Żyli długo i szczęśliwie

Czyli odtajniamy tajne przez poufne.

„Zawsze”, tzn. odkąd zaczęłam bawić się w krzyżyki, chciałam wyszyć jakąś metryczkę, jakiś obrazek na ślub, coś z okazji narodzin dziecka itp. Tak chyba mają początkujące hafciarki. Niektóre wzory mi się strasznie podobają, ale w najbliższym otoczeniu brak ślubów, brak urodzin, brak chrztów, brak komunii. Albo wszyscy pożenieni i za mąż wydani, albo dzieci już duże, ale za małe na własne, albo, albo.. Ale nie ma tak, żeby się nie dało coś wykombinować, jak jest wola i ochota :)

Nasi dobrzy znajomi obchodzili niedawno piątą rocznicę ślubu.

Wśród znajomych i rodziny Iwonka jest chyba moją najwierniejszą „krzyżykową fanką”. Zawsze pyta co tam u mnie na tamborku, czyta moje wypociny blogowe, więc, jak się tylko dowiedziałam, że jest okrągła rocznica, którą można odpowiednio upamiętnić, nic mnie nie powstrzymało przed popełnieniem obrazka :)) I „uszczęśliwieniem” Iwonki :))

A Zbyszek?

Cóż Zbyszek będzie musiał żyć z moim darem :))

Termin rocznicy minął dawno temu. Z hafcikiem zdążyłam na czas, z oprawą mi nie szło. Ponieważ obrazek wręczony, mogę w końcu odtajnić tajny projekt, o którym wspominałam przy okazji rozważań o wyborze lnu dla rybki Wandy.

Dla mnie był to podwójny eksperyment.

Po raz pierwszy wyszywałam obrazek, który miał w całości zahaftowane tło. Wróć, kłamię. Zahaftowałam tło w moim pierwszym obrazku w życiu, w nieszczęsnej choince, ale zrobiłam to z niewiedzy, nie dlatego, że tak mówił wzór. Tu od początku wiedziałam, co mnie czeka, na co się piszę. Kolorów nie dużo, całe dziesięć sztuk. Stwierdziłam, że powinnam dać radę.

Po drugie po raz pierwszy wyszywałam krzyżykami na Lindzie 27 ct 2×2. Oryginalny zestaw jest przewidziany na kanwę 14 ct, ale stwierdziłam, że z Aidą to my się nie bardzo lubimy, wyszywanie to ma być przyjemność, a nie walka z materią, trzeba zaeksperymentować. Z białych lnów w domu, pod ręką miałam tylko len 35 ct. Kocham len, ale doszłam do wniosku, że mogę nie dać rady zahaftować całość takimi drobnymi krzyżykami. A że miałam jeszcze Lindę 27 ct, która czeka na przypływ weny i drugą zazdroskę do kuchni wyszytą hardangerem, ale to kiedyś, mam nadzieję wkrótce, padło na Lindę. Młode, nie ślepe hafciarki wyszywają na Lindzie 1×1 i wychodzą im istne cudeńka. Ja z moimi oczami już nie daję rady podołać takim ekscesom. Poza tym chciałam mieć obrazek standardowej wielkości, a nie wielkości większego znaczka pocztowego. Było więc wyszywanie 2×2.

I cóż mogę rzec?

To była czysta przyjemność. Po prostu błogostan. Żyć nie umierać. Wyszywało się REWELACYJNIE!

Widziałam, co wyszywam, jak wyszywam, nie walczyłam z tamborkiem, okularami, brakiem okularów, wzorkiem, który widać albo nie widać jak się nie ma podwójnych oczu. Po prostu miodzio.

A krzyżyki???

Cóż… :))))

Duże wyszły! Ogromne wyszły! Fajne wyszły! W większości prawie idealne!

Prawdą jest, to co piszą Rosjanki – na Lindzie można poszaleć, można się wyżyć i powalczyć o idealny krzyżyk. Na tym materiale to naprawdę nie jest trudne. Da się to zrobić, jak się poćwiczy. Cóż jakby mi przyszło wyszywać większą ilością kolorów, bardziej skomplikowany wzór, gdzie co krzyżyk jest inny kolor, na pewno nie byłoby tak ładnie. Ale ja wiem, co umiem, na co mogę się porwać. I się nie porywam za często z motyką na słońce. 10 kolorów przy zahaftowanym całym obrazku to akurat tyle, żeby było ładnie i mnie nie zabiło. Wystarczy :))

Wzór Vervaco PN-0154752 pewnie większości znany. Krzyżyki zgodnie ze wzorem wyszyłam jedną, bądź dwiema nitkami. Kolejna zmiana, poza zmianą materiału, jaką zrobiłam, to miejsca, które miały pozostać białe, niewyszyte, zahaftowałam pojedynczą nitką białej muliny. Jakoś nie leżały mi takie puste dziury na Lindzie.

Obrazek oprawiłam w prostą drewnianą ramkę kupioną w Liroy Merlin. Ramka była z surowego drewna, przemalowałam ją na biało i trochę postarzyłam papierem ściernym. Zamówiłam dwa passe-partout, jedno białe, drugie ciemnobrązowe. Chciałam, żeby było w miarę prosto i delikatnie, ale też, żeby była możliwość łatwej zmiany. Nie wiem, gdzie obrazek zawiśnie (jeśli w ogóle zawiśnie :))), a tak można łatwo zmienić kolor ramy, czy passe-partout.

Praca nad tym obrazkiem to była sama przyjemność!

Iwonka, Zbyszku życzę Wam jeszcze bardzo wielu słonecznych, wspólnie spędzonych dni :))

P.S.

Skończyłam Wandę.

Czeka na słońce.

Tylko w blasku słońca można ją zaprezentować.