W marcu jak w garncu

czyli Choinka 2019 3/12

Dziś przychodzę do Was ze stodołą vel budowlą antyczną (tak rozpoznał ten obiekt mój telefon, myślałam, że padnę, jak to zobaczyłam:-)).

Dziś będą ośnieżone dachy wśród ukwieconych łąk, bo przecież darmo nie mówią, że w marcu jak w garncu.

Na marcową odsłonę choinkowej zabawy u Kasi postanowiłam wybudować kolejny zimowy domek. Chatkę wypatrzyła i powiedziała mi o niej Edytka, za co serdecznie dziękuję :)) Plan był, żeby domek trochę przebudować, przerobić, „ulepszyć” i ozdobić po mojemu, ale skończyło się na planie. Wzór pochodzi z tegorocznego styczniowego numeru CrossStitchera i bądźmy szczerzy – domek naprawdę wygląda jak stodoła.

Długi, chudy, zachwiane proporcje bryły z wyjątkowo słabej urody dachem, jak nic prosił się o przeróbkę. Potencjał był, niestety go nie wykorzystałam. Miałam zamiar trochę pokombinować ze ścianami, oknami, ale brakło mi czasu, chęci i weny. Zostało, jak było w gotowym projekcie, dodałam tylko kilka „ozdóbków” od siebie.

Nie szło mi z tym domkiem bardzo. Wzorek prosty, banalny, nieskomplikowany, a wyszywałam go z półtora miesiąca, czasami z kotem na kolanach, bo jeszcze zima była. Chyba z sześć razy coś prułam, bo się co rusz myliłam. Tak to czasami niestety bywa.

W zeszły weekend udało się w końcu postawić wszystkie mury, ściany przyszyć do fundamentu. Jak widać, odzyskałam plan zdjęciowy, bo wytargaliśmy z piwnicy stół.

Koteczka oczywiście bardzo zainteresowana twórczością panci. Jak zawsze zresztą.

Przyszła pora na dach. Trochę podumałam, pokombinowałam i doszłam do wniosku, że trzeba zachować ład przestrzenny na mojej choince i zrobić dach podobny do tego z mojego małego magicznego niebieskiego domku. Chaos w architekturze jakoś mnie męczy.

Okoliczności pogody w zeszły weekend wyjątkowo sprzyjały przebywaniu na dworze. Udało mi się otworzyć ogródkowy sezon robótkowy. Była słonko, kawa, kawusia, kawałek ciasta (tak wiem, wiem, powinnam pościć, miała być dieta) i robótka. Było to, co tygryski lubią najbardziej.

Ten weekend również sprzyjał pogodowo. Sobotę całe przedpołudnie walczyliśmy z zielskiem w ogrodzie. Kochanieńki skosił mi przydomowy las. Niestety.

Gdzie ja biedna będę teraz robić foty choinkowych ozdóbek.

Smuteczek :((

Poniższe zdjęcia robiłam z narażeniem życia. Kochanieńki jechał z kosiarką i z nożycami do cięcia żywopłotu, a ja cykałam zdjęcia. Dosłownie w ostatniej chwili mi się udało, bo po przejściu maszyny niewiele zostało. Mój domek z ośnieżonym dachem prezentuje się tak.

W przydomowym jeszcze bujnym lesie:

Wśród ukwieconych, zachwaszczonych „łąk” naszego trawnika, który o zmiłowanie i dosianie prosi:

W tym roku jest ponoć plaga fiołków.

W runiance japońskiej przed domem, która właśnie zakwitła:

I na ulubionym stole, w promieniach zachodzącego słońca:

Nie omieszkałam oczywiście wyciągnąć niebieskiego domku, żeby sprawdzić, czy koncepcja z podobnymi dachami była trafiona i czy domki do siebie pasują. Wyszło chyba nie najgorzej, spójność zabudowy na choince zostanie zachowana, a taki był cel :)

Jak widać, poszalałam trochę, jeśli chodzi o ozdóbki. Poprzyszywałam koraliki, użyłam też magicznej zielonej nitki z Kreinika. Może w niektórych miejscach trochę mnie poniosło, za dużo nadźgałam błyskotek, bo aż mi się dach ugiął, a przydomowe choinki mają gałęzie, ciężkie od koralikowych bombek, ale mówi się trudno, tak już będzie. To ozdoba choinkowa, ma się błyszczeć, to się błyszczy :) Największym wyzwaniem były pojedyncze białe krzyżyki. Każdy jeden wyszywałam oddzielnie, bo pomna wcześniejszych wtop, nigdy nie będę już przeciągać muliny pomiędzy pojedynczymi krzyżykami.

Fundament domu to osobista, radosna twórczość własna, bo autorka wzoru nie przewidział ozdobienia domku od dołu.

I jeszcze raz z niebieskim domkiem, z góry i od spodu.

Ściany domku powstały na płótnie Murano Lugana 32 w kolorze beżowym, natomiast dach zrobiłam na czarnej Lindzie 27 ct. I powiem Wam jedno – w obu przypadkach nie był to dobry wybór. Zarówno Murano, jak i Linda to grube, mięsiste materiały. Wyszywało się na nich bardzo przyjemnie, ale gorzej było z posklejaniem wszystkiego do kupy, zwłaszcza na rogach wyszło grubo i niefajnie. Akurat te materiały mają tendencję do wysnuwania się nitek, nie można odciąć na rogu materiału, bez obawy, że wszystko się rozlezie. Zdecydowanie len i Aida sprawdzają się w takich pracach najlepiej. Jest też taka możliwość, że mi po prostu nie szło :) Wiem jedno, następny domek, jeżeli takowy powstanie, zrobię na Aidzie albo na lnie, ewentualnie na kanwie plastikowej.

Tak czy inaczej, podoba mi się nowy domek. Ciszę się bardzo, że go popełniłam. Może wygląda trochę jak stodoła, ale i tak jestem zadowolona z efektu. Edytko baaaardzo serdecznie dziękuję za cynk o wzorze i za guziczki. Muszę się Wam pochwalić. Dostałam ostatnio od Edytki, po raz kolejny zresztą, cudnej urody guziki, w sumie to guziczki, mikro guziczki. Dla porównania zapałka.

Czyż nie są maciupeńkie i idealne do jakiejś figurki na choinkę?? Boskie są :)) Kolekcja guziczków od Edytki mi się powiększyła, a ja zamierzam je wcześniej czy później wszystkie wykorzystać do jakichś projektów.

Stokrotne dzięki Kochana :)))))))

Moją antyczną stodołę zgłaszam do marcowego odcinka zabawy Choinka 2019. Lutowe prace można podejrzeć w galerii u Xgalaktycznej Kasi.

Na koniec jeszcze banerek zabawy.