O mnie i o blogu

Moja przygoda z haftem krzyżykowym zaczęła się jakieś trzy, cztery lata temu. Parę lat wcześniej pozbyliśmy się z domu telewizji.  Była zima. Co tu robić wieczorami, gdy za oknem zimno, ciemno i plucha? Ile można siedzieć i przeglądać dziwne strony w Internecie? Tak samo mało to twórcze, jak i patrzenie w telewizor.

Zawsze miałam „zespół niespokojnych rąk” i nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, żeby czegoś „nie zepsuć”. Nosi mnie, więc wymyśliłam sobie, że będę wyszywać. Najlepiej krzyżykami. Kiedyś dawno temu moja mama wyszywała haftem płaskim i richelieu. Coś niecoś się od niej nauczyłam, ale nigdy nie czułam potrzeby, żeby tworzyć własnymi rękoma. Aż nadszedł ten dzień.

Zaczęło się jeżdżenie po mieście i szukanie kanwy. Jeszcze wtedy nie słyszałam o Aidzie, lnie, DMC, pasmanteriach w Internecie. Muliny przygarnęłam od mamy. Stara Odra, Ariadna czasami bez numeracji. Zdobyłam gdzieś kanwę, byle jaką, niewiadomego pochodzenia, rozmiaru i wpadłam jak śliwka w kompot. Wpadłam w chorobę, w nałóg, z którego nie zamierzam się wyleczyć. Myślę, że u wielu osób przebiega to podobnie. Wirus dopada, trzyma, nie zamierza odpuścić. Trzeba nauczyć się z nim żyć.

Trochę to trwało, zanim zdecydowałam się założyć blog i pokazać innym co robię. Pełna obaw czy to, co robię, warte jest pokazania, podzielenia się z innymi, z pewną taką nieśmiałością, ale pokrzepiona dobrym słowem matki pewnie niejednego bloga –  Edytki, postanowiłam w końcu przełamać się i ujawnić w sieci.

Wcześniej mój osobisty chłop nie raz mi mówił: gdybyś miała blog, mogłabyś pokazać, co upolowałaś, gdybyś miała blog, mogłabyś pokazać, co zrobiłaś, gdybyś miała blog, mogłabyś zapytać, jak to zrobić, gdybyś miała blog…

Wiem, wiem, on to mówił przede wszystkim dlatego, żeby mieć w końcu święty spokój, żebym się od niego odczepiła i nie pokazywała kolejnego wzorku, którego i tak nie odróżni, od tego, co mu pokazywałam dwa dni wcześniej. Z drugiej strony Adam to też mój osobisty recenzent, doradca, krytyk. Mocno mnie wspiera w mojej pasji, w walizkach przywozi mi skarby zza wielkiej wody. Tak czy inaczej, posłuchałam się i blog w końcu powstał, a raczej powstaje.

Miałam i nadal mam wątpliwości czy założenie bloga w dzisiejszych czasach jest dobrym pomysłem. Każdy ma coś do powiedzenia na jakiś temat. Najpierw wszyscy dookoła zaczęli pisać książki, albo blogi. Teraz znowu modne robią się vlogi, rządzą youtuberzy, każdy wrzuca foty na Instagram. W dzisiejszych czasach  ogląda się, a nie czyta. Nikt nie ma czasu na skupianie się na słowie pisanym. Nagłówek na portalu i kolejna informacja.

Ja wygląd mam zdecydowanie radiowy, głos kompletnie nieradiowy, więc publikowanie filmików absolutnie nie wchodzi w rachubę. Profil na Instagramie założyłam, obserwuję różne konta, pewnie też zacznę wrzucać zdjęcia. Ale po pierwsze primo kompletnie nie mam daru do robienia ładnych zdjęć, a po drugie primo jak to się mówi, nawet nie mam aparatu. A co można zrobić smartfonem i to z dolnej półki? Niby coś można, ale jak się nie wie jak, to jednak niewiele. Mam po z tym takie skrzywienie, że jednak wolę czytać niż oglądać. Jak mam informację podaną w formie filmu i tekstu, to czytam. Film pomijam, nie oglądam. Wolę nie wiedzieć.

Pozostał więc blog. Można się „wyżyć” słownie. Zazwyczaj jak wyszywam, milczę, ale jak już zacznę mówić o krzyżykach, nie mogę przestać. Wymyśliłam sobie „sport” dość niszowy, moja rodzina i znajomi niekoniecznie czują bluesa, gdy zaczynam im opowiadać o hafcie, a ja mam potrzebę, mówienia o tym, co robię. Bo mnie to jara, kręci i jest mi do szczęścia potrzebne. Poza tym chciałabym się jeszcze wiele nauczyć, jeśli chodzi o technikę, a nie mam w najbliższym otoczeniu nikogo, kto by wyszywał krzyżykami i chciał się ze mną swoją wiedzą podzielić.

I będzie w końcu spokój w domu. Chłop zadowolony, że mu pierdołami głowy nie zawracam.

Ja oczywiście, żeby nie było łatwo, prosto i przyjemnie musiałam sobie wymyślić WordPress. No bo jak nie jak tak. I tu się okazało, że na początku nie jest jednak ani łatwo, ani przyjemnie. Bo, o co chodzi w tym wszystkim??? Co to jest motyw, widget, wtyczka, dlaczego zdjęcia są nie tak, jak chcę, co powinnam umieścić na pasku bocznym, dlaczego mi nie działają te cholerne kategorie, czy strona główna jest, aby na pewno stroną główną? Trudno to na początku ogarnąć, zwłaszcza jak się nigdy nie blogowało, jak się jeszcze nie wie, co się chce, albo co się chcieć powinno.

Postanowiłam, że walczę sama, oczywiście z pomocą Adama (gdyby nie on utknęłabym już przy nazwie bloga, nie mówiąc o zakładaniu domeny), wujka Google i dobrych dusz, których jest wiele w sieci, a które dzielą się swoją wiedzą. Miałam plan, że blog ruszy maksymalnie pierwszego dnia wiosny.  Walkę z materią zaczęłam i…poległam.

Utknęłam w miejscu, z którego nie potrafiłam ruszyć . I było wielkie „Kasiu ratuj!!!”.
Kasia uratowała, coś kliknęła, coś zmieniła, coś zaczarowała i zaczęło działać.

Jeżeli zaczynacie z WordPressem jak ja, nie macie bladego pojęcia o tworzeniu stron internetowych, nie wiecie co to kod php, nie znacie się kompletnie na programowaniu, Kasia Aleszczyk Wam pomoże. Bądźmy szczerzy, porwałam się z motyką na słońce. Wydawało mi się, że dam radę. Nie dałam.

Kasiu dzięki za pomoc :)

Już teraz wiem, że ten blog będzie się zmieniał ze mną, wraz ze zdobywaną przeze mnie wiedzą i doświadczeniem. Pewnie będą pojawiały się nowe bajery, strona będzie się zmieniać. Robię to świadomie. Będę się uczyć w trakcie blogowania, szkoda mi czasu. I tak już go dużo zmarnowałam. Może to grzech, może tak nie powinnam, ale trudno. Jestem w gorącej wodzie kąpana.

Czy wytrwam w swoim blogowaniu, czy będę miała co pokazywać, o czym pisać – nie wiem. Nie wiem, na jak długo starczy mi weny, cierpliwości, zapału i chęci, ale spróbuję. Nie wiem, czy ktoś będzie czytał, oglądał moje słabe zdjęcia, ale spróbuje. Dla mnie będzie to forma pamiętnika. Na starość będę sobie mogła zajrzeć i poczytać, co to ja kiedyś robiłam.

Liczę bardzo na rozwój, wsparcie i doradztwo. Na konstruktywną krytykę. Człowiek uczy się całe życie, a ja jestem dopiero na początku mojej przygody. Wciąż się uczę, dążę z różnym skutkiem do perfekcji. O blogowaniu nie mam pojęcia. Do tej pory tylko czytałam innych. Wszelkie uwagi, wskazówki mile widziane. Te dotyczące blogowania i przede wszystkim stawianych przeze mnie krzyżyków.

Poza haftem krzyżykowym na blogu pewnie będą się pojawiały inne posty. Niedawno odkryłam szydełko i haft hardanger. Kto wie, co jeszcze wymyślę.

Cześć! Dzień dobry!

Nazywam się Małgorzata.

Tu w wirtualnej rzeczywistości Maronitka.

Jestem anonimową krzyżykomaniaczką.

Wychodzi na to, że również gadułą.