Dziury w sercu

O kawie słów kilka

Nie lubię kawy. Wręcz jej unikam.

Wróć. Nie tak.

Nigdy nie lubiłam kawy, zawsze jej unikałam.

Czas przeszły.

Jak już była taka potrzeba, sesja, jakaś nocna instalacja w pracy, piłam kawę z musu. Taką z dużą ilością mleka i cukru. Cukru nigdy dość. Sypałam tak dużo, aż się przestawał rozpuszczać, a i tak mnie „trzepało”, jak piłam.

Potem Adam się zainteresował kawą. Ponieważ do tematu podszedł w sposób naukowy, w domu zaczęły się pojawiać jakieś różne dziwne urządzenia, młynki ręczne, konewki, tygielki, wagi jubilerskie, termometry. Musiałam się wyprowadzić z mojej ulubionej szuflady w kuchni, bo okazała się być idealna na adamowe skarby. W między czasie..

Kawa, kawusia przyjechała!!

Kawa przez duże K.

Kawa świeżo palona.

Kawa w ziarenkach.

Kawa, którą można wypić bez mleka, prawie bez cukru. Kawa, która pachnie czekoladą, smakuje owocami, jest pyszna! I uzależniająca!

Mamy teraz w domu kilka starych młynków do kawy. Każdy został wyczyszczony, odnowiony, każdy jest w użyciu, każdy miele, każdy ma swoje przeznaczenie. Do Chemexa, do kawiarki, do Phina. Kolejne dwa przechodzą proces reanimacji i czekają na swoje drugie życie.

Grunt to dobra kawa w ziarnach i porządny młynek.

Tak twierdzi Adam. Ja mu wierzę, bo codziennie mnie poi kawową ambrozją.

Niektóre z tych młynków mają 80 lat, a mielą kawę lepiej niż nie jeden wytwór współczesnej techniki, który został stworzony, tak żeby się zepsuć zaraz po gwarancji. Młynki mają żarna zrobione z prawdziwej stali, a nie z materiału udającego stal i pomimo upływu dziesięcioleci, te żarna są nadal ostre i nadal mielą. Poza tym stare młynki wyglądają po prostu pięknie.

Nowy, bardzo porządny, współczesny młynek jest w planach. Tylko ja się wykłócam i protestuje, bo to ustrojstwo zajmuje strasznie dużo miejsca na blacie. A przecież miejsca na blacie w kuchni nigdy dość.

Najbardziej mną wstrząsnęło, jak zobaczyłam kawę zmieloną do Chemexa.

Takie trociny będziesz parzył? – zapytałam z powątpiewaniem.

Stój, patrz i się ucz Kobieto małej wiary – odpowiedział mój osobisty, domowy barista.

I się okazało kurza twarz, że to działa! Z garści trocin wychodzi coś pysznego.

Dla mnie magia.

Prawie jak backstitche w hafcie.

Adamowych skarbów nie ruszam. Z moim szczęściem zaraz coś zepsuję. Ale przecież jakiś wkład w kawę mieć muszę! Mus być jakiś obrazek kawowy wyszyć!

Zaczęły się poszukiwania. Łatwo nie było. Niby kawę pije każdy, temat rzeka, a wzoru, który by mnie zachwycił, nie mogłam znaleźć z pół roku, albo dłużej. Aż padło na  „What Else?”  Isabelle Haccourt Vautier.

Zdjęcie pożyczone z tego miejsca.

Wzór wygląda jak plakat reklamowy. Prosty, łatwy do wyszycia, nie za duży obrazek. Szybko pójdzie. Łatwizna.

Oj okrutnie pod górę mi było z tym obrazkiem, oj okrutnie pod górę.

Adam osobiście wybrał materiał. Len obrazkowy 32 ct Permin of Copenhagen w kolorze naturalnym.

Będzie jak wyszywane na jutowym worku od kawy – zawyrokował.

Pełna zapału zabrałam się, standardowo po nocy jak to mam w zwyczaju, za wyszywanie. Materiału nie cięłam, tylko zaczęłam od rogu, bo już mi się zdarzało nie wymierzyć poprawnie ilości, pozwijałam pięknie nadmiar, żeby się nie „majtał”, przygotowałam mulinki i zaczęłam wyszywać.

Wzór idealny jak dla mnie. Jeden kolor na dużym obszarze, żadnych zmian nitek, pojedynczych krzyżyków. Machnęłam, tyle ile mi się zmieściło, trzeba przełożyć tamborek.

A tu wtopa. Okazuje się, że na lnie jest skaza wzdłuż całej długości. Ewidentne odbarwienie na złożeniu.

Nie pomogło pranie, prasowanie. Jest skaza jak nic. W drugą stronę też się nie zmieści, brakuje jakieś 1,2 cm. Będzie widać. Szlag by to! Jak tu nie wierzyć w klątwę 13. Był wieczór 13 stycznia. Nie pozostało nic innego, jak nabyć drogą kupna nowy kawałek i zacząć od początku.

Wyszywało się pięknie, szybko. Absolutnie żadnej pikselozy, jedno słowo, jeden kolor.

Filiżanka prawie gotowa.

A ta filiżanka nie powinna być dwukolorowa? – zapytał któregoś wieczoru Adam.

Ożeż ty powinna!!!

Wydrukowałam sobie czarno-biały wzór i nie popatrzyłam, że jednak jest minimalna różnica w symbolach i spodek powinien być inny, a filiżanka inna. Cóż było robić. Niby może być, ale nie, będę cały czas myśleć, że jest błąd. Trzeba pruć.

A takie ładne były te moje krzyżyki :(

Potem już było łatwiej.

Wzór w niektórych miejscach poprawiałam, bo jak dla mnie był mało dokładnie i niestarannie opracowany, te same literki w jednym słowie różne, niesymetryczne. „Wtop” już przy pracy żadnych nie było.

Uff!

Prawie skończyłam.

Do wyszycia pozostało jedno małe serduszko. We wzorze było jasne, ale stwierdziłam, że tak być przecież nie może.

Ze wzoru musi bić po oczach miłość do kawy.

I nie tylko do kawy.

Tu się przyznam bez bicia, że pomysł ściągnęłam od Chagi. Nie pytałam czy mogę.

To u niej zobaczyłam czerwone serduszko wyhaftowane w maszynie do szycia.

Skończyłam, wstępnie wyprasowałam, pokazałam.

Adam podsumował moją pracę z ostatnich paru tygodni jednym, jakże odkrywczym zdaniem.

W tym sercu są dziury.

Tyle.

Koniec.

Kropka.

Cały komentarz.

A miało być tak pięknie. Liczyłam na zachwyty, ochy i achy.  A były łzy niedocenienia.

I nie był to niestety koniec historii i perypetii z moim obrazkiem kawowym.

C.D.N.

  • Małgosia K.

    Te dziury to jest miejsce na kawę parzoną z sercem :).
    Fajny obrazek,idealny dla kawoszy!
    A do kawy miałam podobny stosunek (negatywny) do czasu, kiedy zaczęłam ją przygotowywać w kawiarce, naczytawszy się wprzódy o tajemnych zasadach używania tego sprzętu. Jak się zrobi wszystko jak należy, to nawet z całkiem zwyczajnej Woseby wychodzi pyszna i pięknie pachnąca kawa, a ze świeżo zmielonych ziaren dobrego gatunku to już w ogóle bajka!

    • Kawiarka była chyba jednym z pierwszych „dziwnych narzędzi” jakie pojawiły się w naszym domu. Dla mnie niestety taka kawa jest za mocna, bez mleka nie wypiję. Mleko mi nie służy :( mimo że je bardzo lubię :) Dziś będzie kawa z kawiarki. Czasami można pocierpieć.
      Serca w parzenie kawy Adam wkłada dużo :)

      • Małgosia K.

        Mojemu mężowi mleko też nie służy, a konkretnie nie służy mu laktoza. Na szczęście można teraz kupić mleko bez laktozy i ono rozwiązuje u nas problem – może też spróbuj?

  • agniesia 125

    Świetny ten haft, ma coś w sobie! Pomysł z czerwonym serduszkiem super:) i ile perturbacji przy tym hafcie było, a zanosi się że to jeszcze nie koniec – aż mnie ciekawi co będzie dalej z jego historią, domyślam się że może przy oprawie..
    I krzyżyki jakie prościutkie – bajka!
    A co do samej kawy to ja nie piję żadnej, nigdy.. Próbowałam parę różnych, z cukrem, z mlekiem, bez.. no żadnej przełknąć nie mogłam :d nawet sesja mnie nie zmusiła to jej picia..

    • Co będzie dalej, nie powiem, ale dobrze się domyślasz :)
      A jeśli chodzi o kawę, to radzę kiedyś pójść do jakieś małej, zdecydowanie „niesieciowej” kawiarni, gdzie podają kawę z małej palarni i poprosić o kawę zaparzoną jakąś alternatywną metodą. Właśnie przy użyciu Chemexa albo dripa. Obiecuję, że się zdziwisz i to bardzo. Taka kawa nawet nie pachnie kawą, nie wygląda jak kawa, nie smakuje jak kawa, ale jak pyszna, aromatyczna herbata. Dla mnie osobiście to był szok pierwsza taka filiżanka.

  • Agnieszka Charytoniuk

    Hi, hi, hi urocza opowiastka i trochę zdziwiło mnie, ze takie błędy we wzorze.
    Fanką kawy nie jestem, jak coś to tylko latte, ale tam więcej mleka.

    • chaga 5

      Dlatego nie lubię komentować na innych blogach, niż blogspot. Nie podpisuję się nazwiskiem na blogach, a tu widzę, że muszę się pilnować.

      • Wiem. Dlatego usunęłam Twój komentarz. Ja nie wiem jak to działa po drugiej stronie. Sorry. U mnie można też komentować anonimowo. Bez rejestracji.

  • Kasia S.

    Urzekła mnie Twoja historia :) Pięknie opowiadasz, a i obrazek cudowny :)
    Niestety muszę zgodzić się z Chagą: denerwuje mnie system komentarzy. Nie dość, że trzeba się pilnować, to jeszcze powiadomienia od Disqus spamują mi skrzynkę pocztową kilka razy dziennie. Ale nic to :) I tak będę do Ciebie zaglądać, bo bardzo podobają mi się Twoje prace i to jak o nich opowiadasz :) Buziaki!

    http://30carpediem30.blogspot.com/

    • Uśmiałam się z „urzekła mnie twoja historia” :))))
      Bardzo mnie cieszy Kasiu, że chcesz nadal do mnie zaglądać pomimo tylu problemów, jakie przysparza mój blog.

      Jeśli chodzi o komentarze. Ja nie mam konta ma Blogerze. Za każdym razem jak wystawiam u Was komentarz, muszę się pilnować z jakiego konta. Za każdym razem! Też mam dwa konta. To moje osobiste, gdzie funkcjonuje jako Małgorzata K i to drugie, które funkcjonuje tu w wirtualnej rzeczywistości. Za każdym razem to sprawdzam!

      Jeśli chodzi o Disqus. Nie wiem, jak to wygląda po Waszej stronie, czym jesteście spamowane? Dla mnie jako właściciela bloga jest to zajefajne narzędzie. Kompletnie nie muszę wchodzić na blog, żeby śledzić dyskusję, odpowiedzieć na komentarz, wszystko ogarniam w jednym miejscu. Naprawdę bardzo to ułatwia życie. Na Waszych blogach też trudno mi się na razie odnaleźć. Jeszcze tego nie ogarniam. Wystawię komentarz, potem zaglądam jeszcze raz czy ktoś na ten komentarz odpowiedział. Tylko gdzie u kogo ja co napisałam?? Aż z ciekawości zapytam. Czy macie w Blogerze możliwość śledzenia dyskusji na wielu blogach w jednym miejscu, czy tak jak ja musicie wracać pod konkretny posty, żeby zobaczyć kto, co odpisał?
      Zanim założyłam blog, zrobiłam solidny research, na jakiej platformie ten blog postawić. Rozważyłam wszystkie za i przeciw i wyszło mi, że WordPress jest niestety najlepszym wyborem w dzisiejszych czasach. Zdaje sobie sprawę, że prawie wszystkie blogi „hafciarskie” są dziś postawione na Blogerze. Dziewczyny działają na tej platformie kilka lat. Są do niej przyzwyczajone, oswojone. Ponieważ na razie działamy w dwóch rozłącznych systemach, żeby ułatwić Wam komentowanie, włączyłam możliwość komentowania jako gość. Nie musicie się wtedy logować, mail wpisać można jakikolwiek z palca. Tylko mi to strasznie utrudni pracę, bo nie będę wiedziała, kto jest kim. Disqus nie przyporządkuje tego samego „gościa” w to samo miejsce. Jak komentujecie jako gość, bardzo proszę, podpiszcie się nickiem blogowym, wstawcie link do bloga, tak jak ja to robię. Wtedy Was znajdę :)))

  • Iwona

    Haft śliczny, krzyżyki równiutkie.
    Idealna ozdoba kawowego zakątka :-)
    Ja też najbardziej lubię kawę przygotowaną przez mojego męża :-)
    Czekam na ciąg dalszy…

    • Ciąg dalszy będzie pewnie wkrótce :)
      Mężowie zdecydowanie sprawdzają się w roli baristów :)

  • Agulek

    Piękny haft, śliczne kolorki….bardzo takie lubię:)
    Stworzyłaś coś cudownego:)
    No i przyznaję, że pięknie uchwycasz na zdjęciach swoje haftowanie:)
    Z pewnością będę tu często zaglądać:)
    Pozdrawiam ciepło:)

    • Bardzo mnie cieszy, że będziesz do mnie zaglądać :)
      A jeśli chodzi o zdjęcia to niestety bardzo, bardzo rzadko udaje mi się, zrobić jakąś sensowną fotę. Niestety większość zdjęć robię po nocy. I zawsze telefonem.

  • Edyta Godzic

    Świetny kawowy haft!
    U mnie w domu też różnie komentują moje hafty:)
    Ja się nieraz sama zachwycam moją pracą a np. córka krytykuje, że coś mogłoby być w innych kolorach, albo że „takie sobie”.
    Ten pierwszy kawałek materiału, ze skazą, to chyba jaks osoba z dużą wadą wzroku pakowała. Bardzo dziwne i nie powinno się to zdarzać. Lny do tanich tkanin nie należą:)

    • Dlatego też m.in. powstał ten blog. Tu mam nadzieję, ktoś się szczerze zachwyci, konstruktywnie skrytykuje :) A nie tylko zauważy dziurę w całym.
      Też się zdziwiłam z tym lnem. Przecież ta skaza to chyba była wzdłuż całego kawałka. Nie wiem, jak to przeszło. Było, minęło. Teraz każdy kawałek oglądam dokładnie, zanim zacznę cokolwiek robić. Zawsze to jakaś nauka na przyszłość.

  • Cudny hafcik! Faktycznie miałaś z nim trochę pod górkę, ale na szczęście udało Ci się dobrnąć do końca :) Ja nie zawsze mam takie zacięcie, czasami odkładam pracę i wracam do niej później. Kiedyś jednym z ufoków stał się u mnie igielnik, który wyszyłam w 99% i kiedy już robiłam ramkę do zszycia zrobił mi się mega gigantyczny supeł, nie miałam do niego nerwów i porzuciłam igielnik ;) Skończyłam go dopiero przy ufokowym podsumowaniu. A co do komentarzy ze strony bliskich i przyjaciół, to u mnie też zdarzają się dziwne reakcje, np. większość moich bliskich nie bardzo rozumie mojego YouTubowego zacięcia i dlaczego po nocy ganiam z lampami i aparatem po domu ;)
    Ania | KreatywnaTV

    • Pod górę to ja mam ostatnio jakoś strasznie. Już nie pamiętam czy w tym roku udało mi się zrobić coś tak po prostu. Ale jakoś nie pękam:) I nie odkładam w nieskończoność na potem. Mam takie skrzywienie, że zawsze kończę rozpoczęty haft.

  • Nitki Ariadny

    Ależ cudnie się czytało, choć historia mocno zakrapiana dramatyzmem. Haft jest piękny i cudownie wykonany!

    • Cudnie to się czyta takie komentarze :)) Bardzo, bardzo dziękuję. Aż się chce wyszywać więcej. I pisać więcej :)