czyli Choinka 2020 3/12
Zanim to słowo stało się powszechnie używane, nie kojarzyło się jeszcze bardzo negatywnie, bo żyliśmy w starym, zdrowym, normalnym świecie, zapodałam sobie dobrowolną kwarantannę.
Dobrowolną kwarantannę od mediów społecznościowych, blogów i przede wszystkim od Instagrama.
Doszłam do wniosku, że muszę w czasie wolnym przestać gapić się w telefon czy tablet. Cały dzień w pracy przed monitorem to aż nadto dla moich starzejących się oczu. Mam wybór albo wyszywanki, albo net. Wybrałam wyszywanki. Poza tym oglądanie Instagrama grozi zakupem nowych wzorów, a obiecałam sobie, że nie kupię nic nowego, dopóki nie wyszyję tego, co już mam. Do tego to straszna strata czasu, który można wykorzystać na stawianie krzyżyków.
Wiecie jednak, jak to jest, gdy człowiek czegoś nie może. Ciągnie do rzeczy zakazanych jak wilka do lasu.
No i stało się! Zgrzeszyłam!
Któregoś dnia zapomniałam się i rano w tramwaju w drodze do pracy niechcący nacisnęłam ikonkę Instagram. Powinnam była odinstalować apkę!
Pierwszy post, który mi się wyświetlił, spowodował, że znowu trzeba było wydać parę złoty. Nie ma zmiłuj się. Ja muszę! Ja chcę! Ja pożądam ten wzór!!
Przypadek? Przeznaczenie? Nie wiem, nie wnikam. Kupiłam i już. Nie mogłam się doczekać końca dnia w pracy, żeby wrócić do domu i zacząć wyszywać.
Kolory boskie, energetyczne. Wyszywało się szalenie przyjemnie.
Domyślacie się, już co to będzie?
Kolorowe plamy, dużo kolorowych plam i gdzieniegdzie białe dziury.
Cóż widać, że niewiele widać. Przyszła pora na użycie czarnej magii w postaci czarnej muliny.
I nagle widać, co ma być widać.
W miarę stawiania czarnych kresek mym oczom zaczęły ukazywać się koty, cała banda kolorowych koteczków.
Jak się ma koteczkę w domu, wypadałoby zapytać ją o zdanie.
Ale nasza Dziadówka ma moje wyszywanki i starania o ładne ujęcie w głębokim poważaniu. Zero jakiejkolwiek współpracy.
Przełożenie tamborka i lecimy dalej.
I gotowe :)
Pora na bąbelki, pora na kąpiel. Koty ponoć nie lubią wody.
Trudno.
A tu małe porównanie.
Nie widać – widać.
Kocham robić kontury.
Jest to trudna miłość. Czasami chce mi się z ich powodu wyć, rwać włosy z głowy, ale uwielbiam stawiać te kreski, które z kolorowych plam wydobywają fantastyczne kształty. Dla mnie to prawdziwa magia, zostawiam ją sobie zawsze na koniec. Najpierw wszystkie krzyżyki, potem kontury. Tak lubię.
To jeszcze jedno „pozowane” zdjęcie z osobistym kotem, trzeba korzystać z sytuacji, gdy kot śpi :)
A teraz moi mili pora na kolejną porcję magii. Pora na zrobienie z płaskiego kuli, bo jak się pewnie domyśliliście, będzie to kolejna haftowana bombka w mojej kolekcji.
Pierwszy szew i pierwszy obły kształt.
Prawie zapomniałam już, jak to się robi. Ostatnio taką kulę szyłam chyba w styczniu zeszłego roku. Ale to jak z jazdą na rowerze. Pewnych rzeczy się nie zapomina, wchodzą w krew.
Zszywanie poszło szybko.
I gotowe. Trzeba jeszcze tylko „napompować”, napchać sylikonowego puchu do środka.
Do bombki dorobiłam na szydełku kolorową zawieszkę, a z drugiej strony równie kolorowy chwościk.
Panie, Panowie kolejna haftowana, tym razem kocia bombka na moją choinkę.
Wzruszają mnie te kocie miny.
Każdy koteł jest inny, każdy pożąda czegoś innego, marzy o czymś innym.
Jak myślicie, o czym może marzyć kot?
Niechybnie o białej myszce albo złotej rybce :)
Muszę przyznać, że całkiem obła i foremna wyszła mi tym razem ta kula.
Skoro w domu jest kot, miło by było mieć jakieś fajne pozowane zdjęcie. Oczami wyobraźni widziałam Dziadówkę bawiącą się bombką i mnie cykającą jej fotę za fotą.
Marzenia ściętej głowy, powinnam o tym zapomnieć raz na zawsze. Koteczka kompletnie nie jest zainteresowana tym, co jej podtykam pod nos (no, chyba, że jest to miska pełna mięska). Absolutnie, totalnie ignoruje moje usilne próby zainteresowania jej kolorowym gałgankiem. Kochanieńki za każdym razem się śmieje z moich prób, ale ja nie porzucam nadziei, że kiedyś mi się uda zrealizować plan i kot podejmie współprace.
Autorką tego cudownego wzoru jest Marina Khachanova tworząca pod pseudonimem RinkaZee. Trochę zmieniłam jej oryginalny wzór. Jej Łaciate Koty są bardziej żółte. Ja nie lubię żółtego w nadmiarze, moja bombka jest bardziej kolorowa. I złote rybki są złote, bo wyszyłam je złotą nitką.
Kotki wyszyłam na białym Murano 32 ct, dwoma nitkami muliny DMC. W oryginale było 12 kolorów, u mnie jest ich chyba o 4 więcej. Już się tego nie doliczę.
A wiecie, co jest najgorsze albo najlepsze w tym wszystkim? Jest jeszcze jedna wersja tych koteczków. Jeszcze bardziej odjechana i kolorowa.
Tęczowe kotki. Tu autorka przewidziała tylko 46 kolorów mulin :)
I ten wzór również posiadam :))
Tak więc tak.
Moje mega pozytywne, energetyczne, kolorowe kociaki zgłaszam do marcowego odcinka zabawy Choinkowej u Xgalaktycznej Kasi.
Przyznam się Wam do czegoś.
Znowu zgrzeszyłam i przez przypadek zajrzałam na Instagram….
Znowu wyszywam coś nowego…
Tym razem kota w worku.
Jestem niereformowalna.


























































