Trochę wiosny w październiku

Czyli Histoires de Fleurs

Nie wiem jak u Was, ale dziś we Wrocławiu była prawdziwie wiosenno-letnia pogoda. Na termometrze ponad 25 stopni, słoneczko świeciło, niebo prawie bez jednej chmurki, trawa zielona jak na wiosnę. Tylko nie wiedzieć czemu dookoła drzewa żółte się robią i liście gubią.

Jesień mamy jak nic, ale piękna ta nasza jesień. W końcu! Nareszcie! Jak dla mnie może tak być do kwietnia. Cudownie, pięknie, kolorowo, słonecznie. Wpasowując się w wiosenną pogodę za oknem, dziś będzie u mnie kwieciście.

Wiosennie.

Między aidowymi hafcikami na bombki a kolejnym dużym haftem — jakoś nie mam nastroju na ptaka w komplecie do Wandy, popełniłam trzy małe kwiatowe obrazki wg projektu Véronique Enginger. Nie wiem, jak ta pani to robi, ale jej projekty haftują się same, człowiek ani się nie obejrzy, parę wieczorów i hafcik skończony. Tak było i z tymi trzema bukiecikami u mnie. Miałam na nie ochotę od dawna. Czekały w długiej kolejce na dzień, kiedy wskoczą na mój tamborek. I ten dzień nastał. Obudziłam się któregoś ranka i nie wiedzieć czemu stwierdziłam, dziś haftujemy kwiatki. A parę dni później było: o skończyłam :))

Len kupiłam ponad rok temu u Edytki właśnie z myślą o tych kwiatuszkach. Belfast, kolor 558 jasnoliliowy. Cudny.

Gdy już popełniłam hafciki, oprawiłam, powiesiłam na ścianie w świeżo wyremontowanej sypialni, stwierdziłam, że jednak wyczucia kolorów to ja za grosz nie posiadam, trzeba było wyhaftować je na czymś jasnym. Za fioletowo chyba jednak jak dla mnie. Mówi się trudno, jest, jak jest, pruć na pewno nie będę.

Najpierw parę nocnych zdjęć z etapu powstawania. Tak mi się je dobrze wyszywało, że nawet zapomniałam cykać foty w trakcie.

Jako pierwszy na tamborek wskoczył moim zdaniem najpiękniejszy z serii Anemon.

Potem były bratki, które jakoś najmniej mi się podobają.

Jako ostatni powstał bukiecik niezidentyfikowanych przez mnie wiosennych kwiatków.

A tak prezentuje się cała seria już po oprawie.

Chyba właśnie na tym zdjęciu najlepiej widać rzeczywisty kolor lnu. Wszystkie inne zdjęcia są mocno przekłamane, ale tak już pewnie będzie do przyszłego lata.

Hafciki trafiły w trzy jednakowe ramki kupione kiedyś dawno temu w Pepco też od razu z myślą o tych obrazkach. W sklepie ramki wyglądały na białe, w świetle dziennym białe nie są. Są szare. Może kiedyś w przypływie weny przemaluje je na biało. Jak widać, ramki są „podróbką” ramek z IKEA. Kochanieńki nie mógł uwierzyć, że ktoś podrabia IKEA :)

To jeszcze parę ujęć poszczególnych bukiecików.

Anémones – Anemon

Pensées – Bratki

Primavéres – Wiosenne kwiaty

I jeszcze raz ostatni rzut oka na całą serię razem.

Wzór Histoires de Fleurs  Véronique Enginger z czasopisma Creation Point de Croix maj/czerwiec 2012.

 

Wyszywanie tych hafcików to była czysta przyjemność.

Dziś było krótko, bez zbędnego wodolejstwa i gadania. Jak nie u mnie. Musi być, że chora jestem, albo będę :))

 

P.S.

Tak dla przypomnienia wciąż są „wolne miejsca” w moim Mikołajkowym Candy. Jakby ktoś miał ochotę na niespodziankę od Mikołajczycy (niespodziankę, która dla mnie też nadal jest niespodzianką :-))) serdecznie zapraszam.

 

P.S.

Dziś mija dokładnie pół roku, odkąd prowadzę ten blog. Czyli jakby nie było jakaś „półrocznica” mi się trafiła :)) Oby było ich więcej. I żeby się okrągłe rocznice zdarzyły. Tego sobie życzę :))

 

 

 

 

 

 

  • Kasia S.

    O matulu, jaki piękny ten liliowy len! Jakby wprost stworzony do tego projektu :) Kwiaty na tym tle wyglądają obłędne! Ramki nie maluj na biało, taki złamany szarością kolor wydaje mi się mi się lepszy. Ależ romantyczności wprowadziłaś – uczta dla oczu :)
    U mnie też piękna pogoda i trzymam kciuki, żeby ta złota jesień trochę z nami została :)

    • Żebyś wiedziała, że piękny ten liliowy len i im dłużej na niego patrzę, tym bardziej mi się podoba :)) Został jeszcze spory kawałek do zagospodarowania, muszę pomyśleć co na nim zrobić, bo aż żal trzymać go gdzieś w szufladzie. Złota jesień niestety chyba sobie poszła :(( A tak było pięknie.

  • Ależ cudne te obrazeczki, taż mam na nie chrapkę :) ale do lnu mi nie po drodze, nie umiem się przekonać :(
    A te ostatnie to przypadkiem nie pierwiosnki tudzież prymulki? :)

    • Może być, że prymulki i chyba niezapominajki :))
      Próbowałaś lnu czy nie bo nie? Ja len kocham miłością wielką, na lnie mi się o wiele lepiej wyszywa niż na kanwie, krzyżyki wychodzą ładniejsze. I niektóre wzory są też po prostu stworzone do lnu. Jak chyba wszystkie wzory Véronique Enginger. Ostatnio popełniłam cztery jej malutkie wzorki świąteczne z przeznaczeniem na bombki i to nie jest to. Zdecydowanie nie jest to. Mówię ci, spróbuj lnu. Albo Lindy. Też jest genialna. Co prawda krzyżyki wychodzą olbrzymie jak na kanwie 14 ct albo ciut większej, za to, jak się przyjemnie wyszywa. Bajka. Dziewczyny wyszywają też na Murano i też są zachwycone. Ja kiedyś próbowałam Lugany 25 ct, ale mi nie leżała. Nie wiem, czy Murano mam taką samą „konsystencję”, czy jest inne. Moim zdaniem warto próbować, warto szukać innych materiałów. Gorąco namawiam!!! Tylko parę pierwszych krzyżyków jest trudne. Potem wyszywa się samo.

      • Próbowałam póki co na Lindzie 25ct, ale… krzyżyki koślawe i takie dziubdziuśkie. Później mnie olśniło, że może powinnam je robić, co 2 nitki, a nie nitka w nitkę? Cóż, jakoś mi ta Linda nie podpasowała, zamówiłam już Murano, może będzie lepsza, tamborek też zamówiłam, bo ja z tych miętoszących w ręku, ale z lnem to się chyba nie uda. A tymczasem będę dziś robić podejście do Belfastu, może ten zawładnie moim sercem?

  • Małgosia K.

    Prześliczne obrazki! Uwielbiam motywy kwiatowe, pani Enginger jest mistrzynią w ich projektowaniu, a Ty – mistrzynią w ich haftowaniu :). Kolory kwiatów, lnu i ramek bardzo mi się podobają, tworzą bardzo harmonijną całość – ale dużo zależy od tego, na jakim tle zostaną powieszone (kolor ściany i innych elementów w pokoju). No i oświetlenie dużo zmienia. Tak czy owak obrazki są przecudne!

    • W tym towarzystwie to mistrzyni jest tylko jedna. I na pewno nie jestem to ja :)
      Ponieważ kto jak kto, ale Ty znasz się na kolorach, nie będę dyskutować, czy wszystko do siebie pasuje, tylko przyjmę to jako pewnik. Ściany w sypialni nie są fioletowe. Nie są nawet blado liliowe. Kochanieńki by mi nigdy nie pozwolił na pomalowanie pokoju na taki kolor :) Na początku chcieliśmy pomalować na szaro, ale ni jak nam się nie podobało. Tak strasznie zimno wyszło, mimo że kolor sam w sobie piękny. Stanęło na kakałku z mlekiem, chociaż jeśli chodzi o określanie i nazywanie kolorów to ja nie teges:)

  • Nie mogę wyjść z zachwytu nad Twoimi krzyżykami. Są takie równiuteńkie!
    A wzory Veronique to przeciwieństwo rosyjskich projektantek. Wyszywa się je w relaksie, nie wiadomo kiedy się kończy. Nie używa się przy tym żadnych niecenzuralnych słów. Sama przyjemność :D
    Nie wiem jak wyglądają te realne kolory, ale cała kolorystyka na zdjęciach mi się podoba. jest taka uspokajająca, wręcz odprężająca
    Pozdrawiam serdecznie
    p.s. Teraz to już pozostaje mi schować obecny haft na dno szafy. Bo nijak nie można go zaprezentować przy takiej „konkurencji” ;)

    • Masz rację z tymi rosyjskimi projektantkami i VE. Rosjanki chyba za punkt honoru sobie stawiają jak najbardziej skomplikować i uprzykrzyć życie hafciarkom. A im więcej niecenzuralnych słów w trakcie wyszywania padnie tym lepiej. Fakt, że efekt potem powala — przykład z ostatnich dni fenomenalna Jaszczurka z pigwą Jarzębinowej. Można tylko zawyć z zachwytu i zazdrości jak się widzi gotową pracę. Jak się widzi wzór (widziałam) można tylko zawyć z rozpaczy. Jak to kurza twarz ogarnąć? Jak nie przeklinać na czym świat stoi?
      Wydawałoby się, że wzory Veroniqu są przy wzorach Rosjanek wręcz banalnie proste. A tak przecież wcale nie jest. Parę krzyżyków, parę kresek i wychodzi wielkie WOW!!! I dla mnie to jest właśnie genialne w jej wzorach. Uwielbiam je.

  • Edyta Godzic

    Mnie się wydaje, że ten kolor lnu idealnie pasuje. Ślicznie wszystko razem wygląda. Też uwielbiam wzory Pani Enginger. Czysta przyjemność w haftowaniu!
    Uśmiałam się jak czytałam, bo ja też wczoraj mówiłam do męża, że taka pogoda mogłaby być do kwietnia:))))

    • Pewnie, że idealnie pasuje. Ja standardowo muszę ponarzekać i powymyślać. Już taki mój wątpliwy urok ponarzekać :)
      Jak widać, pogoda nas nie posłuchała, leje. A mogło być tak pięknie… A będzie zimno, szaro i ponuro. I tak do wiosny. No, chyba że nadejdzie piękna śnieżna zima, ale taka zima sprawdza się tylko w górach w pięknych okolicznościach przyrody, a nie w mieście. Gdzieś słyszałam, że jak dużo szyszek na drzewach to zima będzie sroga. A szyszki wyjątkowo obrodziły w tym roku. Aż strach się bać co to może być.

  • Jarzębinowa

    A ja się Ciebie zapytam jak Ty stawiasz te krzyżyki, ze one jak w wojsku? równiusieńko ? :) Proszę mi tu wyłuszczyć technikę. Bo ja to się muszę namęczyć żeby wyszło równo.
    Wzorki te są absolutnie urzekające, bardzo lubię zresztą opracowania VE. Są lekkie, przyjemnie i jak napisałaś haftują się same. Kolorystyka całości jest jak dla mnie idealna. I nie maluj tych ramek, bo kontrast będzie zbyt duży między płótnem a bielą. W tym momencie jest w punkt. Pięknie :)
    Kolejnych półrocznic pięćdziesięciu Ci co najmniej życzę :) Pozdrawiam z równie ciepłego Krakowa :)

    • Dzięki za życzenia, ale tak długo ta ja raczej wyszywać już nie będę. Stara baba ze mnie. Do tego, coraz bardziej ślepa.
      A jeśli chodzi o równiusieńkie krzyżyki, to zdradzę Ci tajemnicę. Telewizja kłamie. One niekoniecznie wszystkie są takie „perfekcyjne”. Ja po prostu do „perfekcji” opanowałam robienie ładnych zdjęć moim krzyżykom. Nie wiem jak zrobić piękne zdjęcie, jak zaaranżować sesje, ale wiem jak zrobić, żeby było lepiej, niż jest :))) Fakt, że krzyżyki wychodzą mi coraz ładniejsze, ale tylko na lnie max. 32 ct i Lindzie. Na gęstszym lnie już nie daje rady, a Aida mnie okrutnie męczy. Wszystko tak naprawdę zależy od wzoru i nie da się w żaden sposób porównać wyszywania worów VE z tym, co ostatnio przeszłaś. To jakby porównywać dwa różne systemy walutowe. Tu u mnie max. dwadzieścia parę kolorów, „wielkie” plamy wyszywane jednym kolorem, ani jednego półkrzyżyka, ćwierć krzyżyka. Bajka. W Wandzie też nie było pikselozy, kolory prowadzone poziomymi liniami, zero pojedynczych krzyżyków. Można poszaleć. Ale jak jest większa sieczka, już nie jest tak pięknie, oj nie jest tak pięknie. Muszę zrobić parę zdjęć moich tulipanów i pokazać jak pięknie schrzaniłam ten haft. A przecież to też VE.

  • Małgorzata Zoltek

    Cudowny komplecik. Piękny ten odcień lnu idealnie dopasował się do bukiecików.

    • Kupowałam ten len właśnie pod te obrazki. Jak je wyszyłam nie podobało mi się. Uważałam, że za fioletowo. Ale już tak nie uważam. Zmieniłam zdanie. Podoba m się. W końcu jestem kobietą :))

  • Alicja K

    Piękne te haftowane obrazki. Pozdrawiam :-).

    • Cieszę się bardzo, że Ci się podobają. I cieszę się, że zapisałaś się na moje candy. Miło Cię gościć w moich skromnych progach.

  • Ulcia

    Panna Marudnica. Wszystko piękne! I len zachwycający, i wzór (wiadomo), i najpiękniejsze krzyżyki świata. Ramki też akuratne. Nie maluj. Zostaw takie off white tudzież antique white. Co do pogody, u nas wreszcie chwila oddechu. Po 30-stopniowych upałach chwila wytchnienia. Może jesień zdecyduje się zostać na dłużej… Inna sprawa, ze tutejsza potrafi być zachwycająca: dłuuuga, cieeeeepła i bardzo rozsłoneczniona. Kolorowa, lekko z rana mgielna, energetyczna, magnetyczna. Indiańska najpiękniejsze jesień babio-letnia…
    Pozdrawiam cieplutko

    http://myszulowyswiat.blogspot

    • Jak już to Koziorożec, a nie Panna :))) Ale faktem jest, że marudzę, bo ja to bym chciała, żeby wszytko było piękne i idealne. A tak się nie da to po pierwsze, a po drugie to ja ślepa jestem na kolory i czasami mi się coś wydaje. Ramek nie będę malować. Zostaną takie, jakie są. Wszak pasują idealnie :)
      A jesieni to nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę. Kochanieńki był w Stanach zeszłej jesieni i podsyłał mi zdjęcia. CUDOWNE zdjęcia. U nas nie ma takich kolorów, takich drzew, takich widoków. Gdzieś kiedyś ktoś mi mówił, dlaczego u nas liście wybarwiają się na brązowo i żółto, a po drugiej stronie oceanu na czerwono, ale kurcze nie pamiętam. To kwestia chyba jakichś mikroorganizmów czy czegoś, czego nie widać gołym okiem. Te same drzewa posadzone u nas nie będą na jesień tak wyglądać ja w Stanach czy Kanadzie. Tak czy inaczej, u nas było zimno, wiało, padało, zero słońca, a u Was piękna jesień, ciepło, kolory bajkowe. A potem cudowna zima z mrozem, śniegiem i zaspami po pas. Po prostu Ameryka :)))

  • Wspaniałe są te kwiatki i pięknie prezentują się w tych ramkach. Jakby te ramki właśnie do tych hafcików zostały stworzone ;) A krzyżyki Twoje niezmiennie zachwycają mnie swą równością! :)
    Gratuluję pół roku blogowania, mam nadzieję, że to dopiero początek Twojej przygody blogowej! :)

    • Zobaczymy, jak będzie z tym moim blogowaniem, bo nie da się ukryć, że przy moim gadulstwie zajmuje to trochę czasu. Nie wiem też na ile mi starczy weny i samozaparcia. I czy nie będzie, któregoś dnia tak, że wstanę i stwierdzę, nie wyszywam więcej, już mi się nie chce.
      Jak na razie blogowanie mi się podoba strasznie, tyle fajnych, pozytywnie zakręconych ludzi tu poznałam, że szok :)) Blogowanie jest fajne :))) Krzyżyki są fajne :))) Dzięki wielkie za gratulacje, choć nie ma jeszcze czego tak za bardzo gratulować :)

  • Vlog Maniac

    Super ! Malgosiu, nasze gratulacje z okazji polrocznej blogowej rocznicy!!!!. Jestes ogromnie utalentowana i bardzo ciekawie prowadzisz swojego bloga. Powodzenia w dalszej „podrozy wyszywanek”, Wszystko to co tworzysz wyszywajac jest piekne i precyzyjne! Jestesmy bardzo z Ciebie dumni!!
    Rodzinka z USA

    • Z tym utalentowaniem to bym nie przesadzała. Ja po prostu uparta i konsekwentna jestem :))
      Cieszę się bardzo Kochani, że do mnie zaglądacie i mnie wspieracie w tym moim blogowaniu :)) Dzięki Internetowi świat robi się całkiem mały, jakby dzieliły nas dwie ulice, a nie ocean. I to jest piękne. Pozdrawiamy z Kochanieńkim

  • Mar Got

    Świetna seria!