Ocalić od zapomnienia

Czyli znalezione na placyku część któraś z kolei

Nie mam weny coś ostatnio. Wzięła i sobie poszła w pierony. Nie chce mi się nic. Jakby mi się tak chciało, jak mi się nie chce, to pewnie dałabym radę i drugie koło wynaleźć. A tak nic.

Marazm.

Bryndza.

Najchętniej położyłabym się i patrzyła w niebieskie niebo, jak sobie białe obłoczki wesoło przepływają. Ale nieba niebieskiego nie ma. I pewnie do wiosny nie będzie. Jest szaro, jest buro, słonko ledwo ledwo gdzieś przebłyskuje i pewnie to dlatego taki u mnie nastrój. Słońca mi do szczęścia potrzeba. A tak mam przesilenie jesienie, kryzys wieku średniego, brak weny i wszystko inne naraz. Ale ponieważ życie nie znosi próżni, trzeba się zmusić i coś wyprodukować. Dzisiaj będzie mało ładnie. Dzisiaj będzie smutno. Będzie dużo zdjęć.

O tym, że lubię chodzić na placyk pod Młyn, na giełdę staroci chyba wiadomo. Można tam znaleźć dużo różnych dziwnych rzeczy. Można też znaleźć wyszywane obrazki. I dziś o takich obrazkach będzie. O obrazkach wyszywanych haftem krzyżykowym i haftem gobelinowym. Tych gobelinowych jest dużo, zdecydowanie dominują wśród tego typu rękodzieła. W zasadzie haft krzyżykowy oprawiony w ramki zdarza się bardzo rzadko. Haft gobelinowy to nie moja bajka. Nie potrafię wyszywać równo półkrzyżyków i chyba nigdy się nie „naumiem”. Obrazków gobelinowych obfociłam dużo. Pokażę Wam tylko część.

Jeśli chodzi o tematykę haftów, to cóż…..

To kompletnie nie jest moja bajka. Powiedziałabym, że jest wręcz tragicznie, jeśli chodzi o dobór wyszywanych tematów.

Jeśli chodzi o jakość prowadzenia nitki w tych obrazkach, to coż……

Może dwa, może trzy miały jako taką technikę, żadnym pod względem technicznym się nie zachwyciłam. A widziałam ich ze sto, albo lepiej.

To zaczniemy od krzyżyków, bo ich niewiele będzie.

Misie do pokoju dziecięcego. Nawet nie najgorzej wyszyte.

Dwa portrety. Jak się człowiek bliżej przyjrzy, zęby bolą.

I dosłownie trzy inne obrazki wyszyte krzyżykami.

Nad obrazkiem poniżej nawet się chwilę zastanawiałam. Z daleka wyglądał całkiem, całkiem, taka sama cukierkowa słodycz i pan nie drogo cenił, całe 10 zł przed negocjacjami. Jak się przyjrzałam bliżej to rama zniszczona i haft wyszyty tak sobie. A krzyżyki giganty. Nie kupiłam.

Teraz będą gobeliny.

Najpierw może kwiatki.

Teraz ludzie.

Wytworna dama w wytwornej ramie. Nawet całkiem nieźle wyszyta.

To też był całkiem fajnie zrobiony i oprawiony dość sporych rozmiarów obraz, ale bardzo smutny. Zapłakałabym się podczas jego wyszywania.

Jeszcze paru ludzi.

Ten to chociaż z życia zadowolony.

Martwa natura i natura ożywiona.

Wsi spokojna, wsi wesoła, trochę widoczków.

Ten to nawet nie wiem jaką techniką popełniony.

Ten miał coś w sobie. Wyszyty krzyżykami nawet by mi się podobał.

A na koniec „religijne”, w tym jeden krzyżykowy się jeszcze znalazł.

I co podoba się Wam ta galeria? Bo mi nie, ani trochę mi się nie podoba.

Kompletnie nie moja bajka, w życiu bym nie sięgnęła po takie tematy. Fakt są to pewnie obrazki wyszywane przez tzw. starsze pokolenie. Ale uczciwie sobie powiedzmy i u nas się teraz takie obrazki wyszywa i nie robią tego tylko nasze babcie czy mamy, ale też młode dziewczyny. Na szczęście blogosfera to w większości zupełnie inna estetyka. Ale blogosfera to pewnie ułamek osób haftujących. Kolejna rzecz technika. Cóż ja uważam, że lepiej nic nie robić, jak robić to źle i byle jak, na odwal się, na sztukę. Jak się nic nie robi to się, chociaż materiałów niepotrzebnie nie psuje. Nie lubię bylejakości, mierzi mnie jak na nią patrze. Fakt jestem popieprzoną perfekcjonistką, uwielbiam rzeczy ładne, rzeczy dobrze zrobione, ale ja to ja. Idealnego świata nie stworzę. Innych zadowala coś innego. I dobrze im z tym.

Abstrahując od tego, czy mi się podobają te obrazki, czy nie, ktoś poświęcił na ich stworzenie długie godziny, napracował się, nawalczył. Włożył w nie całe swoje serce, umiejętności. I pewnie był bardzo dumny z dzieła swych rąk. Miał ku temu pełne prawo.

A potem wziął i umarł.

I przyszło paru smutnych panów, załadowało w kartony po bananach wszystko, jak leci, obrazki, buty, cukierniczkę nierzadko z cukrem w środku, wszystkie skarby. I na koniec taki obrazek wylądował wśród innego badziewia pod Młynem. Nie raz mówię do Kochanieńkiego, że jak pomrzemy, to u nas chociaż będzie dużo „skarbów” do wywiezienia. Tylko czy to „nowe pokolenie” będzie chciało się zachwycać naszymi skarbami? Nie sądzę. Raczej jestem pewna, że nie. Wszystko pójdzie w kubeł.
Jak sobie o tym myślę, to robi mi się bardzo smutno i przykro.

Warto się tyle męczyć, oczy psuć, nici psuć?

Warto!!! Pewnie, że warto!!!

Bo to, co robimy, jest piękne, cudowne, sprawia nam przyjemność!! I są tacy, co potrafią to docenić. Cóż tworzymy dla koneserów. Tylko wąskie grono zainteresowanych potrafi docenić naszą pracę. Bo oni się znają :))

Ale błagam, wyszywajmy dobrze i nie wyszywajmy kiczu. Niech haft krzyżykowy nie kojarzy się ludziom tylko z takimi obrazkami jak w galerii powyżej. Powstaje teraz tyle fenomenalnych wzorów. Świat stoi otworem. Dzięki Internetowi możemy się uczyć tylu nowych rzeczy, możemy podpatrywać innych, lepszych. Wzór można kupić wszędzie, ba można go znaleźć za darmo w internecie. Ok, o gustach się nie dyskutuje, jedni lubią garbate, drudzy rude, trzeci długonogie blondynki. Jedni wyszywają konie na łące inni mechaniczne ryby. Ale jak się coś robi, to powinno to być dobrze, bez względu na temat, zrobione. Ja to nieraz się do Adama śmieję, że nie chcę się po śmierci wstydzić zza grobu, jak będą po mnie dom opróżniać. Mogą krytykować gust, do jakości krzyżyków nie będą się mogli czepić. Czy moje haftowane obrazki też tak skończą??? Myślę, że w większości tak. Ale i tak nie przestanę ich wyszywać. Bo kocham robić, to co robię.

Żeby nie było, że ja tylko czarnowidztwo uprawiam. Co to to nie!

Ja od czasu do czasu przytargam do domu jakiś skarb i uratuję go przed zniszczeniem.

Ocalę od zapomnienia.

Znalazłam taki oto obrazek.

Sampler. Kupiłam, powiesiłam na ścianie.

Bo ja kocham samplery. Jakoś tak odpowiada mi i leży ta forma haftu. Chyba lubię się nudzić podczas wyszywania. Lubię takie „prymitywne” hafty.

Przepraszam za jakość zdjęć, ale zdjęć już nie ma jak dobrych robić. Słońca nie ma. Ciemność i szarość zawisła nad miastem. Poza tym obrazek jest za szybą antyrefleksyjną, a to dodatkowo utrudnia cykanie fot.

W sumie to obrazek wypatrzył na placyku Kochanieńki. On wie co lubię :) Bez negocjacji dałam 10 zł.

Całe 10 zł za kilkanaście jak nie kilkadziesiąt godzin czyjejś pracy!

Tylko czy teraz miał ten haft dla kogoś jakąś wartość? Widać, że nie, bo wylądował w takim, a nie innym miejscu.

Samplery kocham wyszywać, ale przyznam, nie doktoryzowałam się z tego, co oznaczają poszczególne motywy. Bo coś oznaczają. Zamknięta rama wokół haftu to chyba symbol nieskończoności. Z jakiej okazji powstał  ten konkretny haft, też nie wiem. Może ślubu? Jakiejś rocznicy? Na pewno miał coś upamiętnić.

Mamy Adama i Ewę.

Mamy drzewo.

Mamy inicjały i datę. Data przypada na środę. Kto bierze ślub w środę?

Jest okręt, winne grona, ptak – paw, wiatrak, jakiś kwiat.

Według pomiarów dokonanych przez Kochanieńkiego wyszło 10 krzyżyków na 2 cm, czyli  płótno 25 ct. Sam haft ma 47×47 cm i został dość starannie wyszyty.

Nie wiem, czy materiał był kiedyś biały, czy écru. Na pewno lekko pożółkł i dziś wygląda jak écru. Nie wyciągałam haftu z ramy, nie prałam, bałam się, że może tego nie przeżyć. Na razie jest, jak jest. Wisi u nas nad schodami, spoglądam sobie na niego kilka razy dziennie, czasami się zastanawiam, kto go wyszył, z jakiej okazji?

Uratowałam go.

Lubię na niego patrzeć.

Podoba mi się.

Tak naprawdę to napisałam zupełnie inny post. Napisałam, co myślę na temat naszej krzyżykowej blogosfery, na temat podejścia do nas firm sprzedających nam materiały, na temat tego, co oferują „polskie” wydawnictwa hafciarskie. Napisałam też, jak chciałabym, żeby wyglądały nasze spotkania w sieci. Cóż wyszedł mi bardzo gorzki tekst. Nie opublikuję go. Nie ma co się kopać z koniem, robić sobie wrogów, świata nie zbawię, a krwi mogę sobie i innym niepotrzebnie napsuć.

Mam swój blog, swoje miejsce w sieci, które bardzo lubię i o które staram się dbać. Lubię tu z Wami rozmawiać, lubię Wasze merytoryczne komentarze, podpowiedzi, lubię czytać Wasze, mam nadzieje szczere, zachwyty nad tym, co robię.

Bardzo Wam Dziewczyny dziękuję, że jesteście, że do mnie zaglądacie, znosicie moje gadulstwo.

Ja lubię do Was zaglądać, pozostawiać po sobie ślad. Gdyby nie Wasze blogi pewnie niekoniecznie bawiłabym się w krzyżyki. Jesteście dla mnie Inspiracją, to co umiem nauczyłam się od Was!

A jeżeli chodzi o spotkania on-line, jestem jak najbardziej za miejscem, gdzie moglibyśmy ROZMAWIAĆ o krzyżykach, uczyć się od siebie, inspirować, pomagać. Jeżeli to nie będzie Facebook, bo nie mam tam konta i mieć nie będę, będę bardzo chętnie brała udział w takich rozmowach. Bo o krzyżykach to ja lubię gadać. Nie chciałabym jednak, żeby to było miejsce, w którym będziemy się uczyć podstaw. Podstawy znam. Ja chcę czegoś więcej, chcę się rozwijać, chcę wyzwań!!

P.S.

Iwonka jeszcze specjalnie dla Ciebie powieść w odcinakach, tylko musisz wybrać w jakim klimacie :)))

Krzyżykowy romans?

Stefania spojrzała na Toma znad tamborka. Igła ze złotym długim oczkiem zadrżała jej w ręce na wspomnienie wczorajszej nocy. Nie trafiła w materiał i boleśnie się ukuła. Syknęła cicho z bólu. Jeszcze raz spojrzała na siedzącego przed nią mężczyznę. Ich oczy się spotkały i Stefania spuściła szybko wzrok cała spłoniona. Przypomniał jej się szał namiętności, któremu dała się ponieść. Ich ciała otulone szorstkim lnem obrazkowym Permin of Copenhagen w kolorze naturalnym numer 01 pośród setek motków muliny DMC splecione w namiętnym uścisku……

Czy może krzyżykowy kryminał?

Komisarz Alex wszedł do mieszkania. Na środku małego pokoju leżała zmasakrowana naga kobieta. Twarz miała zasłoniętą długimi rudymi włosami. Całe jej ciało pokryte było wbitymi igłami. Wyglądała jak mechaniczny jeż. Tysiące grubych igieł powbijanych w uda, brzuch, piersi. Z miejsc, gdzie tkwiły igły, cienkimi stróżkami popłynęła zakrzepła teraz krew. Komisarz podniósł ostrożnie jedną igłę.

Igła z tępym czubkiem w rozmiarze 22 idealna do hardangera – pomyślał.

Nagle poczuł pod butem coś dziwnego. Nachylił się, spojrzał i gwałtownie cofnął stopę. Prawie nadepnął na nożyczki. Małe ostre nożyczki hafciarskie, na które nabite było oko. Dziwne, ale oko nie rozpłynęło się, tylko nadziane tkwiło wciąż na nożyczkach. Zielona tęczówka spoglądała wprost na komisarza.

O nożyczki Dovo! Idealne do wycinania nitek, zawsze o takich marzyłem. Takie to i z 50 dolców na eBay kosztują – jego myśli znowu dziwnie zboczyły na tylko mu znane hafciarskie tory.

To był żarcik oczywiście :)) Powieści na pewno pisać nie będę :) OBIECUJE!!

Kurza twarz znowu się rozgadałam.

Krzyżyki leżą i wyją, skamlą, żeby się nimi zająć, a ja nic….

To już zupełnie na koniec dwa zdjęcia, które mój tato zrobił wczoraj. Zima idzie, a na polach jakby wiosna.

Cóż zdjęć to mnie tato nie nauczył robić, za to „pisane” mam po nim.

I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś.

  • Uwaga, będzie długaśnie.
    Weź pod uwagę, że rzeczy które wypatrzyłaś są, jak słusznie zauważyłaś stare, poza tym jednak sporo rzeczy ładnych, wyszywanych potomkowie zabierają :) jak się stało z nielicznymi haftami mojej babci, nielicznymi, bo w domu miała aż 1 makatkę i 3 poduszki, a reszta po ludziach poszła :D
    Ja też nosiłam się z zamiarem napisania dość eee… krytycznego postu, ale nawet nie o producentach – o blogosferze.
    Pal sześć tematykę – ja nie lubię religijnych, dziecięco słodkich, ślubnych i samplerów ( :D ) ale jak ktoś lubi, okej, nie bronię. Aczkolwiek wkurza mnie nieraz, jak widzę 10 raz tego samego misia, bo kobitka trzepie te miśki prawie zawodowo dla rodziny i znajomych i koniecznie każdym musi się pochwalić.
    A druga rzecz, która mnie wkurza niemiłosiernie – klakierstwo i hipokryzja. Bo inaczej tego nie nazwę. Nie chodzi mi o przypadki, że ktoś naprawdę super wyszył, bo wtedy wiadomo, pochwała się należy, ale jest np. beznadziejny wzór, totalna pikseloza i co w komentarzach? „ojej ale super praca, jakaś ty zdolna” i 30 komentarzy takich. Ja rozumiem, komuś szalenie się wzór spodobał, no bywa, ja teraz robię dimkowego kolibra gobelinem na drukowanej i on mi się podoba bo tak ;) Ale są czasem wzory tak beznadziejne, że zęby bolą no! Poza tym – absolutnie nie można człowieka skrytykować, czy na blogu, czy nie daj boże na fejsie, bo się zaczyna nagonka… A tymczasem nie chodzi o hejt typu „łoo, ale do dupy, kolejny papież z pikselozą, weź się ogarnij kobieto”, tylko o zwrócenie uwagi, bo czasem widać pewne rzeczy np „może powinnaś zwrócić uwagę na naciągnięcie kanwy, bo w tym miejscu Ci się marszczy. Albo „może backstitche spróbuj tak czy owak.” No nie powiesz, bo Cię zeżrą żywcem. A potem jest problem, bo osoba, która np. próbuje różnych technik albo zaczyna przygodę z haftem, po setce komentarzy jaka to ona superhiperduper zdolna, nie widzi powodu żeby coś poprawić w swojej technice (no chyba że po iluśtam latach wyszywania). I patrzysz na potworki.
    A hipokryzja – napiszę kiedy indziej, bo byłam świadkiem też na żywo, ale to za długo by było, anyway – tutaj chwalą, a za plecami do innych „o rany widziałaś, jakie to beznadziejne?” Ale w oczy nie powie, że jakieś błędy, nie poradzi….
    Ja czasami nie komentuję bo nie mam czego. A odezwać się zwyczajnie boję, bo nie chcę wyjść na jedyną potworę w kółku wzajemnej adoracji :/
    No. Się wylało. Dzięki Gosiu :D
    Przy okazji – nie rozumiem jak ludzie mogą się zachwycać mozaikami – owszem, zdarzają się fajne, ale większość przecież jest tak beznadziejna, że obraz to widzisz jak się postarasz!!! pikseloza, plamy, niedobrane kolory! a co czytasz? „ojej ale to super praca, jaki ładny wzór, też taki chcę, jakaś ty zdolna..” Nosh kurna….
    Przy okazji – kiedyś miałam GG, jak coś to jeszcze numer pamiętam ;)) z komunikatorów jest też wtw, można by też poszukać czegoś, co daje opcję czatu, może jakieś forum czy coś… Ja fejsowa, więc za bardzo nie poradzę z innymi opcjami ;/

    • Kasia S.

      Meri, na temat chóralnego chwalenia wszystkiego na blogach to poglądy mam podobne do Twoich. Z ponad setki blogów, które obserwuję jest tylko kilka, max. kilkanaście takich, na których prace rzeczywiście mnie zachwycają. Jest jednak cienka granica pomiędzy krytyką, a zrobieniem komuś przykrości.. Dlatego, ja jak widzę siarę, to po prostu tego nie komentuję lub treść komentarza nie odnosi się bezpośrednio do oceny pracy, a ma na celu pozostawienie śladu odwiedzin. Myślę, że trzeba też docenić, że ktoś się „starał” i włożył w coś swoje serce :)

      • Wiesz, ja wiem o tym, wiem też, że nie wszyscy muszą czy mogą wyszywać goldeny czy HEADy na lnach ;)) ale chodzi mi to, że praktycznie nie masz jak powiedzieć czegokolwiek nie będącego pochwałą. Nie mówię, żeby pisać że ktoś coś źle robi.. o przykład – widziałam haft koralikowy u jednej dziewczyny, 1 raz robiła coś takiego i zachwycona i dumna z siebie – ok, jest z czego. Ale miała strasznie pomarszczony materiał przy tych koralikach, no aż żal było patrzeć. I co? I wszyscy tylko się zachwycają, nikt np. nie zapytał, na czym wyszywała, że może za słabo materiał napięty, albo koraliki za mocno… Oczywiście, doceniam to że się starała, i super, ale efekt końcowy taki sobie wyszedł i ona nie poprawi tego następnym razem, bo nie widzi że coś nie wyszło.

        • FB nie mam, ale to nie znaczy, że nie podczytuje tego, co dzieje się na otwartych grupach. I właśnie hasło „Co dalej z Hafciarnią?” pchnęło mnie do napisania posta, którego koniec końców nie opublikowałam. Jak to napisała Meri „się rozlało”, to może ja jako odpowiedź na jej komentarz, wkleję kawałek tego, co napisałam. Będą dwa rozlane mleka. Trudno :)

          „Były kiedyś Hafciarskie wtorki, wtorków już nie ma. Swoją teorię, dlaczego ich nie ma mam, ale to nieważne. Pamiętam, ile osób brało w nich udział. Dużo. Powstała Hafciarnia, Hafciarskie Party, Weekendowe Spotkania z rękodziełem. Ilość osób biorących udział w spotkaniach w Hafciarni spadała z dnia na dzień. Padło hasło przeniesienia tych spotkań na weekend. Tylko przecież w weekend jest już inne spotkanie. Po co robić dwa konkurencyjne? Tak naprawdę patrzę na to z boku i mam wrażenie, że nasz hafciarski światek jest bardzo podzielony, kupę w nich dziwnych kółek wzajemnej adoracji, wojenek. Tylko po co? Aż tak wiele nas jest, żeby robić jeszcze jakieś sztuczne podziały? Ok nie wszystkich się lubi, bo się nie da wszystkich lubić, ale przecież można spokojnie rozmawiać o krzyżykach. Bo rozmowa, wymiana poglądów, doświadczeń bardzo rozwija.
          Przyznam się, że czytam w zasadzie wszystkie blogi hafciarskie, a komentuje tylko u kilku czy kilkunastu osób. Po pierwsze nie wyrabiam czasowo, a po drugie nie potrafię napisać komentarza w stylu „piękny hafcik pozdrawiam”. Ja tak mam, że muszę się rozwlec i już. Z drugiej strony trudno też napisać, że coś jest fajne, jak nie jest, mi się nie podoba. Jest po prostu spieprzone. I tyle. Zauważyłam, że u nas w blogosferze się nie krytykuje, żeby „nie podciąć skrzydeł”. Ok ktoś po drugiej stronie może się poczuć dotknięty, ale przecież tu nie o krytykę chodzi, ale o konstruktywne zwrócenie uwagi, że coś jest źle zrobione. Powielanie tego samego błędu i trwanie w samouwielbieniu kompletnie nie rozwija. Taka osoba stoi w miejscu, nie idzie dalej, nawet nie wie, że coś robi źle. A przecież nie chodzi o krytykę typu „spieprzyłaś to maleńka”, ale „maleńka zobacz, za dużo nitek muliny użyłaś, prawidłowo jest….” i to nie dlatego, że ja się mądrzę, ale takie są po prostu zasady. U Magdy z Mniej słów napisałam, że wydaje mi się, że passe-partout w jej ostatniej pracy jest za małe. Zaproponowałam inny sposób oprawy, podałam konkretne linki. Nie pisałam, że jest super, bo moim zdaniem nie było. Wydawało mi się to bardzo dziwne, bo Magda zawsze wszystko dopieszcza, a tu taki fejk. Rozwiązanie okazało się banalne — słońce zachodziło, trzeba było pstrykać foty, a nie bawić się w oprawianie. Nie wiem, czy Magda poczuła się obrażona, skrytykowana, ją trzeba o to zapytać. Wyjaśniła mi powód takiej, a nie innej oprawy. A ja poczułam się dobrze i odetchnęłam z ulgą. Że to tylko brak czasu i że Magda może się jednak nie obraziła. Bo nie powiem, miałam obawy czy napisać szczerze co myślę. I to jest głupie. Czy naprawdę jest coś złego w powiedzeniu komuś, że „obiektywnie” coś źle robi, że może to poprawić, albo w tym, że się ma inne zdanie albo pogląd na dany temat? ”

          Jak widzisz Meri zgadzam się z tym co napisałaś w 100%. Inaczej to ubrałam w słowa, ale sens jest taki sam.

          • agniesia 125

            W kwestii krytycznego komentowania mam takie samo zdanie. Trudno jest teraz napisać coś obiektywnie, żeby nie uzyskać odwrotnego efektu niż zamierzony.. A taka prawdziwa obiektywna ocena jest bardzo pomocna. I właśnie nie ma służyć krytyce samej w sobie tylko zwróceniu uwagi, że można coś zrobić lepiej, inaczej lub po prostu spojrzeć na pracę z innej strony. Chodzi o radę. O gustach już nie mówię, bo każdy ma inne i dana praca nie musi się przecież podobać, w końcu jeden lubi pejzaże a drugi portrety czy fantastykę. Tutaj chodzi mi bardziej o technikę, dobór materiałów itp. Przecież wiele można się od siebie nauczyć. Parę lat wstecz udzielałam się na pewnym forum i do dzisiaj wspominam je z sentymentem. Wtedy byłam bardzo początkująca i moje prace pozostawiały wiele do życzenia. Ale do dziś pamiętam pewne rady, nie tylko do samej pracy, ale i np do sposobu przedstawiania ich na zdjęciach, które to wiele mi pomogły i właśnie do dziś je stosuję. I żadnego takiego komentarza nie brałam za krytykę tylko właśnie za pomoc od bardziej doświadczonych rękodzielniczek. I tego teraz ogromnie mi brakuje w blogosferze.

            A teraz jeszcze odnośnie do tematu tego posta, czyli o haftach spotykanych na targach staroci. Też takie nie raz spotykałam i spotykam. I niestety ale przeważająca większość wygląda tandetnie. Tematyki haftów/gobelinów krytykować nie będę, bo raz że każdy ma właśnie inne gusta i wyszywa to co lubi, a dwa kiedyś były inne wzory, prostolinijne. Chociaż i tak mierzi mnie jak widzę obraz z mnóstwem plam, braku cieni, po prostu portretem czy widokiem zupełnie mijającym się z rzeczywistością. No nie podoba mi się i koniec. I sama nie raz zastanawiam się jak można było to wyszywać, bo widać np że kolory zupełnie nie grają ze sobą (w przypadku portretów to aż często uderza). No ale zęby aż bolą gdy przyjrzeć się takiemu haftowi z bliska (nie każdemu ale jednak sporej części). Krzyżyki krzywe, nierzadko każdy w inną stronę, albo w gobelinach niechlujnie. Od razu pojawia się myśl, że osoba która to wyszywała musiała przecież spędzić nad tą daną pracę sporo godzin, a jednak technicznie jest słabo. Chociaż może nie każdy przykłada do tego uwagę? Ja ciągle dążę do udoskonalania moich krzyżyków, staram się (z różnym skutkiem bo zadowolona w pełni nie jestem), podczytuję jak to robią inni, próbuję na swoich pracach, czasem po raz któryś z kolei wypruwam i poprawiam dany krzyżyk by wyszedł prosto, więc i zwracam uwagę na szczegóły, ale może dla niektórych jest to mniej istotne?.. :(

          • Nie wiem czemu, ale mój „wspaniały” Disqus wrzucił tym Twój komentarz w spam. Co ja się go naszukałam to moje!! Widzę na mailu, nie widzę pod postem. Zupełnie nie wiem, o co chodzi. Dobrze, że znalazłam :))

            Wracając do meritum – jakby nie wiem, jak głupio to brzmiało, uważam, że „dobre rady zawsze w cenie”. Ja merytoryczną „krytykę” nie uważam za krytykę, ale właśnie za dobrą radę i nie wiem, czemu się tak przed tym bronimy. Osobiście jeszcze nie doświadczyłam takiego powszechnego zjechania za własne zdanie w sieci. Ja niefacebookowa, więc pewnie przez to „wiele tracę”, ale słyszałam od kilku dziewczyn, że tak jest, teraz i Wy to potwierdzacie. Tylko pytam się po co? Czy to naprawdę fajnie jest żyć w polukrowanym świecie pełnym fałszu i obłudy??? Nie sądzę. Ja naprawdę mam potrzebę uczenia się. A gdzie i jak się uczuć jak nie od innych i lepszych, którzy wiedzą lepiej?? Dyskusja, wymiana czasami różnych poglądów rozwija, poszerza horyzonty, pozwala inaczej spojrzeć na, to co się robi, zobaczyć własne błędy. Ale to powinno to być merytoryczne, a nie krytykujemy dla zasady. Teraz mi się właśnie przypomniało, że czasami oglądam sobie w sieci zdjęcia mieszkań i czytam komentarze pod takimi artykułami. Zawsze, ale to zawsze takie aranżacje są zjechane, że nie ładnie, że to, że tamto. Rzadko kiedy ktoś napisze, że fajne, że mu się podoba. I to też jest moim zdaniem chora sytuacja. Hejt dla samego hejtu. Po co ja się pytam? Lepiej ci od tego, ego sobie z rana podbudowałeś, bo cię mąż/żona wkurzył i nie masz się na kim wyżyć??

            Fakt nie jest to łatwe znaleźć granicę między tym, co dobre — złe, co uczy, a co podcina skrzydła, ale chyba powinniśmy zacząć próbować rozmawiać. Edytka pisze, że były kiedyś fajne fora, Ty piszesz, że się w takim udzielałaś. Też bym chciała mieć takie miejsce w sieci, takie bardzo merytoryczne miejsce, gdzie zapytam, a ktoś mi pomoże, doradzi, zwróci uwagę na to, czego sama nie widzę, a może źle robię. Zazdroszczę Wam, że się na to „załapałyście”. Może to się innym nie spodoba, ale mam wrażenie, że nasza krzyżykowa blogosfera jako całość mocno podupadła, spada poziom prezentowanych prac, poziom dyskusji. Czasami zdarza mi się znaleźć jakiś na szczęście niezamknięty blog „starej” hafciarki i muszę ze smutkiem przyznać, kiedyś chciało się dziewczynom bardziej chcieć, a w sumie nie miały tak łatwo, jak my. My mamy dostęp do wspaniałych sklepów, wzorów, do wiedzy. Tylko czemu z tego nie korzystamy??
            A co do perfekcjonizmu. Jak Ci kiedyś pisałam, staram się jednak z wiekiem sobie troszkę odpuszczać i przede wszystkim odpuszczać innym. Ale za idealny krzyżyk to bym wiele oddała, najchętniej zbędnych kilogramów :) Nie wiem, czy używasz Instagram, ale jakby Ci się chciało, zajrzyj do jednej dziewczyny https://www.instagram.com/p/BZVFF76Bkyw/?taken-by=krestiki.bez.nolikov (niestety trzeba tłumaczyć z rosyjskiego, chyba że czytasz w tym języku). To moja „Mistrzyni” :)

          • Mnie się wydaje, że ten całkiem potężny rozdźwięk w naszej blogosferze wynika w dużej części z ogromnej różnicy pokoleń wyszywających babeczek. Nie mniejsze znaczenie ma pewnie światopogląd i cel, np.: wyszywanie świętych obrazków, których celem jest dodatkowe zanurzenie się w doznaniach religijnych (chyba) vs industrialna Wanda :) Śledzę kilka innych społeczności, np fora i grupy biznesowe dla kobiet, które rozwijają swoje biznesy. Różnica jest taka, że osoby tam się udzielające mają podobny profil, są to głównie kobitki 25-45 lat, wykształcone i mające wspólny cel. Pomagają sobie, kierują w dobrą stronę, krytykują często i gęsto swoje działania ale zwykle konstruktywnie i wynika z tego spory pożytek. No i te społeczności są prowadzone (moderowane) przez osoby z charyzmą i nieprzeciętną osobowością. Wtedy nawet grupa składająca się z kilkunastu tysięcy trzyma się zasad i jest zwyczajnie fajna i przydatna.

            A na targach staroci mam często tak jak Ty. Patrzę na te obrazki w pudłach i myślę sobie, kurczę ta babeczka, która zrobiła to okropieństwo (sorry) umarła i już jej nie ma. Mało kto pamięta, że w ogóle istniała, a to w co włożyła całe serce (choć jest brzydkie, bo przecież nie miała 20 lat temu dostępu do współczesnych rosyjskich projektantek) wala się teraz w pudłach po bananach i nikogo oprócz takich jak my nie obchodzi.

  • Kasia S.

    Jak będę następnym razem we Wrocławiu, to koniecznie muszę się wybrać na ten targ staroci (może będzie okazja do spotkania z Tobą ?:)). To niesamowite, ile rzeczy związanych z naszą pasją można tam znaleźć. Fakt, obrazy które pokazałaś to nie są może cudeńka, chociaż trzeba wziąć pod uwagę, że powstały na pewno spory czas temu, kiedy nie było takich inspiracji jak Instagram :D Teraz rzeczywiście wzory są fenomenalne i świat stoi otworem, ale i tak dla wielu hafciarek istnieje wiele barier np. finansowa, czy językowa. Jednak idzie ku dobremu, sklepy internetowe wychodzą temu naprzeciw, a i stacjonarnie powstaje coraz więcej pasmanterii z duszą i temu kibicuję :) Ja poczucie estetyki mam podobne do Twojego, choć na pewno nie jestem „popieprzoną perfekcjonistką”, jak to sama określiłaś :) Owszem, staram się zawsze to co robię robić jak najlepiej, ale nie za wszelką cenę. Dlatego z jednym w Twojej wypowiedzi zgodzić się nie mogę.. a mianowicie z tym, że „(..) lepiej nic nie robić, jak robić to źle i byle jak, na odwal się,
    na sztukę. Jak się nic nie robi to się, chociaż materiałów niepotrzebnie
    nie psuje(..)”. Zawsze warto coś robić, nawet jeśli się to zepsuje… Po pierwsze uczymy się przez doświadczenie, nikt przecież nie rodzi się mistrzem, po drugie czasem ważniejsze niż efekt finalny jest zwykła przyjemność z tego, że coś robimy, niezależnie od tego, co z tego wyjdzie :) A po trzecie każdy ma inne gusta i inne kryteria oceny :) I to jest właśnie piękne w świecie! Różnorodność!
    A co do perfekcjonizmu, to jeszcze jedna dygresja.. Wiesz, że ja też lubię jak wszystko jest równiutkie i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach i takimi się zachwycam, ale jestem też zabieganą osobą, czyli mamą na pełnym etacie :) Haftuję nałogowo, bo to uwielbiam, ale często wykradam każdą chwilę (niekoniecznie wolną), np. jadąc pociągiem do pracy dziubię jakiś mini hafcik, często w prowizorycznych warunkach (trzęsie, mało miejsca, śpieszę się itd…), jednym słowem, na pewno nie są to hafty perfekcyjne technicznie, bo o perfekcję w takich warunkach trudno :P Te hafciki trafiają potem na kartki lub przeznaczam je np. na kołderki za jeden uśmiech. Jestem pewna, że gdyby nie te „kradzione chwile”, to nie powstałyby w ogóle. Ale wiesz… świadomość, że kogoś ucieszę (mam nadzieję) własnoręcznie robioną kartką, czy cegiełką dołożoną do kołderki dla chorego malucha jest dla mnie ważniejsza niż świadomość nierównych krzyżyków :) Pozdrawiam Cię Małgosiu cieplutko :)
    Oj, jakoś strasznie długo wyszło ;)

    • Kasia S.

      A.. i jeszcze w kwestii spotkań on-line, to myślę, że takich miejsc nigdy za wiele. Uważam też, że tak jak świat nam wychodzi naprzeciw, tak i my powinniśmy wychodzić naprzeciw światu. Argument „mieć nie będę” jeśli chodzi o konto na FB jest dość słaby. Czasem warto się otworzyć na świat, spróbować, a dopiero potem decydować, czy mieć będę, czy nie będę :P
      A z Twojej powieści się uśmiałam! Byłabyś świetną pisarką :))
      I już tęsknię za takim latem, jakie pokazałaś na zdjęciach taty :)

    • Przeczytałam jeszcze raz, co wczoraj wrzuciłam w sieć i muszę przyznać Ci rację i się z Tobą zgodzić, że się ze mną nie zgadzasz w kwestii:

      „(..) lepiej nic nie robić, jak robić to źle i byle jak, na odwal się, na sztukę. Jak się nic nie robi to się, chociaż materiałów niepotrzebnie nie psuje(..)”.

      Z tym, co Ty napisałaś, zgadzam się w 100%:
      „Zawsze warto coś robić, nawet jeśli się to zepsuje.. Po pierwsze uczymy się przez doświadczenie, nikt przecież nie rodzi się mistrzem, po drugie czasem ważniejsze niż efekt finalny jest zwykła przyjemność z tego, że coś robimy, niezależnie od tego, co z tego wyjdzie :) A po trzecie każdy ma inne gusta i inne kryteria oceny :) I to jest właśnie piękne w świecie! Różnorodność!”

      Strasznie to pokręcone wyszło, ale już wyjaśniam :))) Napisałam wczoraj coś zupełnie innego, ale stwierdziłam, że nie puszczę tego w sieć, powycinałam niektóre rzeczy, późno już było, byłam zmęczona, zniechęcona, za dużo wycięłam, wyszło, jak wyszło. Tak naprawdę to uciekł sens tego, o czym pisałam, wygląda, że wszystko krytykuję i się czepiam, a tak nie jest. Pisałam o bylejakości i jednorazowości współczesnego świata, o powszechnej zgodzie na to, o sprzedawaniu niejadalnego ciasta i braniu za to pieniądze, o narzędziach, które psują się po jednym użyciu. I o haftach byle jak zrobionych, byle jak oprawionych, które robi się nie dla przyjemności, ale na sprzedaż. Na sprzedaż!! Pisałam o tym, co się sprzedaje na OLX. Mnie byłoby zwyczajnie wstyd coś takiego pokazać, a to nie przeszkadza innym wystawiać tego na sprzedaż, a jeszcze innym tego kupować. Wiem, że się za bardzo czepiam, ale jak widzę całkiem fajny haft, dobrze wyszyty, nawet bardzo dobrze wyszyty, krzywo oprawiony, źle naciągnięty, wystrzępiony przyklejony do kartki, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Nie wiem, czy ten ktoś, kto to robi, tego nie widzi, czy ma to w tyle, bo dla niego liczy się „zaliczona, sprzedana sztuka”. Na takie podejście się nie zgadzam. Jak się za coś bierze pieniądze, to powinno być to idealnie zrobione. Tego brakło :))
      Twoje kołderkowe hafciki uwielbiam. I szczerzę Cię podziwiam, że starasz się „ukraść” jak najwięcej czasu na ich powstanie. Dla mnie są one robione z wielkim sercem, są idealne, nawet jak nie wszystkie krzyżyki są prosto wyszyte. Tu nie chodzi o prosty krzyżyk, ale o dar serca. A serce masz ogromne :))
      Jeżeli tylko będziesz we Wrocławiu, bardzo chętnie się z Tobą spotkam :)) Zapraszam!! Placyk pod Młynem „czynny” jest w każdą niedzielę od rana gdzieś do 13 – 14. Po „skarby” trzeba jednak wcześnie wstać. 8 rano to dobra pora. Możesz się jednak mocno rozczarować. Zdjęcia, które wrzucam na blog, robiłam przez kilka miesięcy. To nie jest tak, że wchodzisz i wow, ale tego jest. Czasami jest coś, czasami nie ma nic. Ja już ze 2 – 3 lata tam chodzę i niestety widzę, że coraz mniej fajnych rzeczy można kupić. Jak to mówią handlarze „źródła” się wyczerpały — brutalna prawda jest taka, że ludzie poumierali, a młodzi już takich rzeczy nie gromadzą. Inna sprawa, że współczesne rzeczy nie przetrwają tyle lat, co te znalezione na placyku. Teraz wszystko jest jednorazowe.

      • Jeszcze jedno — Instagram. Kocham Instagram :) Dla mnie to bardzo, bardzo inspirujące miejsce. Nawet zaproponowałam go na ewentualne spotkania on-line, ale to się raczej nie przyjmie. A szkoda, bo dość łatwo i szybko można tam coś napisać, znaleźć. Wystarczy dobrze #. Nawet nie wiesz, jak ja zazdroszczę Rosjankom tego, jak potrafią wyszywać, jak są zorganizowane i właśnie tych ich spotkań i wyzwań on-line. Jak masz kiedyś chwilę w pociągu, pooglądaj profil https://www.instagram.com/crossville.ru/ Laska prowadzi drugą edycję wyzwania, prawie 700 osób potrafi odpisać na zadany temat dnia. Ile ja się tam nauczyłam to szok. Szkoda tylko, że tłumacz w telefonie tak słabo tłumaczy, bo ja po rosyjsku nie czytam niestety i dużo, bardzo dużo mi umyka. Temat dzisiejszego dnia – Perfekcjonizm :))))

        • Kasia S.

          Małgosiu, domyśliłam się jakie miałaś intencje, ale dla przekory musiałam zaprotestować :)) Mi też wiele rzeczy się nie podoba, naprawdę! Mierżą mnie na ten przykład te wszechobecne na blogach metryczki, na urodziny, na śluby itp… klepane ciągle z tych samych wzorów, wyszywane na zamówienie, wyszywane w prezencie, oprawiane w tandetne ramki i jeszcze komplementowane z góry, że „zamawiającej się podobało” :) Kto teraz wiesza takie rzeczy na ścianie?! Dyskutować na tematy, które poruszyłaś można bez końca, ale to raczej bezsensowne, bo ile ludzi, tyle opinii ;)

          Ja Instagram kocham i nienawidzę, a nienawidzę często dlatego, że znajduję tam tyle inspiracji, tyle przepięknych wzorów, które chciałabym wyszyć już natychmiast.., że często zdarza mi się „chorować” z tego powodu kilka dni :D
          A niestety, na to „co bym chciała” to ani czasu, ani kasy nie starczy :P A ponadto, i FB i Instagram, nie mówiąc już o blogach, czy forach to straszne pożeracze czasu… Mój wolny czas jest dla mnie na wagę złota i gdy siedzę w internecie, to zawsze mam dylemat ile xxx mogłabym w tym czasie postawić :) Jedno miejsce w sieci, takie o jakim marzysz, byłoby ideałem, ale póki co pozostaje nam chyba tylko dyskusja w komentarzach na naszych blogach :)

      • Kasia S.

        To jesteśmy umówione „na kiedyś” :)) I pomyśleć, że byłam we Wrocławiu w lutym tego roku. Spędzaliśmy tam tydzień ferii zimowych :) Ale wrócę na pewno, bo zakochałam się w tym mieście :) A jak będziesz w Warszawie i będziesz dysponować chwilką czasu, to też daj znać :)

  • Edyta Godzic

    Ja też nie nadaję się na spotkania na FB:) Kota osobistego nie mam i mieć nie będę, bo nie trawię FB. Mam tylko firmowe, bo trza mieć:)
    Dawno temu były Polskie, fajne fora, ale zostały zlikwidowane, bo nie można wrzucać do sieci schematów. Ustawa o prawach autorkich:)
    Galeria z targu to koszmarna galeria, ale ja podziwiam zawsze takie hafty choćby za to, że komuś się „chciało” i że włożył w swoją pracę masę czasu i serce.
    A samplerek jest świetny! Moim zdaniem to jednak data ślubu. Może w innym kraju, np. takiej Holandii czy Belgii bierze sie śluby w tygodniu. Może to był ślub cywilny. U nas też już ślub można wziąć nie tylko w weekend. Sama bawiłam się już na weselu w piątek:)
    Kochana, Ty powinnaś pisać kryminały! Uśmiałam się:) A jestem w pracy i jak ktoś mnie widzi przez szybę to myśli, że jakaś wariatka pracuje w sklepie:))))
    Pozdrawiam Cię gorąco!

    • Ja nie mam FB z dwóch powodów. Tak ja Ty nie cierpię FB. W sumie trudno się niby wypowiadać, na temat tego, czego się teoretycznie nie zna, ale FB jednak gdzieś tam w moim Internecie się pojawia. I nie podoba mi się, to co widzę. Wkurza mnie, jak lasce obok przychodzą co rusz powiadomienia na telefon, bo ktoś coś wrzucił i ona rzuca robotę i musi zobaczyć, kto, co napisał, wkurza mnie, jak pan w markecie kasuje mi towar i czekając, aż mu terminal odpowie, sprawdza FB, wkurza mnie wszechobecny hejt na FB, który czyta się podlinkowany w innych miejscach. Drugi powód jest taki, że ja się bardzo łatwo uzależniam i wiem, że muszę minimalizować potencjalne bodźce. A pewnie jakbym miała FB, spędzałabym jeszcze więcej godzin przed kompem albo telefonem. A tego nie chce. Chcę wyszywać, póki jeszcze widzę. I tak blog zabrał mi strasznie dużo czasu. Bo ja zamiast dwa zdjęcia, jedno zdanie muszę rozprawkę wywalić. Ale pewnie już nie długo, wkrótce mi przejdzie.
      Tak czy inaczej, brakuje mi miejsca, gdzie można by pogadać o krzyżykach, podyskutować, czegoś się nauczyć. Szukałam jakiegoś forum, nie znalazłam, bo jak piszesz pozamykane, chyba, że źle szukałam. Moim zdaniem warto rozmawiać, uczyć się od siebie.
      Też mi się wydaje, że to jednak sampler ślubny właśnie z Holandii, Belgii czy Niemiec. Stamtąd właśnie trafia towar pod młyn.
      Cieszę się bardzo, że Cię moja „powieść” rozbawiała. Taki był plan :)) Książek to ja jednak nie będę pisać. Obiecuję :)

  • Fakt galeria z targowiska nie napawa optymizmem, ale jak piszesz, trzeba wziąć poprawkę na to, że kiedyś wzory były inne, toporne, brzydkie. Choć i dzisiaj takie się zdarzają! Co do techniki, no cóż… moje krzyżyki do ideałów nie należą, ale trzeba się starać jak najlepiej, jak już się coś robi, to święta prawda! Co do peanów na temat innych prac, tak chyba jesteśmy stworzeni, że potrzebujemy tego i blogosfera jest do tego idealnym miejscem. Z drugiej strony brak krytyki też nie służy. Tylko z tą krytyką to ciężki temat, bo zaraz ludzie się obrażają, zaraz są problemy, kłótnie – łatwiej powiedzieć, że jest super. Najlepiej w takim wypadkach przemilczeć.

    • Ewa, nie będę oszukiwać, jednym z powodów, dla którego założyłam blog była chęć znalezienia potwierdzenia u innych, że to, co robię, jest dobre, ma sens. Pozytywne komentarze uskrzydlają, dają power do dalszej pracy. Ale blog założyłam przede wszystkim po to, żeby się uczyć. Bo ja dużo już umiem, ale jeszcze więcej nie. A to, co potrafię, nauczyłam się właśnie dzięki podpatrywaniu innych blogów, a dzięki temu, że mam własny uczę się jeszcze więcej. Nie potrafię czegoś zrobić, pytam Was wprost. Jest szybciej i łatwiej o dobre rozwiązanie jakiegoś problemu, bo Wy mi zazwyczaj pomagacie. Ja jestem mocno krytyczna wobec siebie, wiem, czego nie potrafię i nie mam też problemu z pokazaniem, że coś źle zrobiłam. Bo robię wciąż wiele rzeczy źle i nigdy nie będę robić wszystkiego idealnie. Idealnie się nie da, takie coś nie istnieje! Haft na kanwie mi nie wychodzi i w następnym poście pewnie to pokażę. Nie potrafię dobrze wyszywać półkrzykami, nie udaję, że potrafię. Meri podpowiedziała co zrobić, żeby było lepiej. I jest lepiej. Nie jest idealnie, ale lepiej. I jestem jej za to wdzięczna. Sama bym na to nigdy nie wpadła i mierziłoby mnie to niepomiernie. Z drugiej strony miałam problem z backstitchami, niewiele mi pomogłyście, musiałam sama znaleźć rozwiązanie. Znalazłam parę sposobów, podzieliłam się z Wami, tym czego się nauczyłam, mam nadzieje, że to może komuś pomoże. I to jest super. Uczymy się czegoś od siebie.
      Niestety też idę też na łatwiznę i nie robię sobie problemów — milczę, gdy widzę, że coś jest źle zrobione. Ale wiem, że to nie jest dobre, bo to donikąd nie prowadzi. Jest tak samo bezsensowe, jak kadzenie sobie i spijanie z dzióbka, gdy widać, że coś jest źle zrobione.
      Ja się nie obrażę, jak mi ktoś powie, że coś źle robię. Przyjmę to na klatę, przemyślę. Wyciągnę wnioski i naukę. Obrażę się później :))) Oczywiście żartuje :))
      Myślę, że powinniśmy spróbować nauczyć się szczerze, mądrze i rzeczowo ze sobą rozmawiać.

      • I ja się podpisuję pod Twoją wypowiedzią rękami i nogami, też uważam, że warto byłoby nauczyć się szczerości, dystansu i wzięcia na klatę krytyki. Ale! To raczej pobożne życzenia, bo ludzie nie lubią szczerości (mimo, że każdy mówi inaczej). A co do nauki poprzez blogi to i ja wszystkiego się z nich nauczyłam. A że jeszcze niewiele umiem, to cały czas się uczę. I tak na przykład dzięki Tobie wiem, że są inne, pewnie lepsze sposoby stawiania konturów i warto je spróbować, żeby pójść do przodu, zrobić progres. I za to Ci dziękuję :)

        • Małgorzata Zoltek

          Ja również zgadzam się z Waszymi wypowiedziami. Muszę przyznać,że dużo nauczyłam się po dołączeniu do blogowego świata. Lubię oglądać pięknie wykonane prace ale najwięcej dają mi posty techniczne np. ten Twój z ukazaniem różnych możliwości konturowania prac. Kiedyś nie przykładałam uwagi do lewej strony teraz staram się pilnować. Inaczej zaczynam i kończę nitkę, pokochałam len i i inne materiały, poznałam nowe techniki opracowania haftu. Dlatego cieszę się ,że dołączyłam do blogosfery chociaż jest jeden minus mam niej czasu na duże hafty.

  • chaga 5

    Szkoda jednak, że tego pierwotnego posta nie opublikowałaś :), chętnie poczytałabym twoje wywody, bo masz fajne spostrzeżenia, choć jesteś świeżynką w blogosferze. Zobacz jaką masz dyskusję a tylko o tym wspomniałaś.
    Swego czasu napisałam taki post, czego nie lubię w blogosferze i odniosłam się tylko do kilku raczej technicznych spraw a i tak niektórym podpadłam. Z tym, że ja lubię takie dyskusje, a nie tylko ślad w postaci fajne, śliczne, pozdrawiam. Inna sprawa, że moje stanowisko do różnych kwestii dziejących się na blogach mocno przez te lata złagodniało. Gdyby tak się nie stało, to pewnie bym tu już nie funkcjonowała, bo wykruszało się sporo dziewczyn z którymi bardziej było mi po drodze w zakresie tematyki hafciarskiej niż obecnie na funkcjonujących blogach.
    Co do miejsca spotkań on-line, to niezbyt wierzę w sukces takiej inicjatywy. Z moich obserwacji wynika, że ogranicza się to do udostępniania wzorów. Całe szczęście ja mam świetne spotkania robótkowe w realu raz w miesiącu, a ekipa jest niesamowita (zajmujące się różnymi technikami). Przewija się przez spotkanie zazwyczaj około 20 osób, a rotacyjnie pewnie grubo ponad 40.
    Ustrzeliłaś naprawdę fajny sampler :)

  • To ja dla podsumowania naszej dyskusji jeszcze parę słów napiszę. Jestem idealistką, pragnę pięknego cudownego świata, gdzie będzie panował pokój, wieczna szczęśliwość, miłość, ład i harmonia, będę próbowała od czasu do czasu „zbawić” ten świat, ale też bardzo mocno stąpam po ziemi i jestem realistką i dobrze wiem, że to się nie uda. Też nie wierzę w powodzenie takiego miejsca, gdzie będzie można porozmawiać o krzyżykach. I to z kilku powodów.

    1. Tak naprawdę to chyba nie ma potrzeby tworzenia czegoś takiego na siłę, bo koniec końców jak słusznie zauważyła Chaga, a wcześniej Edytka, skończy się to na wymianie wzorów, a nie o to chodzi. Wystarczy od czasu do czasu dyskusja na blogach. Bo jak ktoś rzuci fajny lub kontrowersyjny temat, to dyskusja jest, że hej! Pamiętacie zabawę Eli z bloga http://made-by-ela.blogspot.com/ „Pokaż plecy” czy jakoś tak??? Ile tam było wpisów, jaka dyskusja była zażarta. Krew się prawie polała, ale ile fajnych prac można było obejrzeć od przysłowiowej „dupy strony”, poznać warsztat poszczególnych dziewczyn. A ile jest zawsze komentarzy pod postami z relacjami z wystaw hafciarskich. To chyba też u Eli była „ostra” wymiana zdań z jednym z laureatów. A ostatnia lniana zabawa u Chagi. Ile ciekawych rzeczy można się było dowiedzieć o tym, co uważacie za kit, a co za hit, poznać nowe gadżety, o których się pewnie nawet nie słyszało. A ile od Was u mnie się dowiedziałam!!! Mam problem, to Was pytam i Wy mówicie mi jak ten problem rozwiązać, jest wymiana doświadczeń, pomysłów. Jest ciekawy temat, jest o czym porozmawiać, to się rozmawia. Widać choćby i po dyskusji pod tym postem.

    2. To, co napisała Monika o forach i grupach „biznesowych” które obserwuje i tym , że „te społeczności są prowadzone (moderowane) przez osoby z charyzmą i nieprzeciętną osobowością”. Tu moim zdaniem jest clou wszystkiego. Po pierwsze na doradzaniu o tym, jak się robi biznes, samemu się ten biznes robi — jest doradztwo, jest realna kasa. Bądźmy szczerzy, prowadzenie takiego miejsca z prawdziwego zdarzenia zajmuje bardzo dużo czasu i trudno pracować, czasami na pełen etat, tak za darmo, dla idei, z czysto altruistycznych pobudek. Tak się nie da. Druga rzecz charyzma i nieprzeciętna osobowość tego kogoś, kto prowadzi taką dyskusję. No sorry, ale nie wiedzę takiego kogoś wśród nas. Podałam gdzieś wcześniej przykład dziewczyny (bądź dziewczyn, nie wiem, nie rozkminiłam tego) z Rosji, która prowadzi takie hafciarskie wyzwania na Instagramie. Tam i 500 – 700 osób bierze danego dnia udział w wyzwaniu. Jej się chce to robić, ale ona ma w tym realny biznes, ona prowadzi sklep internetowy dla osób haftujących i każda z tych osób jest jej potencjalnym klientem!!! Na koniec poprzedniej edycji był do wygrania bon na 3000 rubli, czyli na nasze jakieś 180 zł. Dość spora kwota jak na zakupy hafciarskie prawda??? Czyli jest się o co postarać i poświęcić przez miesiąc parę chwil dziennie na napisanie czegoś i wrzucenie w sieć. Wyobrażacie sobie, żeby u nas któryś ze sklepów internetowych podjął się zorganizowania takiej zabawy i ufundował taką nagrodę? Bo ja nie. A szkoda.

    3. Internet pożera czas, bardzo dużo czasu i cytując Kasię, która napisała coś, pod czym myślę, każda z nas się podpisze: „Mój wolny czas jest dla mnie na wagę złota i gdy siedzę w internecie, to zawsze mam dylemat ile xxx mogłabym w tym czasie postawić”. Wiecie, ile krzyżyków? Ostatnio moja „Mistrzyni” z Instagrama, która mocno się tam udziela, napisała, że miała parę dni bez sieci i sobie wyszywała, a że wyszywa z programu to i statystki ma spod palca wyszło jej z prostego matematycznego rachunku, że tygodniowo traci 2500 – 3000 postawionych krzyżyków!!!! Przecież to już spory hafcik!! Sama wiem, ile czasu mnie kosztuje napisanie postu, czy ta właśnie dyskusja. Parę razy w roku można się pobawić, ale nie codziennie, codziennie, to ja chcę wyszywać.

    Wrócę jeszcze do jednego. Konstruktywnej krytyki na blogach. Myślę, że prościej i łatwiej by nam się rozmawiało, gdybyśmy słowo krytyka zastąpiły czymś innym. Bo przecież w tym wszystkim nie chodzi o krytykę, nawet nie o konstruktywną krytykę, ale o wymianę doświadczeń, doradztwo, pomoc, zwrócenie uwagi, że coś można zrobić inaczej, z naszego punktu widzenia lepiej. Uczmy się od siebie, rozmawiajmy, inspirujmy, wymieniajmy doświadczeniami.
    Niech będzie fajna, merytoryczna wymiana myśli, nitki niech nam się nie plączą, a krzyżyki równo układają. Tego sobie i Wam życzę. Howgh!

  • Małgosia K.

    Samplerek świetny, też lubię samplery i prymitywy, a jeszcze za takie pieniądze…! Reszta tych haftów z placyku to istna masakra (czasem ramki fajne!), ale też myślę podobnie jak inne dziewczyny, które się tu wypowiadały: ktoś miał takie a nie inne możliwości i umiejętności, poświęcił na to długie godziny…
    W kwestii tego, co się dzieje w blogosferze nie chcę się wypowiadać, bo brałam udział w takich dyskusjach w czasach moich poprzednich, bardziej hafciarskich blogów, i raczej nie wierzę, że się coś zmieni, szkoda mojego zdrowia i zaangażowania emocjonalnego.
    Komentarze – no cóż, też mi się kiedyś wydawało, że warto czasem podyskutować, ale narobiłam sobie ze trzy razy wrogów, bo na jedno ostrożne słowo nie będące peanem, albo trochę niewygodne dla kogoś pytanie, reakcją była śmiertelna obraza i wiadro pomyj. A po co mi to? Jak mi się teraz coś nie podoba, to wolę przemilczeć, niż pisać o niedoróbkach.
    Na pozytywne komentarze u mnie też patrzę z dystansem i przymrużeniem oka, doceniając, że ktoś chce mi zrobić przyjemność :).

  • Małgorzata Zoltek

    Zawsze smucą mnie takie widoki na targach staroci- ktoś poświęcił serce i czas nad tym haftem a na końcu zostanie on sprzedany za psie pieniądze a bazarku.Tu w IE też trafiam na takie prace chociaż dość rzadko. Tematyka i staranność wykonania podobna. Ale też trzeba wziąść poprawkę na czasy kiedy były wykonane, dostępność wzorów i materiałów. Pamiętam kiedy ja zaczynałam cieszyłam się z jakiejkolwiek kanwy, haftowałam muliną jaką dostałam różnej maści, a wzory miałam z Burdy babci albo pożyczone na parę dni od sąsiadki rozrysowane często a kartce w kratkę. Ale większość swoich pierwszych prac zatrzymałam i wiszą sobie w kąciku bo mam sentyment do nich. Mam łabądki na stawie teraz nawet nie spojrzałabym na ten wzór ale jako 7latka byłam nimi zachwycona. Z drugiej strony w dzisiejszych czasach przy takiej dostępności materiałów i wzorów (często darmowych) czasem jestem przerażona jakością prezentowanych haftów na grupach FB ale na szczęście można też znaleźć zachwycające „perełki”.
    Fajnie że trafiłaś na te sampler i ocaliłaś od zapomienia. Niech dalej cieszy oko na kolejne lata.
    Spotkania w realu ludzi z podobną pasją to super sprawa. Niestety tu gdzie mieszkam nie znam nikogo z pasją xxx. Raczej spotykam się z kpinami na temat mojej pasji do haftu. Ale już pogodziłam się z tym ,że dla innych jestem „dziwakiem”.

  • Jarzębinowa

    Uśmiałam się na te Twoje fragmenty powieści gaduło jedna :)
    Cała galeria prac krzyżykowych ciężka, rzeczywiście to jest temat z poprzedniej epoki. I niestety ale jeszcze przez chwilę haft krzyżykowy będzie się ogółowi kojarzył właśnie z takimi pracami, nota bene w naszej blogosferze podobnych gustów jest całe mnóstwo. A skoro o gustach wspomniałaś, opublikuj ten post o którym wspominasz :) Sampler ślubny piękny nie jest dla mnie, bo ogólnie samplerów nie lubię, ale ma swoją duszę i domyślam się, że to właśnie w nim widziałaś. Kawałek historii.
    Natomiast co do mechanicznej ryby, którą katem oka kiedyś podglądnęłam a dopiero teraz w pełnej krasie- to jestem zachwycona. Krzyżyki przepiękne, mistrzostwo jak dla mnie. Ja bym się chyba nie odważyła zrobić zdjęć z tak bliska sowim pracom ;) A kreski poprowadziłaś perfekt. Nic nie przebija, nic nie wisi, niczego nie jest za dużo. Metoda dla mnie nieważna. Ważniejszy efekt. Ja osobiście używam metody „HANI” ;) Wszystko fajnie się trzyma, ale dużo też zależy od tego co „kreskujemy”, czy gołe tło, czy „wykrzyżykowany” obrazek. No i sam temat- jak pewnie wiesz, mnie daleko od tej tematyki koni, więc dla mnie Wandzia jest the best :) Uściski!