Jak ugryźć backstitch?

Czyli hafcim obrzydlistwa – część 2 Finał nr 1

Umordowałam się okrutnie. W życiu się tak nie umordowałam przy haftowaniu. Mózg mi się zlasował, oczy prawie całkiem oślepły, palce pokułam, naklęłam się strasznie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że znam aż tyle niecenzuralnych słów typu motyla noga, kurza twarz, jasny gwint, olaboga czy do jasnej Anielki itp. No dobra, przyznam się bez bicia, słowa padały bardziej niecenzuralne. Czytaj dalej „Jak ugryźć backstitch?”

Żyli długo i szczęśliwie

Czyli odtajniamy tajne przez poufne.

„Zawsze”, tzn. odkąd zaczęłam bawić się w krzyżyki, chciałam wyszyć jakąś metryczkę, jakiś obrazek na ślub, coś z okazji narodzin dziecka itp. Tak chyba mają początkujące hafciarki. Niektóre wzory mi się strasznie podobają, ale w najbliższym otoczeniu brak ślubów, brak urodzin, brak chrztów, brak komunii. Albo wszyscy pożenieni i za mąż wydani, albo dzieci już duże, ale za małe na własne, albo, albo.. Ale nie ma tak, żeby się nie dało coś wykombinować, jak jest wola i ochota :)

Czytaj dalej „Żyli długo i szczęśliwie”

Byliśmy na „wczasach”

I to był fajny wakacyjny czas :)

Byliśmy na urlopie. Było cudownie. Był las, była woda, była cisza, był brak zasięgu. Zostałam prawie pożarta żywcem przez małe, wredne krwiopijce. Potem było cudowne, wielkie miasto, był wielkomiejski zgiełk, cywilizacja, zasięg był, weny do internetowania nie było. Pogoda dopisała. Wypoczęłam, nogi schodziłam.

Zakochałam się.

Czytaj dalej „Byliśmy na „wczasach””