czyli Choinka 2019 4/12
Dziś będzie krótko i na temat.
Czasu brak, weny brak.
Białego króliczka brak.
Jest za to króliczek złoty.
Po raz kolejny sięgnęłam po wzór mojej ulubionej projektantki ozdóbek choinkowych – Eleny. Tym razem padło na darmowy wzór Szalonego Kapelusznika. Kto czytał książkę Alicja w Krainie Czarów, oglądał bajkę bądź film, na bank gościa kojarzy.
Wzór nieduży, nieskomplikowany, niecałe 3 tys. krzyżyków, a zeszło mi na nim równe dwa tygodnie. Weny brak, czasu brak. Zaczęłam w połowie kwietnia, kwitła wtedy jeszcze nasza śliwa wiśniowa.
Powoli mozolnie stawiałam kolejne krzyżyki.
Niestety do tej pory niedane mi było dorobić się żadnych metalicznych nici Kreinik, a we wzorze jest przewidziane użycie aż czterech kolorów. Co robić? Żeby nie inwestować w być może „zbędne” kolory i nie musieć czekać na przesyłkę, użyłam najzwyklejszych, chyba czeskich metalicznych złotych nici i pomieszałam je z muliną DMC. Wyszło prawie dobrze.
Ze dwa wieczory walczyłam z banalnie prostymi konturami.
Przyszła pora na przyszywanie piór, znaczy zrobienie czupryny. Chyba przegięłam trochę z kolorem, ale mówi się trudno. Ma być Szalony Kapelusznik, to jest.
Kiedyś dawno, dawno temu i ja miałam taki kolor. No prawie taki :) Za to takiej burzy włosów nigdy nie miałam.
Zaraz po zszyciu, jeszcze niewypchany, dziurawy z góry i z dołu.
Jak nic czegoś mu brak. Chyba rozumu :)
Kapelusza mu brak!!!
I tu przechodzimy do clou programu, bo skoro jest Kapelusznik, to i kapelusz być musi. Zagwozdkę miałam wielką, jak się za to zabrać. Kapelusznik ze mnie żaden, kapeluszy szyć/kleić nie potrafię. Potrzebny materiał, który wydawało mi się, że się nada, kupiłam z pół roku temu albo i dawniej, ale jak zrobić z niego kapelusz, nie miałam bladego pojęcia. Z pomocą przyszła Elena, która poradziła, żeby wzorować się na cylindrze Droselmajera. No właśnie! Przecież robiłam już kiedyś jeden kapelusz! Ot, skleroza!
Tak też zrobiłam, użyłam droselmajerowego szablonu. Trochę pokombinowałam z rondem, magicznym klejem Magic i długim kieliszkiem do wódki i nie wiedzieć jak, wyprodukowałam takie coś.
Może być? Myślicie, że nadaję się na kapelusznika?
A tak oto prezentuje się moja wersja Szalonego Jegomościa.
Jak to stwierdził Kochanieńki, taki trochę słodki bawidamek z facjaty mi wyszedł. Cóż pociągnęłam mu uśmiech wyjątkowo twarzową szminką, tfu muliną. I wzrok ma taki rozmarzony, nieobecny. Może być, że szalony.
Oczywiście musiała się odbyć sesja w pięknych okolicznościach przyrody. Niestety słońca akurat brakło. Są więc stokrotki, jest i przydomowy bez.
Jest i łysy las, który dopiero zaczyna odbijać po ostatnim koszeniu Kochanieńkiego. To białe coś, to płatki z kwitnącej czereśni naszej sąsiadki.
Są i zdjęcia na ogrodowym stole. Z każdej możliwej strony oczywiście.
No dobra, od strony zadka go nie obfociłam.
Nie da się ukryć, że mój Kapelusznik ma dość specyficzne poczucie gustu, jeśli chodzi o dobór i kompletowanie odzieży. Aż zęby bolą, ale o gustach się przecież nie dyskutuje :) Kokarda pod szyją miała być w grochy, grochów w domu nie było.
Jest i króliczek, którego goniła Alicja. Jej był biały, mój jest złoty. Z braku laku dobry kit. Nieważne, jaki jest kolor króliczka, ważne, by gonić króliczka. Niestety szalony podwieczorek się nie odbył, a odbyć się przecież powinien. Czasu i weny brakło.
Sami powiedzcie czyż nie przystojny z tego gościa gość?
Szczerze, absolutnie, bezgranicznie jestem zachwycona projektami Eleny. Ma dziewczyna wielki talent. To zdecydowanie nie jest ostatnia praca, według jej projektu, którą zamierzam popełnić. A tak najbardziej to nie mogę się doczekać jej wersji Klary vel Marie z Dziadka do orzechów.
Mojego Szalonego Kapelusznika zgłaszam do kwietniowej odsłony zabawy Choinka 2018 u Kasi.
Zobaczcie jakie piękne prace powstały w marcu. Na koniec jeszcze tradycyjnie banerek zabawy.
































