Bon voyage

czyli Choinka 2020 6/12 

Matko i córko, jak mnie tu długo nie było!!

Bardzo długo…..

Prawie zapomniałam, jak się to robi, jak działa dodawanie wpisów na blog. Cóż dopadł mnie zastój twórczy, weny do pisania kompletnie brak. I nieustająco i wciąż cierpię na brak czasu na cokolwiek.

Nic nie ogarniam.

Z niczym się nie wyrabiam.

Taki dziwny czas.

I do tego mam totalny odrzut od komputera… Za dużo w pracy gapię się przez cały dzień w monitor. Wieczorem już mi się po prostu nie chce włączać mojego prywatnego komputerowego grata.

Jeśli chodzi o krzyżyki, to coś tam się jednak dzieje się. Szału nie ma, ale miałam parę „ciągów” nałogowca, coś tam nawet wyszyłam. Teraz wypadałoby wszystko obfocić i pokazać, bo nawet udało mi się oprawić kilka haftów, co w moim przypadki jest rzeczą niezdarzającą się często. Nastąpi to, mam nadzieję całkiem wkrótce.  Trochę bardziej aktywna bywam na Instagramie, tam częściej coś udaje mi się wrzucić.

Dziś za to przychodzę do Was z moim wielkim wyrzutem sumienia – z pracą, którą miałam pokazać w czerwcu w zabawie u Kasi. Czułam, że mogę kiedyś w końcu nie zdążyć, nie wyrobię się w terminie i tak się niestety stało właśnie w czerwcu….

Eh…

Co to może być??? Brązowe plamy, jakieś serduszko chyba?

Wydawało mi się, że dam radę postawić w dwa tygodnie niecałe 5 tys. krzyżyków.

Prawie się udało, ale prawie robi wielką różnicę…..

Spóźniłam się niestety na samolot, bo strasznie długo pakowałam pewną walizkę.

Dopiero 1 lipca o 22:33 zrobiłam takie zdjęcia.

Gejt zamknięty, samolot odleciał beze mnie, a praca nieskończona.

Chyba już wiadomo, co to jest prawda? Kto powiedział, że ozdoba choinkowa musi być okrągła, ma być bombką i ma się kojarzyć z zimą?

Moja czerwcowo-lipcowa ozdoba choinkowa przybrała postać walizki, która razem z właścicielem zwiedziła pół świata.

Uwielbiam takie małe wzory dopracowane w najmniejszych szczegółach. Bo czyż ta walizka nie wygląda jak „żywa”.

Skórzane paski zabezpieczające walizkę przed otwarciem, metalowe klamry.

Na rogach wzmocnione okucia.

Skórzana rączka.

I najważniejsze – przywieszka z adresem, żeby w razie czego wiedzieć, gdzie wrócić z dalekich wojaży.

I oczywiście klucz do domu.

Oryginalny wzór przewidywał I♥️NY. Mam nawet w domu koszulkę z Nowego Jorku. Kochanieńki mi przywiózł prosto ze źródła.

Ja jednak zmieniłam wzór na I♥️LA, bo miałam plan na fajną sesję zdjęciową.

Miałam plan na podróż do Kalifornii, do Miasta Aniołów. Niestety mój plan spalił trochę na panewce, gdyż moje wyobrażenia okazały się tylko wyobrażeniami.

Na naszej dzielnicy parkuje sobie taki samochód made in USA (chyba USA, bo być może w tamtych czasach produkowali samochody jeszcze u siebie).

Niestety, jak przyszło co do czego, samochód okazał się być, jak cała Ameryka. Z daleka, piękny wielki, robiący wrażenie krążownik szos. Z bliska niestety pokryty grubą warstwą rdzy i szpachli grat. Ale i tak udało się jakieś tam zdjęcie zrobić. Pytanie, gdzie jest walizka?

Oczywiście spolonizowałam też wzór – flaga musiała być nasz, polska.

Podróżowanie po świecie jest w tej chwili mocno utrudnione. Można, co najwyżej pomarzyć o dalekich, swobodnych podróżach bez masek i ograniczeń albo powspominać.

Można też wsiąść na rower i pojechać w siną dal.

Spędzać urlop stacjonarnie w przydomowym ogródku.

Albo pojechać nad jezioro jak my. Któryś rok z rzędu spędzamy krótki urlop w tym samym miejscu. Tym razem była to końcówka maja. Było fenomenalnie.

Kolejny urlop w połowie sierpnia. Na razie bez konkretnych planów :)

Można także napisać list do Świętego Mikołaja i poprosić o bilet na podróż dookoła świata.

Takiego normalnego, starego świata.

Ja mam zamiar taki list napisać.

Tymczasem walizkę zgłaszam do lipcowego rozdania zabawy choinkowej u Kasi.

Autorką wzoru jest Olga Petrenko, na Instagramie znaleźć ją można pod nickiem olina_elka. Wzory, można nabyć natomiast tutaj.

Polecam!!

Szczęśliwych wakacyjnych podróży Wam wszystkim życzę.

Bon voyage!