czczyli Choinka 2024 po raz siódmy
Tego odcinka zabawy Choinkowej u Karoliny nie byłoby gdyby moja koleżanka z lat danych Asia.
Obiecałam historię domku plażowego, to będzie i jego historia.
Elena, jedna z moich dwóch ulubionych autorek zawieszek choinkowych 9 czerwca pokazała na swoim Instagramie rzeczony domek plażowy. Nie ukrywam, trafiła mnie strzała Amora, zakochałam się w domku od pierwszego wejrzenia. Stwierdziłam, że muszę go mieć natychmiast, w tej chwili, gdyż podoba mi się okrutnie, a poza tym od 15 czerwca będziemy nad morzem i będzie idealna okazja, żeby obfocić domek w jego „środowisku naturalnym”. Nie zastanawiałam się ani pięć sekund, tylko nabyłam wzorek na Etsy, a była na niego jeszcze wtedy promocja -20%.
Sprawdziłam od razu czy mam wszystkie kolory muliny i Aidę w odpowiednim rozmiarze. Wszystko było.
Nie minęło 20 minut od zobaczenia domku na Insta, a ja siedziałam i wyszywałam. No po prostu cud, miód, maliny i orzeszki. Wszystko składa się idealnie!
Wzór nie duży, tylko jakieś 4200 z małym haczykiem, a i tak musiałam się sprężać, żeby zdążyć wszystko wyszyć, a potem jeszcze poskładać. Łatwo nie było, bo praca, gorąc, obowiązki domowe, ale dałam radę. W sobotę wieczorem jeszcze ciepły i pachnący klejem gotowy domek zapakowałam do walizki.
W niedzielę rano wyruszyliśmy nad morze.
Kierunek Łeba. Tydzień resetu, pogoda zapowiada się w miarę dobra. Będzie super!
Niestety licho nie śpi…
Dwie godziny później musieliśmy wracać do domu….
Nie wchodząc w szczegóły już wszystko dobrze, ale nie zważając na nic, ktoś postanowił nam pokrzyżować urlopowe plany.
Smuteczek ogromy, ale co robić, życie…
Z urlopu nici, z sesji nad morzem nici…
Urlop spędziliśmy w domu…
Nie tak to miało wyglądać, nie po to wyszywałam po nocach, żeby domku nie obfocić w pięknych okolicznościach przyrody!
I tu właśnie z pomocą przyszła Asia, koleżanka z „młodości” i pierwszej pracy.
Asia, jeszcze jedna Asia, Beatka i ja znamy się ponad dwadzieścia lat. Spotkałyśmy się dawno temu w jednym miejscu pracy, nie wiem, czy nie dla nas wszystkich to była pierwsza praca. Bardzo fajna praca, bardzo fajni ludzie. Z rozrzewnieniem wspominam tamte lata. Naszej firmy już niestety nie ma, ale my się regularnie parę razy w roku spotykamy na plotki, żeby się pośmiać, ponarzekać, pogadać.
Asia napisała, że jedzie nad morze wkrótce, a mi się od razu zaświeciła żarówka. Trzeba to wykorzystać, trzeba ożenić Asię z sesją nadmorską. Gdy Asia tylko zobaczyła mój domek, od razu wiedziała, po co go ze sobą zabrałam ;-)
Może nie była szczęśliwa do końca, ale obiecała coś pstryknąć. I pstryknęła. Cała cudna nadmorska sesja mojego domku to właśnie zdjęcia autorstwa Asi.
Asia robi fantastyczne zdjęcia, zwłaszcza architektury! Ma oko i ogromny talent. Mamy z Kochanieńkim w domu ścianę z jej pracami. Cudna jest. Wiem, że takie sesje to nie Asi bajka, dlatego jestem jej niezmiernie wdzięczna, że nie powiedziała mi, spadaj kobieto, tylko pstryknęła dla mnie te zdjęcia.
Dla zainteresowanych – możecie sobie zobaczyć Asi zdjęcia na jej stronie albo na Instagramie.
Miałam jeszcze plan na sesję na tarasie u mojej innej koleżanki – Moniki. Monika ma taras w marynistycznym klimacie, ma mnóstwo gadżetów, które idealnie pasowałyby do domku plażowego, ale przez miesiąc nie znalazłam natchnienia i weny, żeby taką sesję zrobić. Szczegół, że Monika mieszka na tej samej ulicy, cztery domy dalej.
I taka to jest historia domku plażowego.
Domek leci na lipcową odsłonę zabawy choinkowej.
W ogóle jakoś to lato mnie mocno rozleniwiło i sponiewierało. Było gorąco, nic nie chciało się robić, w pracy zmiany niekoniecznie na lepsze, ogromny stres. Domek gotowy od połowy czerwca, a ja do końca lipca nie zdążyłam posta napisać. Robótkowo zastój okrutny. Mało wyszywam, prawie nic, ostatnio wyciągnęłam szydełko, gwiazdki i aniołki na choinkę dziergam.
Trzeba się jakoś ogarnąć, za chwilę skończy się sierpień, a ja w lesie z kolejną pracą choinkową.














