Placyk pod Młynem

Czyli szmelc, mydło i powidło

 

Gdy pierwszy raz Adam zabrał mnie w niedzielę „pod Młyn”, dostałam regularnego „wścieku macicy”.

Myślałam, że mu oczy wydrapię, pobiję, a na koniec zabiję. Najpierw się wściekłam, dostałam prawie piany na usta, a potem ze dwie godziny się do niego nie odzywałam (chłop stwierdził, że aż tak długo na pewno nie milczałam, gdyż nie potrafię tyle milczeć, znaczy się gniewać).

Jak mogłeś mnie zabrać w takie koszmarne miejsce!! Brud, syf, stare graty, Niemcy piwnice i strychy posprzątali, a Ty mi każesz tu łazić!!! Stare buty, rury od odkurzacza, pobite talerze, przypalone patelnie i ja mam tu czegoś szukać?!! Zabiję!!

Plac pod Młynem jest to jedno z miejsc we Wrocławiu, gdzie co niedziela odbywa się regularny targ, gdzie sprzedaż prowadzi się z kartonu, z leżaka, z ziemi, gdzie tłumy spragnionych wrażeń wrocławian krążą w poszukiwaniu swojej okazji. Jeżeli chcesz, masz potrzebę kupienia czegoś niestandardowego, „placyk” jest do tego idealnym miejscem.

Można tu kupić rzeczy stare, rzeczy nowe, rzeczy popsute, albo w stanie idealnym, tradycyjne żarcie bez chemii, za którym stoją zawsze kolejki, chemię niemiecką, coś do ogródka, czasami jakieś rękodzieło, trochę złomu, jakieś szmaty, ciuchy, buty. Co tylko człowiek zapragnie albo mu się wydaje, że może zapragnąć.

Innymi słowy…

Szmelc, mydło i powidło.

Tłumy, zwłaszcza jak jest ładna pogoda, są nieprzebrane. Placyk wciąga, kusi. Można się uzależnić od dreszczyku emocji towarzyszącemu poszukiwaniom. Najlepsze okazje trafiają się, gdy pogoda jest zła i psa z kulawą nogą się z domu nie wygoni. Wtedy sprzedawcy jakoś bardziej są chętni do negocjacji. Negocjacje na placyku są obowiązkowe! Jak ktoś nie chce negocjować, nie kupuję. No, chyba że bardzo muszę, bo coś bardzo do mnie mówi zabierz mnie do domu.

Po pierwszym szoku i oswojeniu się zaczęłam placyk lubić. Teraz regularnie chodzimy prawie co niedziela pod młyn albo na giełdę staroci i szukamy fantów. Czasami można coś znaleźć, prawdziwy skarb, perełkę wśród miliona gratów. Zdecydowanie „lepszy” towar jest na giełdzie staroci. Często są to jakieś antyki, „prawdziwe”dzieła sztuki.

Na placyku dominuje to, co zostało opróżnione z czyjejś piwnicy czy strychu. Smutne to, bo pokazuje, jak niewiele po nas zostaje, jak niewielkie znaczenie dla innych ma to, co gromadziliśmy przez lata, co było naszymi skarbami. Z drugiej strony czasami udaje się uratować coś przed zniszczeniem, dać temu drugie życie. Mam w domu parę takich skarbów.

Dziś tylko taka mała zajawka z życia placyku i giełdy staroci.

Ostrzegam, będzie dużo zdjęć.

Bardzo dużo zdjęć. A potem jeszcze parę zdjęć.

Placyk jest idealnym miejscem na znalezienie ramki do oprawienia haftu. Dużo tzw. chłamu, ale czasami można za dosłownie parę groszy coś nabyć. Ramkę albo fajny obraz.

To już „lepszy” towar z giełdy staroci.

Jakby ktoś miał potrzebę, można kupić sobie zdjęcie przodka.

Ta rameczka podobała mi się bardzo. Niestety pan nie chciał negocjować ceny, więc odpuściłam i nie zapłaciłam całych 8 zł. Gdyby powiedział, że chce dychę, a opuścił mi na 8 zł, to bym oczywiście kupiła bez szemrania. Bo coś utargowałam, a bez targu nie kupuję!

Ten obraz też był ładny.

Czasami trafiają się przydasie dla rękodzielników,  np. nitki, muliny, nożyczki, tamborki. To akurat słabe fanty, ale bywa, że coś fajnego można znaleźć.

Może pudełko na druty?

Albo stare nożyczki?

Albo prawie kompletny tamborek?

Albo kołowrotek? A nawet dwa.

Albo pudełko na skarby?

Albo niezaczęty nawet obraz gobelinowy? Komplet, wszystko jest, ktoś nawet nie wyjął z pudełka.

Albo naparstek?

Przyznam się, że na naparstkach nie znam się wcale. A wiem, że dziewczyny zbierają. Może jakieś sugestie, na co zwracać uwagę, jaka cena jest dobrą ceną? Naparstki bywają, zawsze mogę coś przytulić, potem podarować, tylko nie wiem, co warto przytulić.

Idziemy ostatnio przez placyk, a Adam nagle mówi patrz Encyklopedia dla krzyżówkowiczów. Ja oczywiście usłyszałam, co chciałam usłyszeć i od razu, bez spojrzenia zaczynam kombinować, co może być w

Encyklopedii dla krzyżykowiczów?

Podstawowe ściegi, rodzaje materiałów, igieł, lepiej wybrać tamborek czy krosno? Ot takie jednostronne skrzywienie :)) Bo jak krzyżyk, to tylko krzyżyk w hafcie :)

Sezon na bombki nie kończy się chyba nigdy.

Za to za chwilę będzie sezon na owoce, jakaś butla na domowe wino zawsze się może przydać.

Zawsze można nabyć tanio Mercedesa.

A  jak już go kupimy i pojedziemy w siną dal, to zawsze przyda się jakieś nakrycie głowy, co by nam się świeżo zrobiona niedzielna fryzura nie zniszczyła.

Dzisiejszy placyk był udany. Oto fanty, jakie udało mi się nabyć.

200 szt. podkładek pod piwo. Ktoś zapyta, po co mi to? Browar zamierzasz otwierać czy jak? Ano nie zamierzam. Na razie. Podkładki są idealne do zrobienia pinkipów/zawieszek na święta.

Co się nawycinałam na Wielkanoc kółek to moje.  A tu mam zapas do końca życia :)

Uchodziłam też taki komplecik małych drewnianych rameczek. Zapakowane, jeszcze w folii.

Co z nimi zrobię, nie wiem, ale na pewno do czegoś kiedyś wykorzystam.

Te najmniejsze są całkiem malutkie.

Tak, jak mówiłam szmelc, mydło i powidło, ale ma swój urok.

Takie imprezy odbywają się pewnie w wielu miejscach. Też chodzicie, szukacie skarbów?

CDN