What Else? Co jeszcze?

Jakże znaczący tytuł obrazka!

Bo coś przecież musiało się jeszcze zdarzyć.

Obrazek trzeba oprawić. Gotowej ramki w odpowiednim rozmiarze nie udało mi się znaleźć, więc decyzja zapadła, trzeba zanieść do specjalisty – oprawcy, ramiarza, szklarza, zwał jak zwał. Do tej pory moje doświadczenia z oprawianiem haftów u tzw. „specjalisty” były takie sobie. Oprawiałam cztery hafty w dwóch miejscach. Trzy razy trzeba było poprawiać! Tym razem za radą znajomej trafiłam do zakładu z wieloletnią tradycją na wrocławskim Nadodrzu. Zakład mały, zagracony do niemożliwości ramami, szybami, płachtami papieru. Ciemno, ponuro, pachnie kominkiem albo piecem. Bardzo klimatycznie.

Zakład prowadzi niemłode już małżeństwo. Pan Jan rozłożył mój haft na ogromnym stole, wsparł się o blat, zaczął patrzeć i kiwać się na piętach do przodu i do tyłu. Nic nie mówił. Nie słuchał, co mówię, a ja oczywiście mówiłam, jak ja to sobie wyobrażam, co bym chciała, bo jakąś tam wizję miałam.

Stał, milczał i patrzył.

Potem gdzieś poszedł, gdzieś coś poprzestawiał, poszukał i przyszedł z dwoma listwami od ramy. Przyłożył do haftu.

O kurza twarz podoba mi się! – pomyślałam. Jak on to zrobił?

A on dalej stał i patrzył. Przyniósł drugą listwę. Zmienił. Jest super. Podoba mi się nawet bardziej.

A Pan Jan dalej stał i patrzył. I się nie odzywał, a potem przyniósł trzecią, w sumie już gotową ramę. Jak dla mnie to było to. Strzał w dziesiątkę! Rama idealna! Biorę, chcę ją, jest jak dla mnie! Lepiej bym tego nie wykombinowała. Nieistotne, że moja wizja była zupełnie inna.

Bez względu na cenę oprawiamy!

Oczywiście zebrałam ochrzan, dlaczego tak mało materiału zostawiłam dookoła. Mało, bo obcięłam, bo mi się wydawało za dużo! Szczegół, że zaczynałam ten haft na całym kawałku materiału, żeby mi nie brakło na oprawę.

Na, kiedy ma być gotowe? – zapytała pani.

Najlepiej na Walentynki, ale jak trzeba poczekać, to się poczeka – odpowiedziałam. Był w końcu piątek, Walentynki we wtorek, weekend po drodze, nie szalejmy, ale miło by było mieć coś dla tego mojego, niedoceniającego mnie Kochanego na Walentynki –  sobie pomyślałam. Tylko my przecież Walentynek nie obchodzimy!

Właścicielka stwierdziła, chcę na Walentynki, będę mieć!

Hura!

Pod koniec dnia we wtorek poleciałam po odbiór obrazka, bo przyszedł SMS, że gotowy, że czeka.

Jest pięknie – powiedziałam, jak tylko zobaczyłam oprawiony haft.

A potem przyszło wielkie rozczarowanie i powrót na ziemię…

To nie tak miało wyglądać!

Nie tego się spodziewałam!

Kobieta oprawiła haft w gotową ramę, dokładnie tę, którą jej mąż przyniósł do przymiarki. Ramę, która do haftu była za duża! Nie było jak zawinąć materiału nawet na pół centymetra, więc ponaciągała, jak się da, ale i tak pozostały dziury po brzegach!

Szczerze, to nawet mi się płakać nie chciało. Stwierdziłam, że trzeba poprawić, bo ze mną to tak już standardowo jest, że trzeba poprawiać. Taka karma. Nie wiem, jak ja to robię, ale jak się może mi zdarzyć coś dziwnego, to się przydarzy. Nie wiem też, skąd we mnie taki spokój wewnętrzny w takich momentach. Bo przecież przeważnie to się wściekam, ale jak mi los kłody kładzie pod nogi, to jakoś się nie daję.

Prezentu na Walentynki nie było. Ale my przecież nie obchodzimy Walentynek!

Dwa dni później odebrałam już, to co trzeba.

Jestem mega zadowolona z efektu finalnego. Adam też zadowolony, prezent podoba mu się bardzo, a przecież o to chodziło. Teraz przy porannej kawie może siedzieć i kontemplować piękny obrazek :)

Wiadomo wszystko kwestia gustu, o gustach nie będziemy dyskutować,  ale dla mnie rama idealnie współgra z haftem. I z szafką, która wisi u nas w kuchni na jednej ze ścian, a której Pan Jan nie widział.

Dzięki ramie obrazek zyskał bardzo na urodzie.  Niby prosty „sampler”, a taki niebanalny. Wygląda jak reklama kawy. Przez myśl by mi nie przeszło, żeby to oprawiać w złoto, bo złota z założenia nie lubię. Nie potrafię tego oddać na zdjęciach, ale ta jasna złota rama jest czasami identyczna w kolorze jak napis Chocolate, Mocha czy Espresso.

Co mnie bardzo zaskoczyło, pod haft został użyty czarny podkład. Zawsze mi się wydawało, że najlepszy jest jasny, gdyż nie przebija przez dziury w materiale, nie widać go, nie zmienia koloru materiału. Pan Jan pokazał mi, że jasny podkład nie jest dobry w przypadku tego haftu. Biały powodował, że blade napisy stały się prawie niewidoczne. Czarny je wyostrzył, uwypuklił. Zawsze się człowiek nauczy czegoś nowego.

Zdjęcie niestety bardzo trudno zrobić, gdyż haft został oprawiony w ramę z szybą. Zwykłą, nie antyrefleksyjną. Zrobiłam to z pełną świadomością i celowo. Nie lubię haftów oprawianych za szybą, ale obrazek wisi w kuchni. Nie dałam też szkła antyrefleksyjnego, gdyż zmienia ono kolory. Nie da się też do zdjęcia ściągnąć szyby, gdyż została ona wklejona szczelnie w ramę, tak żeby materiał nie fałdował się od wilgoci, nie brudził. Kiedyś w przyszłości będzie można wszystko zdemontować i nieuszkodzony haft wyprać jak będzie taka potrzeba i oprawić na nowo.

A dziury w sercu jak były tak pozostały :)

Pan Jan jest dla mnie Mistrzem w swoim fachu. Nie rzemieślnikiem, ale Mistrzem. Ma dar. To nie jest zwykłe oprawianie w ramy. To jest tworzenie. Stawianie kropki nad „i”, które ze zwykłego obrazka, może zrobić coś, na co się patrzy z przyjemnością. Dla mnie przeżyciem samym w sobie było patrzenie na niego, jak on patrzył i myślał. Taka krótka mistyczna chwila. To, co on robi to nie kolejna ramka z Ikea czy Liroy Merlin, które wiszą w każdym domu. U mnie też wiszą. To takie małe dzieło sztuki rzemieślniczej.

Na Nadodrze do Pana Jana wybiorę się jeszcze na pewno. W końcu to nie Mistrz zawinił z oprawą, ale jego żona:) Nawet wiem z czym się wybiorę, ale to za jakiś czas.

 

To już jest koniec przygód z obrazkiem kawowym. Najwyższa pora brać się za coś nowego. Palce znowu mnie swędzą, niechybnie to znak, że wena kręci się po okolicy i wraca po kryjomu do domu.

  • Iwona

    Fajnie, że wszystko dobrze się skończyło.
    Sampler wygląda rewelacyjnie!
    Ja też nie wybrałabym ramy ze złoceniami, a tutaj idealnie pasuje. Jednak co mistrz, to mistrz :-)

    • Rozważałam prostą szeroką drewnianą ramę. Miałam tylko dylemat co do koloru czy całkiem ciemna, czy jaśniejsza, tego typu co na obrazku ze wzorem z poprzedniego wpisu. Złota w ogóle nie brałam pod uwagę. „Złotego” złota wręcz organicznie nie lubię, a tu takie zaskoczenie. Nie wiem kwestia miejsca, chwili, wieku, osoby mistrza, ale mi się spodobało to, co pokazał. I dalej mi się podoba :) Kiedyś nienawidziłam różowego. Teraz różowy to „prawie” mój ulubiony kolor. Chyba się starzeję :))

  • Piegucha

    A mnie dzis tez pewne rozczarowanie spotkalo, ale u dwoch zlotnikow. Myslalam, ze sie rozplacze jak zobaczylam moj pierwcionek z brazylijskimi szmaragdami:( Ale przezylam i tez sie dziwie, ze nie zareagowalam inaczej. Mam nadzieje, ze wroci do mnie w lepszym stanie juz niedlugo.
    Co do oprawiania haftow i wielu innych rzeczy, mnie nikt nie przekona do tego co mi sie nie podoba, wiec nawet ten pan mialby ze mna problem:P Haft sliczny, ale rama mi sie nie podoba.
    Jestem ciekawa kolejnych wyborow, bo uwielbiam dobierac ramki do moich haftow. Kiedys bede miala sporo zabawy, bo ramek mam w kilku pojemnikach w garazu, a i gotowych haftow tez, a sporo zestawow do xxx czekajacych na ramke zanim zaczne xxx, jeszcze wiecej :P Tak, najbardziej lubie zaczynac od ramki i pod nia xxx :D

    • Piegucha jakbyś napisała, że Ci się ta rama podoba to i tak bym nie uwierzyła. Jesteś ostatnią osobą, którą bym o to podejrzewała :))
      Jak napisałam wszystko kwestia gustu, a o gustach nie dyskutujemy, każdy ma inny i to jest piękne. Dzięki temu świat jest bardziej kolorowy, nie jest nudno, chociaż czasem boli jak się patrzy na wybory innych. Mnie też nie podobają się wszystkie twoje plastikowe rameczki, co nie zmienia faktu, że wielbię twoje prościutkie krzyżyki. I podoba mi się bardzo twoja konsekwencja, w tym, co robisz. I to, że masz własne zdanie, którego nie boisz się powiedzieć. Ściemniać to ty nigdy nie ściemniasz :)
      Ramki też zbieram. Na starociach. Mam ich całe pudło, czasami są jak znalazł, większość leży i czeka na natchnienie i ten idealny haft. Bo u mnie jednak najpierw haft, potem oprawiamy w ramy. Mam nadzieję, że oprawianych w ramki haftów będzie u mnie coraz mniej. Chciałabym jednak zacząć je wykorzystywać bardziej użytkowo. Zobaczymy, jak będzie.
      Z pierścionkiem będzie dobrze. Musi być! Pochwal się na blogu, jakie cudo sobie sprawiłaś w Brazylii.
      P.S.
      Zawartości garażu niezmiennie zazdroszczę :)

  • agniesia 125

    Ale pięknie został ten haft oprawiony! No rzeczywiście kolorystycznie współgra idealnie !
    O czarnym podkładzie to nawet nie wiedziałam, też zapewne wybrałabym standardowo biały – także dobra podpowiedź na przyszłość;-)
    A co do samej oprawy i tej nieszczęsnej luki pomiędzy ramką a materiałem to właśnie ze względu na tego typu rzeczy zawsze obawiałam się oprawy u ramiarzy. Nieraz oglądałam zdjęcia, gdy materiał był krzywo naciągnięty, pofalowany, czy nieraz krzywo zaramkowny. Szczególnie to widać gdy we wzorze wyszyte są jakieś poziome linie. Mnie to właśnie razi.. I dlatego u ramiarza kupuję tylko ramki na wymiar a sama później hafty oprawiam. Wiadomo, idealnie na pewno nie zrobię, ale przynajmniej zwracam uwagę na te szczegóły, które mnie rażą najbardziej ;-)
    A wracając do Twojego haftu to nie mieści mi się w głowie jak Pani mogła oddać oprawiony haft w zbyt dużą ramkę gdy materiał jest mniejszy! Na zdjęciu w pierwszej chwili tego nie widać, ale jednak na żywo musiało się to rzucać w oczy..
    Ale już po zmianach jest IDEALNIE! :)

    • Czemu Pani tak zrobiła, jak zrobiła, nie wiem, może się spieszyła, bo haft oprawiała mi na już. Wcale nie musiała, ja bym poczekała. Zakład cieszy się dużą renomą, oglądałam inne prace tam zgromadzone. Fantastyczny dobór ram, tyle mogę powiedzieć. Ot taki wypadek przy pracy, nie myli się ten, kto nic nie robi, tylko czemu u mnie się myli?! Taka karma :)
      Idealnie nie jest, bo jak się przyglądam, widzę, że jednak materiał nie został równo naciągnięty, ja bym się pewnie bardziej postarała. Obrazek oglądam dokładnie rzadko, mam go za plecami przy porannej kawie, a poza tym „z wiekiem” staram się oduczyć czepialstwa i mojego dążenia do perfekcji. Czasami to bardzo przeszkadza. Jak to mi Adam wypomina „widzisz tylko to, co złe, od razu się czepiasz, a nie potrafisz dostrzec rzeczy dobrych”. Walczę więc z tym :) Tak jak ty nie lubię krzywo oprawionych haftów, ogólnie niedbałości w tym, co się robi. Rzuca mi się to w oczy od razu. Wyć mi się chce, jak widzę cudny hafcik, wiele godzin pracy i zostaje to zmarnowane niestaranną oprawą.
      Mimo tej wtopy do tego zakładu jednak wrócę. Podoba mi się, to co pan Jan robi. I pewnie mu zostawię hafty do oprawy, nie będę tego robić sama, bo on ma niestandardowy sposób oprawiania. Wkleja haft między szyby, wszystko jest szczelne. Nie brudzi się. Tylko kurczę haftów za szybą nie lubię!
      Obrazek podoba mi się przeogromnie :)

      • agniesia 125

        No właśnie my te niedociągnięcia w postaci słabo naciągniętego materiału czy krzywych liń wyłapujemy od razu a później pierwsze co to właśnie one rzucają się nam w oczy ilekroć spojrzymy na gotowy haft na ścianie. Sama świadomość błędu gryzie niemiłosiernie.. na pocieszenie jest tylko to, że spora większość innych osób tych niedociągnięć nawet nie dostrzeże, pewnie nawet na kierunek krzyżyków by nie zwrócili uwagi – liczy się tylko efekt finalny, bez wnikania w szczegóły:D Ale z tego i tak wyleczyć się nie da. Dokładność to dokładność i już ;-)
        A co do sposobu oprawy, czyli wklejanie haftu między szyby to jeszcze z czymś takim się nie spotkałam, a szkoda bo wydaje mi się to idealne właśnie pod względem kurzu. Nie tak dawno zmieniałam passepartout w jednym ze swych dawnych haftów (ja wtedy dałam zwykłe wycięte z kartki z bloku technicznego a teraz kupione z tektury) i właśnie po wyjęciu z ramki pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kurz naokoło szyby ramki:/ że o zżółknięciu białej kartki nie wspomnę.. No i mi właśnie szkło nie przeszkadza, bo właśnie nie lubię jak haft się kurzy. A późniejsze zdejmowanie, pranie i ponowne oprawianie chyba przyprawiłoby mnie o zawroty głowy i co gorsze nie wspomnę. Z tym, że przy oprawie nie lubię „ściśniętych – spłaszczonych” krzyżyków, także między haftem a szybą musi być jakiś luz, który daje właśnie użycie ciut grubszego passepartout:) a jak daję podwójne to pewnie i koraliki na hafcie by się spokojnie zmieściły:D

        • Z tym szczelnym wklejaniem haftu między dwie szyby, to stara metoda. Teraz już pewnie niestosowana. Pan Jan mi pokazywał na przykładzie jakieś grafiki, jak to wygląda. Czy tak dokładnie jest u mnie zrobione, nie wiem, bo nie widziałam tego od „środka” :) Jeśli chodzi o dokładność – od razu widzę dziurę w całym. Tak mam po prostu. Ale też zauważyłam, że z tzw. „wiekiem” coraz mniej mi to przeszkadza. Ok uwielbiam, jak jest coś idealnie zrobione, tak po mojemu, ale jak nie jest to jakoś, daję radę z tym żyć :) I jestem w stanie wybaczać ludziom coraz więcej. Ja mam króciutki staż w wyszywaniu, nie mam pojęcia, jak będą wyglądały moje hafty za parę lat. Można powiedzieć, że jeszcze nie mam doświadczenia :)

  • chaga 5

    Fajnie, że znalazłaś takie miejsce.
    Mnie żaden ramiarz jakoś do tej pory nie przekonał, choć wpadek nie było. Kilka miałam takich opraw, dawno, dawno temu, jednak teraz wolę robić to sam. Żadnej cudzej wizji nie przyjęłam, wolałam swoje :)

    • Chaga, najlepsze jest to, że pan Jan mnie do niczego nie przekonywał i nie zmuszał :) Trudno mnie zmusić do czegokolwiek, zwłaszcza jak mam jeszcze za to zapłacić. Po prostu przyniósł, pokazał i to było to!! Rama ze złotymi wstawkami! Obiektywnie porażka, subiektywnie podoba mi się bardzo :)
      Faktem jest, że z początku czułam się dziwnie i niekomfortowo. Przychodzi klient, chce coś powiedzieć, co chce, jaką ma wizję, a ramiarz ma go gdzieś, robi swoje, a klienta totalnie ignoruje. Hallo, ale o co chodzi?! Normalnie to bym po prostu wyszła i powiedziała parę brzydkich słów na odchodne, ale coś mnie zatrzymało i kazało zostać. I nie żałuję ani trochę. Myślę, że ten pan może sobie pozwolić na taką ekstrawagancję. Naprawdę ma dar i talent i pewnie z 40 lat doświadczenia. Zaniosłam mu na próbę moje jajo w kwiatki. Rama, którą mi dobrał, była wprost wymarzona. Miała wszystkie kolory na tym hafcie, ciemnozielono-niebieska. Coś pięknego! Coś strasznie drogiego, dlatego odpuściłam i oprawiłam we własną ramkę. Niestety. Teraz żałuję.
      Bywa, że mam problem z dokonaniem wyboru (wiesz coś o tym :) będę czekać ten len idealny, bo rozważam 9 kolorów, masakra!) więc zdanie się na kogoś czasami ułatwia mi podjęcie decyzji. Uważam też, że trzymanie się tylko swojej wizji trochę nas ogranicza. Nie wychodzimy poza założone sobie ramy, nie rozważamy niczego innego, w ogóle nie bierzemy tego pod uwagę. A czasami może się okazać, że ta „złota” rama to jest właśnie to!

  • Edyta Godzic

    W ostatecznej wersji oprawy wszystko gra i pięknie się całość prezentuje! Przede wszystkim rama pasuje do szafeczki. Piękny ten sampler!
    Ja sama wklejam swoje hafty, a zamawiam tylko ramki. Nigdy, nikomu nie powierzyłabym swojego „dzieła”:) Bałabym się, że zaginie albo jakoś koślawo zostanie oprawione. Ja jestem taka „Zosia Samosia” :))
    Też daje do niektórych ciemnych obrazków ciemny spód. A nawet czarny. Dużo lepiej to wygląda.
    Z „oprawiaczami” też miałam już wiele doświadczeń. I tych lepszych i tych gorszych:)

    • Rama pasuje do szafeczki i do blatów w kuchni. Chyba dlatego tak mi się spodobała od razu :)
      Parę obrazków też oprawiłam sama. Pierwsza była choinka, ale ją trudno nazwać oprawianiem, po prostu wycięłam na wielkość ramki, przycisnęłam szybką i już. Za to kolejny, większy haft, za oprawianie którego się wzięłam, nie dość, że przykleiłam na amen do podkładu, to jeszcze przykleiłam krzywo. Nie do uratowania :( Cóż człowiek uczy się całe życie.

  • Kasia S.

    Oprawa pasuje wspaniale! Trzeba się pilnować, żeby zostawiać odpowiednio duże marginesy tkaniny, chociaż nam hafciarkom szkoda „zmarnować” każdego cm tkaniny :) Ja też mam z tym problem niestety.

    • Kasiu, jak zaczynałam haft, w ogóle nie cięłam materiału. Zostawiłam chyba z 10 centymetrów zapasu i zaczęłam od dołu, tak żeby mi nie brakło przypadkiem na oprawę. Na materiale była niestety skaza. Na nowym kawałku też miałam spory zapas, ale wydawał mi się on za duży, więc go symetrycznie wyrównałam dookoła haftu. Taka byłam akuratna :))

  • Jeden sampler a tyle przygód! :) Super, że udało Ci się znaleźć człowieka, który nie tylko zna się na swojej pracy, ale też jest prawdziwym artystą. Nie tak łatwo trafić na takich ludzi. Haft wygląda w tej oprawie naprawdę cudowanie :) A co do tkaniny i cięcia, to chyba każdemu przytrafiają się takie sytuacje, ja też czasami zbyt poszaleję z nożyczkami, albo materiał w zestawie jest na styk, wtedy ratuję się paspartu ;)

    Ania | KreatywnaTV

    • Moja pierwsza myśl po wizycie u tego pana była taka, że jak bym miała ze 20 lat mniej, to bym się od razu przyjęła u niego „do terminu na czeladnika”. A potem przyszło otrzeźwienie, że sorry, ale nie. Nie mam tej iskry bożej i mistrzem to ja jednak nie będę. Takie rzeczy trzeba czuć. Ja tego nie mam niestety. I bardzo tego żałuje.

  • Ewa Staniec-Januszek

    Droga pełna przygód, ale efekt naprawdę wspaniały :) Dobrze, że znalazłaś sobie takie miejsce, w którym oddajesz swoje prace w ręce geniusza :) Choć żona tego Pana, raczej nim nie jest ;)

    • Na razie oddałam tylko jedną pracę. Następnych, które mam w planach jeszcze nawet nie zaczęłam wyszywać. Ale co się odwlecze to nie uciecze :))
      A żonie pana od razu wybaczyłam. Chciała dobrze, miało być szybko.

  • Agulek

    Rzeczywiście…sporo przygód z tą oprawą, ale efekt jest piękny. Ale mocno jestem zdziwiona, że żona Pana Jana chciała Ci wydać haft z dziurami po bokach – czy myślała, że nie zauważysz takich niedoróbek??
    Podziwiam dziewczyny, które same oprawiają swoje hafty -no mnie to nie wychodzi (albo za mało się staram), dlatego oddaję do ramiarza – do którego zanoszę swoje hafty od kilku lat.
    Generalnie – finalnie piękny obraz powstał, rama idealna – mam bardzo podobną w swojej ikonie MB Kazańskiej – te złoto w ramie robi piękny efekt:)
    Pozdrawiam cieplutko:)

    • Do przygód to ja się przyzwyczajam, bo jakoś tak mnie dużo ich spotyka ostatnio. Przynajmniej nie jest nudno :) Cierpliwość można poćwiczyć, spokój wewnętrzny, opanowanie emocji. W haftowaniu będzie jak znalazł :)

  • Małgorzata Zoltek

    Wspaniały haft w pięknie dobranej oprawie! Pozdrawiam.

    • Dzięki Gosiu za miłe słowa:) Ja jeszcze nie zdążyłam u ciebie nic skomentować, ale w Magicznym Świecie Krzyżyków bywam od dawna:))

  • Elżbieta Grzyb

    Pięknie oprawiony haft. Ja oddałam jeden do oprawy pewnej miejscowej artystce, która niby się oprawianiem zajmuje, piszę niby, bo serce do dzisiaj mnie boli, bo wiem że materiał został przyklejony :(

    • Też mi się podoba. Po wielu perypetiach w końcu zawisł na ścianie. Nie wiem do końca, jak to u mnie wygląda od środka, ale mam nadzieję, że jednak nie jest nic przyklejone na trwałe. Na razie nie będę rozbierać na części :)
      Przykre jest to, co piszesz. Niestety jest tak, że inni mało się „przejmują” tym, co niby robią. Dla „artystki” to pewnie była kolejna rama, kolejny obraz, dla Ciebie coś, w co włożyłaś dużo pracy i serca. Mam nadzieje, że to tylko jednorazowy przypadek.