mi minął. Wegetowałam. Teraz też piszę, leżąc w piernatach. Trzeba jakoś pozbyć się dziada.

Eh życie….

Nie ma co narzekać, nie o tym ma dziś być. Dziś za Waszym przykładem postanowiłam sobie zrobić małe podsumowanie ubiegłego roku. Taki mój osobisty  bilans zysków i strat. I może coś zaplanować.

Mój największy zeszłoroczny sukces to bez dwóch zdań założenie bloga. Po latach tajniaczenia się, podziwiania i podglądania Was z ukrycia, odważyłam się pokazać światu, co robię, odważyłam się wystawić pierwszy komentarz. Było to u Edytki, matki chrzestnej mojego bloga. Do dziś pamiętam, jaki miałam przy tym stres, ile mnie to nerwów kosztowało. Normalnie nogi mi się uginały jak przed pierwszą randką.

A potem już poszło. Rozgadałam się strasznie. Oj strasznie.

Lubię to miejsce, lubię tu do Was przychodzić, opowiadać Wam co mi w duszy gra, pokazywać co zmalowałam. I Kochanieńki też zadowolony, że mu głowy nie zawracam „pierdołami”. No może z wyjątkiem chwil, kiedy „musi” czytać moje wypociny i wyłapywać błędy i literówki, których ja nie widzę.

Od połowy kwietnia zeszłego roku opublikowałam 41 postów, czyli w sumie przynajmniej raz w tygodniu był jakiś wpis, czasami zdarzało się to częściej. Czy to dużo, czy mało nie wiem? Jedno jest pewne. Zasypałam Was ilością słów i zdjęć. No ale musiałam, po prostu musiałam. Wiecie, jak to jest, jak w końcu mówi się do kogoś, kto rozumie twój język, wie, o czym mówisz? Możesz mówić, mówić i mówić.

Jest tylko jeden minus tego mojego gadania, w sumie dwa minusy. Po pierwsze druga strona, czyli Wy, może być zmęczona tym moim gadulstwem, a po drugie jakoś tak bardzo skurczył mi się czas na wyszywanie. Nie da się klepać w klawiaturę i wyszywać, no nie da się. Napisanie posta, odpowiedzenie na komentarze, odwiedzenie Waszych blogów zajmuje jednak trochę czasu. Nie raz stałam przed dylematem co wybrać, wyszywanie czy pisanie? Przyznam się bez bicia, że krzyżyki często wygrywały w tym starciu. Miałam bardzo ciężką końcówkę roku, czasu na życie nie było, a co dopiero na przyjemności. W grudniu krzyżyków było niewiele, jak na lekarstwo i śladów pozostawionych przeze mnie w sieci też nie ma dużo. Taki czas. Co robić.

Gdy zakładałam blog, to pisząc parę słów o mnie i o moim wirtualnym pamiętniku wspomniałam, że ten blog będzie się ze mną rozwijał, zmieniał. Jednak jak to w życiu bywa, najtrwalsze są prowizorki i jakoś zmian tu nie ma. Szkoda mi na to czasu, a poza tym ja się szybko przyzwyczajam i zmian nie lubię.

A może by jednak warto było coś zmienić?

Na pewno przydałoby mi się jakieś fajne logo, które można by umieścić w banerze bloga i wykorzystać do oznaczania zdjęć. Muszę to zrobić jakoś wkrótce, bo głupotą jest ręczne wpisywanie w Paincie na każdym zdjęciu „Margo i Nitka”, jak można to zrobić spod jednego klawisza. Jaka oszczędność czasu, zważywszy na ilość zdjęć, którymi Was spamuję!

Dwie rzeczy muszę zrobić na już. Nie działa mi automatyczny backup i nikt nie wie, o co chodzi. Muszę od nowa się zdoktoryzować, bo nie pamiętam, jak się to robi. I muszę koniecznie zmienić mój formularz kontaktowy, bo jest do kitu. Kliknięcie klawisza Enter powoduje od razu wysłanie maila, a „bez Entera źle się piszę”. To cytat z wiadomości dosłownie sprzed chwili ;-))

Nawet nie wiecie, jak mnie cieszą długie komentarze, dyskusja, która pojawiła się pod moimi niektórymi postami. Miód na moje serce :)) Ale do dyskusji potrzeba dwóch stron, a gdy ja milczę, to nie jest fajne z mojej strony. Przepraszam Was za to i obiecuję poprawę w tym roku. Obiecuję, nie pozostawić żadnego komentarza bez odpowiedzi. Na szczęście nie jest ich tak dużo, żebym nie dała rady :)) Bardzo cenię Wasze zdanie, uwagi i bardzo, bardzo dziękuję Wam za każde pozostawione słowo :))

Wracając do sedna, założenie bloga uważam za mój największy zeszłoroczny sukces!

A teraz co działo się u mnie hafciarsko?

Aż sama byłam ciekawa, bo nigdy nie robiłam sobie takich podsumowań, nigdy nie liczyłam prac, ukończonych w danym roku. Teraz policzyłam i blog mi bardzo w tym pomógł, bo wszystko, co powstało lub zostało ukończone w 2017, tu pokazałam. Suma summarum udało mi się wyhaftować razem 43 prace, małe i duże.

Z prac małych powstały:

4 haftowane pisanki;

3 zawieszki na plastikowej kanwie, nie mam zdjęcia gotowego mikołaja, wklejam więc stare;

25 haftowanych bombek, które poszły w świat.

Strasznie się cieszę, że te moje bombki Was zainspirowały, że też sobie takie zrobiłyście, albo może zrobicie na następne święta. To też uważam za swój wielki sukces!

Z prac większych powstało:

Wieczko do mojego małego, podręcznego niciaka oraz trzy urocze bukieciki wg wzorów  Véronique Enginger;

Delikatny, cudowny, idealny do wyszywania samplerek „My love” i przyprawiający minie o palpitację serca, siwe włosy Pan Miś;

Sampler kawowy w prezencie Walentynkowym dla Kochanieńkiego, pamiątka z okazji rocznicy ślubu dla naszych znajomych, spaprane tulipany i wiosenne jajo.

I na koniec haft, który mnie kosztował najwięcej pracy i nerwów, ale mi się najbardziej podoba moja cudna, wojownicza Wanda.

Przyznam szczerze, że jestem w szoku, że udało mi się popełnić aż tyle haftowanych prac!

W międzyczasie powstało też kilka, kilkanaście, no dobra kilkadziesiąt szydełkowych śnieżynek na choinkę. Wszystkie poszły w dobre ręce.

Zeszły rok był dla mnie bardzo twórczym rokiem i obawiam się, że już takiego w najbliższym czasie mieć nie będę.

Co dalej?

Konkretnych planów na ten rok nie robię, bo co ma być, to będzie :))

Plany planami, a życie życiem. Nie ma co planować na sztywno, bo wiadomo, jak jest.

Ja mam tak, że zazwyczaj moje hafty powstają pod wpływem chwili, zobaczę coś i od razu muszę, bo się uduszę. A że namiętnie przeglądam Instagram, chwilowo prawie wcale, co rusz znajduję tam nowe wzory, które do mnie mówią. A jak coś do mnie mówi, nie ma, zmiłuj się :)

Wiem też, że w tym roku będę miała zdecydowanie mniej czasu na wyszywanie. Być może, z różnych względów, będzie to dla mnie ciężki rok. Oby nie. Czekają mnie nowe obowiązki, nowe wyzwania. To będzie rok zmian. Będę też częściej w rozjazdach, a podróże słabo sprzyjają pracom ręcznym. Choć nie mówię, że się nie da tego czasu twórczo wykorzystać, bo się da :) Trzeba będzie się jakoś bardziej zmobilizować, ogarnąć i poukładać. I chyba jednak mniej gadać, a wtedy więcej czasu zostanie na wyszywanie.

W tym roku powstanie na pewno (na pewno to trzeba umrzeć :-)) samplerek kuchenny w ramach SALu Cookie Time u Iskierki.

Zapisałam się też u Kasi na zabawę Choinka 2018, bo przecież nie może być tak, że nie mam żadnej haftowanej bombki!! Chciałabym, żeby na mojej kolejnej choince pojawiło się, choć kilka moich prac.

W ramach tej zabawy zamierzam zrobić m.in. bombki wg projektu RinkaZee, które pokazywałam Wam tutaj. Z jedną nawet walczę w bólach, druga czeka na dostawę muliny, bo zachciało mi się haftować jedwabiem na lnie, a Mery i płótno Murano na próbę, czekają grzecznie w kolejce na swoją porę.  Może uda mi się wyszyć coś na kanwie plastikowej, marzą mi się przestrzenne domki. Zobaczymy.

Mam zamiar wyszyć dwa „obrzydlistawa”, żeby Wanda nie była taka samotna.

 

Miały powstać w zeszłym roku, nie udało się. Mam już przygotowane wszystko do ptaka, skończę bombkę i zaczynam.

W ramach świątecznych promocji nabyłam sobie pod choinkę, której nie było, róże w wazonie od Ekateriny Volkovej.

Jak patrzę na wzór, to mi się aż słabo robi i stwierdzam, że jednak porwałam się z motyką na słońce. Nie wiem, czy odważę, się za niego zabrać w tym roku.

Wzór jest strasznie skomplikowany jak dla mnie, co rusz nowy kolor, a ilość półkrzyżyków w tle mnie przeraża. Kontury robione 19 kombinacjami nitek i kolorów. MASAKRA! Jedno wiem na pewno. Gdy się już za niego wezmę, postawię chyba na Lindę. Krzyżyki będą ogromne, ale może dam radę z tą ilością kolorów i różnymi innymi udziwnieniami. Zobaczymy.

Podobają mi się też maki od Merejki.

Są tylko dwa ale.

Wzór jest ogromny jak na moje nerwy 80×30 cm, nie wiem, czy zdzierżę tyle czasu poświęcić na jeden haft, bo ja jednak wolę coś na szybko, z efektem na już, na wczoraj. Po drugie w zestawie jest Aida. A z Aidą to my się nie lubimy. Jeżeli się zdecyduję na zakup, to też raczej zmienię materiał na Lindę, a może na jakiś len. Na razie to jest gdybanie.

Były plusy dodatnie to teraz cytując klasyka, plusy ujemne w moim podsumowaniu rocznym.

Na minus muszę sobie zapisać brak systematyczności w odwiedzaniu waszych blogów. Chociaż to nie do końca tak jest. Czytam wszytko na bieżąco, ale na telefonie, a z telefonu nie komentuję. Korzystam też z czytnika blogów i powiem wam, że przez to wiele mi umyka. Ponieważ oglądam zazwyczaj wersje mobilne, zwyczajnie nie widzę wielu zabaw, wyzwań które macie u siebie na pasku bocznym. Czasami dowiaduję się o czymś po fakcie. Muszę być bardziej systematyczna w wystawianiu komentarzy, poświęcić jakiś wieczór w tygodniu na tour po blogach. I trzymać się tego bez względu na wszystko.

Kolejny minus to do tej pory nie oprawiłam jeszcze samplera My love, Pana Misia i tulipanów. Do dwóch pierwszych nie mam ram, jakoś mi nie po drodze do ramiarza, a oba obrazki mają nietypową wielkość, nic gotowego nie mogę znaleźć. Tym razem mam zamiar tylko zamówić ramy, a hafty oprawić sama, w domu, po mojemu. Jak będzie coś nie tak, będzie na mnie i sama sobie poprawię. Tulipany za to czekają na przypływ weny i ochoty, bo ramę mam, haft wyprasowany czeka na zmiłowanie. Na razie wsadzę je w białą ramkę, nie będę jej przemalowywać.

I ostatni największy mój tegoroczny minus, na który duży wpływ ma jednak wyszywanie, to rozjeżdżające mi się coraz bardziej minusy w oczach i konieczność używania dwóch par okularów. Jest to strasznie upierdliwe, strasznie męczące i strasznie spowalnia pracę, bo w sumie to wyszywam bez okularów, ale na wzór patrzę już w okularach. A najgorsze jest to, że będzie coraz gorzej :(  Cóż pesel mi się starzeje, starość nie radość, a wyszywanie jakby nie było, wzrok obciąża.

Ale póki coś jeszcze widzę, będę wyszywać. Bo to lubię, bo to kocham, bo daje mi to wiele satysfakcji.

I blogować też mam zamiar dalej. To też mnie jara :))

A tak zupełnie na koniec fotki z mojego ogródka. Zdjęcia robione 4 stycznia :)

Ktoś mówił, że mamy styczeń, zimę astronomiczną i kalendarzową?

Uff, znowu się nagadałam :))

Do następnego wpisu.

Jak to mawiam Buzi dupci :))

 

 

 

 

 

 

  • agniesia 125

    I bardzo dobrze, że zdecydowałaś się założyć bloga, bo bardzo lubię tutaj wpadać i podziwiać Twoje prace. Powiem szczerze, że ja osobiście jestem bardzo przyzwyczajona do blogspota i jak ktoś ma bloga na innej platformie to zwykle tylko wtedy zaglądam, podczytuję i nic nie komentuję. Kiedyś próbowałam dołączać komentarze na bloxie i nijak mi to nie wychodziło, bo się nie dodawały pod wpisami. Tak się wtedy zraziłam, że więcej nie próbowałam. U Ciebie z początku myślałam że będzie podobnie ale pomimo mojej pierwszej styczności z Discus jakoś poszło a teraz tak się przyzwyczaiłam, że nie wyobrażam sobie Twojej strony nigdzie indziej i pod żadną inną postacią! :)
    Ilość Twoich tegorocznych prac jest imponująca! I fajnie zobaczyć je wszystkie zebrane w jednym poście:) Sporo się napracowałaś!
    Trzymam kciuki za hafty planowe, oby jak najwięcej udało się wyszyć w tym roku. Wzór bukietu to rzeczywiście niezła pikseloza no i te backstitche, szkoda, że nie ma dwóch schematów, bez i z nimi, wtedy by się szybciej wyszywało, a tak trzeba uważniej podglądać co też za symbol jest pod daną linią.. no ale to też jest do przejścia, chociaż dłużej z tym zejdzie..
    A co do „zimowej” aury to ja wczoraj sfotografowałam kwitnące u mnie nagietki i mlecz!!! A przebiśniegi i inne wiosenne kwiatki wybijają hurtem co mnie przeraża, bo zapowiadają na ten tydzień mrozy i kwiatki wtedy mogą paść.. :(
    Pozdrawiam serdecznie i szybkiego powrotu do zdrowia życzę:)

    • Przyznam się, że miałam obawy czy taki, a nie inny sposób komentowania u mnie, zupełnie inna platforma nie odstraszy czytaczy i podglądaczy. Widzę na szczęście, że co jakiś czas ktoś nowy coś napiszę od siebie. Znaczy nie taki diabeł straszny. Jak ktoś, co mnie niezmiernie cieszy), jak ktoś nie chce, przeczyta i sobie pójdzie. Też nie mam o to pretensji, sama często tak robię, a potem próbuję hurtowo nadrobić zaległości. Niestety z marnym skutkiem. Systematyczność to podstawa w tym biznesie :))
      Ilość prac mnie lekko zszokowała. Człowiek coś tam sobie wyszywa, odda dobrym ludziom, schowa do szuflady, a potem nawet nie jest świadomy, ile tego było!! Tak dobrze już nie będzie w tym roku, ale coś tam zawsze powstanie.
      A jeśli chodzi o wzór róż, to pokazałam tylko jeden mały fragmencik, żeby zobrazować skomplikowanie. Wzór jest idealnie rozpracowany, jest wersja czaro-biała i kolorowa, z konturami i bez, podane są dokładne ilości muliny w danym kolorze. Rosjanki są w tym mistrzyniami. Naprawdę super opracowują wzory, super je przy tym komplikując :) Zachciało mi się szaleństw, może kiedyś na nie się odważę wyszyć te róże :))
      Również pozdrawiam i dziękuję za dużo, dobrych słów:)))

  • magdusiaa

    Wow, ale się napracowałaś , a prace prześliczne. Dobrze , że udało ci się założyć bloga, bo jesteś stworzona do pisania :). Uwielbiam czytać twoje posty , choć nie zawsze je komentuję.
    Ogromnie podobają mi się te twoje mechaniczne zwierzaki, ciekawa jestem gdzie je zakupiłaś.
    Pozdrawiam gorąco i życzę zdrówka

    • Z tym stworzeniem to pisania to bym nie przesadzała :)) Fakt, że w szkole (matko, kiedy to było!!! wieki temu!!!) nie miałam problemów z pisaniem na dany temat, gorzej z ortografią i interpunkcją. Na maturze łóżko napisałam „łużko” i nie byłam w stanie tego wyłapać, zobaczyć, teraz pewnie dostałabym orzeczenie z poradni psychologicznej o stwierdzonej dysgrafii czy czymś innym, jednak w życiu bym nie przypuszczała, że się tyle „nagadam” na temat wyszywanek :) Może to dlatego, że jak wyszywam, to milczę, a że sporo wyszywałam, długo milczałam, to teraz trzeba się wygadać :)))
      Wzory mechanicznych zwierzaków zaprojektowała Jane Eyre (Яна Минасян). W tym poście podałam namiary na nią:
      http://margoinitka.pl/bedziem-hafcic-obrzydlistwa/#more-2069
      Pozdrawiam serdecznie.

      • magdusiaa

        Ta autorka ma wiele ciekawych prac, szkoda , że Rosjanki tak przesadzają z mieszaniem kolorów. Faktem jednak jest , że potem te prace są cudowne.
        Jak dla mnie to możesz gadać ile wlezie ;) , lubię twoje gadulstwo :)
        Pozdrawiam

        • Ma fajne wzory, ale też te jej wzory niekoniecznie są dokładnie opracowane. Są błędy i trzeba się czasami domyślać, o co autorce chodziło. Ale nie ma tak, żeby się nie dało :)

  • Małgorzata Zoltek

    To był bardzo twórczy rok. Piękne prace powstały. Niestety u mnie było podobnie odkąd mam bloga nie mam czasu na wielkie hafty.

    • Oj działo się, działo. I to sporo. Z tym blogowaniem to kurcze serce rozdarte. I wyszywać by się chciało i blogować by się chciało. Uwielbiam Twoje małe hafty, hafciki. Jesteś dla mnie Mistrzynią takich form. Jak zobaczyłam Twoją choinkę w tym roku, to padłam. REWELACJA!!!! Też tak chcę!!! Tak właśnie powinna wyglądać choinka u rękodzielniczki :)))

  • Jola Jola

    Nareszcie znalazłam Twój blog. Bardzo lubię czytać Twoje komentarze, ale szukałam Cię pod hasłem „Margonitka” .
    Ja też zaczęłam blogować w ubiegłym roku i też muszę przyznać, że trudno pogodzić blogowanie z haftowaniem. No bo jak już się ma odpalony komputer, to trzeba zajrzeć „co tam panie w polityce”,

    zajrzeć gdzieś na you toube itp.
    W Nowym Roku życzę zdrowia, nowych inspiracji i czasu na ich zrealizowanie ,miłości i radości.
    Jola
    ps. hafty na wierzbie blog

    • A mówił Kochanieńki „weź się kobieto, na coś zdecyduj, bo raz pisze Margonitka, a raz Margoinitka, będzie z tego problem”. No i miał racje :) Kwestia jednego małego „i” i nie można mnie znaleźć. Ja niestety albo stety nie mam aktywnego konta na blogerze, dlatego też zawsze w komentarzach zostawiam link do siebie. Cieszę się, że mimo wszystko się udało i do mnie trafiłaś :) Ja niestety ostatnio rzadko miałam możliwość siedzenia na kompie w domu, przez co okrutnie zaniedbałam blogosferę. Teraz staram się z miernym skutkiem nadrobić wszelkie zaległości :(

  • Kasia S.

    Hafciarsko działo się u Ciebie sporo Małgosiu i to na najwyższym poziomie, ale nie wiedziałam, że tyle się działo szydełkowo :)) Rzeczywiście trudno wszystko pogodzić i tu nie obywa się niestety bez ustępstw, czyli robienia jednego kosztem drugiego, co skutkuje ciągle poczuciem niedosytu :) Ale, niestety – inaczej się nie da! Jeszcze haftowanie z blogowaniem godzę jak cię mogę (chociaż dawno już zrezygnowałam z odpowiadania na każdy komentarz), ale jak dodam FB i Instagrama to polegam… :( No ale… nikt nie wymyślił jeszcze maszynki do rozciągania czasu, więc trzeba być dla siebie wyrozumiałym :D Pozdrawiam serdecznie :)

    • Wiesz, jak ja się zdziwiłam, że wyprodukowałam tyle na szydełku! Robiłam te gwiazdki przez cały rok w wolnych chwilach, w pociągu, w samochodzie, na wakacjach. Tu ciepnęłam, tam schowałam. A potem przed świętami zaczęłam przeglądać różne zakamarki i przeżyłam lekki szok. Wyszydełkować to pestka, ale wyprać, wykrochmalić i ponaciągać, to jest dopiero wyzwanie. Myślałam, że się zapłaczę. Chyba przez tydzień wbijałam szpilki w styropian. Jakby mi mało było szpilek :)
      Konta na Facebooku nie mam świadomie. Nie lubię to po pierwsze, a po drugie stwierdziłam, że to będzie właśnie straszny pożeracz czasu. Na Instagram wrzucam coś od czasu do czasu, przeważnie będąc w drodze. Ostatnio nawet na stawianie serduszek nie miałam czasu, siły i ochoty. Pozdrawiam :)

  • Iwona

    Małgosiu, świetnie, że założyłaś bloga i możemy nacieszyć oczy Twoimi pięknymi pracami!
    Jak dla mnie to Twój robótkowy 2017 rok był imponujący! Podziwiam i proszę o więcej…
    Oczywiście życzę Ci zdrówka i czasu na realizację planów :-)

    • Iwonka, dziękuję bardzo za życzenia. Tobie też wszystkiego najlepszego.
      Faktem jest, że 2017 dość sporo udało mi się wyprodukować. W tym roku już tak niestety nie będzie :( Ale jak tylko coś zmajstruję, nie omieszkam tego tu pokazać. I opowiedzieć, co ja tam znowu zepsułam :)))

  • Ewa Gawlik

    Nie no, Twoje bombki są mistrzowskie.. też tak chcę :D Masz bardzo dobry rok za sobą. Wojownicza Wanda jest rewelacyjna. W ogóle Twoje hafty są przepiękne :)
    Życzę Ci żeby ten rok był równie kreatywnym jak i poprzedni :)