Cross stitch…My Love

Czyli znowu muszę, bo się uduszę :)

Miało być następnym razem o lnie, będzie o lnie.

A tak w ogóle to współtwórcą dzisiejszego postu jest Adam.

Tytuł posta mi wymyślił. A bez tytułu nie ma posta :))

Było tak:

Jedziemy sobie rowerami w niedzielę o poranku wałami nad Odrą. Słonko świeci, powietrze rześkie, jeszcze nie ma upału, ptaszki drą się jak opętane, tylko czasami ktoś nas minie. Cisza, spokój, prawdziwa idylla.

Kochanie znasz jakąś piosenkę ze słowami „My love”? – zapytałam nagle Adama.

Wrzuć sobie w Google, milion odpowiedzi dostaniesz. A w ogóle to po co ci ta piosenka? – zapytał Kochanieńki.

No muszę posta napisać, a nie mam tytułu. A bez tytułu nie ma posta :(

To napisz tekst, potem wymyślisz tytuł. Tytuł ma być podsumowaniem tego, co jest w środku, skąd wiesz, co będzie w środku? – zaptał Adam.

Ale wiesz, że ja robię wszystko inaczej. Muszę mieć najpierw tytuł. Muszę mieć temat wypracowania jak w szkole. Bez tego ani rusz. Wymyśl coś pliz.

Chwilę później Kochanieńki powiedział:

Przecież to banalnie proste. „Cross stitch … My love”.

Banalnie proste i genialne w swej prostocie!!! I jakże prawdziwe!!!

Bo ja przecież kocham krzyżyki miłością wielką :)) A miłość do krzyżyków stawianych na lnie jest już w ogóle bezgraniczna. Zakochałam się od razu, od pierwszego postawionego półkrzyżyka, pierwszego wbicia igły w len. I trwam w tej miłości i nie zamierzam nic z tym robić.

Ok. Kłamię. Zamierzam haftować na lnie. Dużo haftować na lnie.

Co prawda miało być dziś o innym lnie, ale wiecie, jak to jest :) Po pierwsze dalej nie wiem, jaki to ma być len, już z trzeci miesiąc myślę, nakupiłam różnych kolorów, prawie podjęłam decyzję, ale jeszcze się waham, a po drugie znowu do mnie przemówił jakiś obrazek no i trzeba było go popełnić.

Teraz, natychmiast, już!

Zdecydowanie za dużo pokus czyha w Internecie. Powinnam sobie zrobić kwarantannę, odciąć się od sieci, a nie co rusz znajdować coś nowego. Przecież ja mam tyle tego na kompie, że życia nie starczy, żeby to wyszyć, chociaż w połowie.

Żeby nie było tak łatwo, wzorku nie sprzedają on-line. Tylko wersja papierowa. U nas nie uświadczysz. U nas co najwyżej to jelenie na rykowisku lub jakiś inny badziewny obrazek kupisz od ręki. Ok, przesadzam, ale to co można dostać u nas, to się nadaje na oddzielny post. Dużo narzekania i brzydkich słów. Kiedyś napiszę, co ja myślę o naszym krzyżykowym zaopatrzeniu.

Ale wracając do tematu…

Potrzeba jest mocno paląca, trzeba coś wymyślić. Trzeba kupić gdzieś za granicą! No tak, ale przesyłka chwilę idzie, a mnie palce świerzbią. I przyszło olśnienie. Znalazłam sklep w Belgii, gdzie można kupić wzór, wysyłają do Holandii, w Holandii jest teraz mój Brat, wyślę do niego, on mi zrobi foty, wyśle na maila, a wzór przywiezie do domu kiedyś. Poradzę sobie ze zdjęciem. I tak zrobiłam. Kupiłam, zapłaciłam, półtora dnia później miałam zdjęcia na kompie.

A potem to już poszło. Szybko poszło. Bardzo szybko.

Jakoś tak ostatnio takie blade róże, zielenie do mnie przemawiają.

Jak widać Święty Graal jednak jest potrzebny.

Nawet najmniejsza kwadratowa ramka, jaką mam mi się nie mieści do środka niciaka. A przydałoby się czasami coś schować. W końcu niuchający sierściuch czasami snuje się u nas po domu. Dosłownie chyba cztery popołudnia i wieczory, jedna niedziela i gotowe.

Machnęłam „My love” Madame Chantilly.

„My love” bo taki jest tytuł obrazka :)

Wzór wyszyłam na lnie Belfast, kolor 7025 – granitowy, muliny dwie nitki DMC wg klucza we wzorze.

Haftowało się bajecznie. Krzyżyki równiutkie jak żołnierzyki na paradzie, żadnych mieszanych kolorów, półkrzyżyków. Zupełnie jak w moim kawowym samplerze.

Kocham len za jego szlachetność, za ciszę przy wyszywaniu, za dotyk, za to, jak wyglądają na nim haftowane obrazki. Nic nie może się z tym równać. Żadna nawet najlepsza Aida.

Całość mnie zachwyca. Jest już pięknie. A będzie jeszcze piękniej, jak go oprawię w ramki. Tym razem raczej nie uda się nic uchodzić pod młynem, bo haft jest chudy i długi. Pewnie kiedyś coś się trafi, ale ja bym bardzo chciała, żeby obrazek jak najszybciej zawisł na mojej ścianie chwały :)) Bo mam taką ścianę w domu, w sumie kawałek ściany, na której bez ładu i składu wieszam moje obrazki. Tylko jak teraz na nią patrzę, to chyba nie ma na niej miejsca na kolejny haft.

A teraz będzie apel do dziewczyn, które wciąż się wahają, zastanawiają się, boją się spróbować wyszywać na lnie.

Kupujcie dziewczyny len!! Haftujcie na lnie!!

Nie bójcie się! Wyszywanie na lnie jest proste, łatwe i przyjemne. Szkoda marnować czas na zastanawianie się. Naprawdę! Kupujcie len i haftujcie.

Ja popełniłam swój pierwszy obrazek na lnie po pół roku od postawienia pierwszego krzyżyka. Byłam zupełnie nieświadoma tego, że jest to trudne. Po prostu spodobały mi się obrazy haftowane na lnie, zamówiłam więc kawałek i poszło. Tak bez zastanawia się, kombinowania. Szczęście nowicjusza. Zakochałam się. Prawie nic jeszcze wtedy nie wiedziałam o wyszywaniu, nie byłam przyzwyczajona do Aidy. Byłam zielona, naiwna i niedoświadczona. Teraz, trzy lata później, umiem trochę więcej, ale za to jestem świadoma, czego jeszcze nie potrafię, co mi nie wychodzi, czego się muszę nauczyć. I się uczę. Poczytajcie sobie, co piszą dziewczyny, które „spróbowały lnu”. Są zachwycone! No może poza jedną. Piegucha to o Tobie :))

Nie kupujcie tylko na początek polskiego lnu, bo jest fajny, ale bardzo drobny, niekoniecznie równy i trochę trzeba z nim powalczyć. Trudny do obróbki jest też len obrazkowy w kolorze naturalnym. Inne kolory jakoś lepiej mi leżą. Warto chyba zacząć od małego kawałka Belfastu.

I od takiego prostego wzorku jak ten mój.

Prosty ale czyż nie jest piękny?

Kochanie wielkie dzięki za tytuł.

Widzisz, jest tytuł, jest post :)))

Edit

Dla zainteresowanych kolorem lnu wrzucam jeszcze jedno zdjęcie :))

Nie oddaje ono prawdziwego koloru, bo zdjęcie robione telefonem, pogoda też nie sprzyja. Kolor zdecydowanie ciemniejszy niż na zdjęciu. Dla porównania len w kolorze naturalnym. Może Wam to coś pomoże. Kolor jest fajny, dość ciemny, ciepły, wpada w odcienie brązu, a nie szarości. Chociaż ja to z kolorami mam problem i mogę zmyślać. Na pewno zmyślam:)) Akurat do tego wzoru jest to moim zdaniem najlepszy wybór z lnów dostępnych w Polsce. Wybierałam z próbnika, ale na żywo duży kawałek wygląda i tak inaczej niż mała próbka 2×2 cm :))

Próbnik lnu zamówiłam w HobbyStudio. 6 zł za kartę. Nie ma na karcie niestety lnów obrazkowych 30 ct. Jestem z tego powodu bardzo nieszczęśliwa, bo rozważam właśnie taki len :( Niestety HobbyStudio jest bardzo nastawione na klienta i nie wyślą samych kart. Tylko z zamówieniem. Zamówiłam więc mulinę. Całą jedną sztukę w kolorze B5200. Zaszalałam :))

 

 

 

 

 

 

  • chaga 5

    Śliczny wzorek, sama bardzo lubię projekty Madame Chantilly.
    Czy ten granitowy len to taki mocno ciemny szarym? Na zdjęciach jakoś mi pasuje pod naturalny kolor.
    Sprawa odnośnie kolorków lnów utknęła w martwym punkcie, nie wiem teraz czy coś jeszcze z tego wyjdzie :(, czekam na odzew z HB, który miał być pod koniec czerwca.

  • Kasia S.

    Małgosiu, pięknie opowiadasz o swojej pasji :) Docenić też trzeba zaangażowanie Męża w Twoją pasję, bo nie często się to zdarza :) A miłość do lnu podzielam w pełni :) Obrazek śliczny!

  • Powiem Ci, że niedawno zobaczyłam ten wzór i pomyślałam, że jest taki delikatny. Niby „kilka krzyżyków” a tworzą coś tak pięknego. Fajnie też prezentuje się na tym kolorze lnu. Zastanawiałam się jaki to kolor w rzeczywistości, bo w sklepie internetowym zdjęcie nie zawsze oddaje właściwie kolor :)

  • Aďka K.

    Krásny obrus, pekný motív!
    A.

  • meri

    Moje pierwsze spotkanie z lnem to był niestety len obrazkowy Permin of Copenhagen. Nitki różnej grubości, to cienkie to grubaśne, krzyżyki niby równe, ale wyszywało się fatalnie. Zostałam przy płótnach typu Linda 27″, chociaż pewnie Belfast mnie czeka do chińskich widoczków, tam mi będzie potrzebne coś na 28″ lub 32″ nawet (przez 2 nitki).

  • Prześliczny jest ten wzór, a len dodatkowo to uwypukla. Ja się bałam lnu, ale się przełamałam, wszak póki co w większości i tak haftuję na Aidzie ale to z pewnych powodów. A len i hafty na lnie są wspaniałe :)

  • Katarzyna Xgalaktyka

    Jak zawsze pieknie opowiedziana historia Małgosiu :)
    Uwielbiam czytać Twoją pisaninę, która mnie czasem rozśmiesza, czasem nastraja nostalgicznie a i dostarcza wiedzy użytkowej:)
    Ja się lnu boję ogromnie, może z racji tego…że już wzrok nie ten ale zazdroszczę okrutnie umiejętności, bo Twój haft prezentuje się przepięknie ! :)
    Uściski słoneczne zasyłam.
    K.

  • Edyta Godzic

    Śliczny, delikatny haft!
    Belsfast jest lnem idealnym do haftu. Nasz krajowy jest faktycznie minimalnie drobniejszy i trudniejszy przez nierówne sploty nitek. Idealnie nadaje się na mniejsze formy. Ja z niego robiłam woreczki zapachowe na lawendę.

  • Piegucha

    No rzeczywiście, nie rozumiem zachwytów na lnem. Mnie się bardziej podobają obrazki haftowane na kanwie:) Właśnie spojrzałyśmy z mamą na mój mały hafcik na lnie i stwierdziła to samo:P
    A z tytułem to nie wiedziałam, że na koniec go się wymyśla. Zawsze zaczynam od tytułu, bez niego też nie umiem pisać.

  • Iwona

    Piękny wzór, zdjęcia, opowieść… i cudowne wykonanie!
    Uwielbiam Twoje wpisy, Małgosiu i w pełni podzielam miłość do lnu.
    Już nie mogę się doczekać kolejnego haftu…
    Pozdrawiam serdecznie :-)

  • Małgosia K.

    Śliczny obrazek :).
    Moim zdaniem hafty,w których nie zahaftowuje się całego tła, znacznie lepiej prezentują się na lnie. Jeśli całość jest pokryta haftem, to nie ma znaczenia czy pod spodem jest len czy aida. Ale na pewno łatwiej haftuje się na aidzie, co jest odczuwalne zwłaszcza przy kłopotach ze wzrokiem, wiem po sobie :). Aidę kupuję zawsze DMC albo Zweigartu i jestem bardzo zadowolona, nic mi tam nie skrzypi :).

  • Małgorzata Zoltek

    Piękny odcień lnu. Wspaniały hafcik.