Prajajo

Co było wcześniej jajko czy kura?

Odwieczne pytanie filozofów.
U mnie pierwsze było zdecydowanie jajko. Miłość do kur przyszła później.


Oto moje pierwsze jajo zwane w domu pieszczotliwie Prajajem.

W klimacie powiedziałabym bożonarodzeniowym. Powstało w zimie. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia. Na granatowej kanwie. W sumie to był chyba mój drugi albo trzeci haft krzyżykowy w życiu. Jak widać, zaczęłam z przytupem, na ciemnym materiale. Nie byłam świadoma, że na ciemnej kanwie wyszywa się trudniej. Wyszywałam w rękach, wtedy jeszcze bez tamborka, bo takiego nie posiadałam. Nie szło mi, ale myślałam, że tak ma być, bo ja przecież jeszcze nic nie wiem, nic nie potrafię. Hafty były przewidziane na małe formy 6 cm. Moje jajko miało z 10 cm. Nakombinowałam się okrutnie, żeby wzorek się zgrał z obu stron, bo przecież rozmiar kanwy nie taki jak trzeba, jajo dużo za duże, ja nie wiem, o co chodzi, ale w końcu się udało.
Prajajo nie wiedzieć czemu zaczęło rozmnażać się przez pączkowanie. I powstało wiele kolejnych.

Pierwsze nieporadne, krzywe. Ale najpiękniejsze na świecie, bo własnoręcznie zrobione. Oglądając zdjęcia, zauważyłam, że wtedy stawiałam krzyżyki odwrotnie, nie tak jak trzeba. Tak po prostu było mi wygodnie. Kiedy mi się to zmieniło, nawet nie pamiętam. Na którymś z blogów znalazłam, jak się to powinno robić zgodnie ze sztuką i zaczęłam się do tego stosować. Z różnym skutkiem. Ale się staram.
Haftowane jaja powstawały wg tych wzorków w różnych rozmiarach, kolorach i kombinacjach.

Aż powstało ONO tzw. Big jajo.

Od początku do końca radosna twórczość własna. Wyciągnęłam muliny, które miałam, zaznaczyłam sobie na kanwie pole, które powinnam zahaftować i dalej to już było, co się na igłę nawinęło.

W tym roku powstały tylko cztery haftowane pisanki. Na więcej jakoś nie starczyło weny i ochoty.

 

  • Bagiwo

    Ewolucja zdarzyla sie! Prajajo piekne, a kolejne jeszcze ladniejsze. Powodzenia Malgosiu w prowadzeniu bloga.
    Fajnie, ze chcesz dzielic sie swoimi umiejetnosciami.