Słodkie śniadanie na trawie

Czyli SAL Cookie Time – część 2

Czas pędzi jak szalony. Mam wrażenie, że całkiem niedawno pokazywałam pierwszy obrazek w Sal-u Cookie Time, a tu mamy już 10 grudnia i ostatni moment na prezentację kolejnego fragmentu. Hafcik powstał już jakiś czas temu, gdy miałam jeszcze głowę wolną od problemów, ale kompletnie nie miałam, kiedy i jak go obfotografować.

Bohaterem dzisiejszego odcinka jest dzbanek, imbryk, czajniczek do kawy.

Kawę od jakiegoś czasu uwielbiam, kawę pijam. Picie kawy się u nas w domu celebruje. Niestety specjalistą od kawy jest Kochanieńki, ja się nie tykam jego zabawek i w związku z tym od trzech tygodni (matko nie ma go już trzy tygodnie!!! dopiero trzy tygodnie!!!) nie piłam dobrej kawy. Cierpię z tego powodu okrutnie, ale co robić, jak się nie potrafi używać tych wszystkich dziwnych gadżetów?

Co robić? Głupie pytanie!

Trzeba pójść do kawiarni na dobrą kawę! I tak też zrobiłam w piątek wieczorem, bo stwierdziłam, że dłużej już bez kawy nie zdzierżę. Poszłam na pyszną kawę do Małej Czarnej koło Stadionu Olimpijskiego, rzut beretem od naszego domu.

Mówię Wam ambrozja! Etiopia z własnego wypału, zaparzona w dripie. Poezja! Od razu całe zmęczenie i stres ostatnich tygodni ze mnie zszedł. Że też ja na to wcześniej nie wpadłam?!

Ale wróćmy do dzisiejszego bohatera – czajnika, dzbanka, imbryczka.

Wyjątkowo przyjemnie mi się go wyszywało. Hafcik prościutki, mało skomplikowany, jedyna pkselioza to w kwiatkach, ale też taka przyjemna. Kolory fajne, jasne, miłe dla oka błękity i energetyczne akcenty. Śliczny w porównaniu do pierwszego elementu, bo to czekoladowe ciastko jakoś mi nie leży.  Hafcik dużo większy od ciastka, ale nawet nie wiem, kiedy go machnęłam. Parę wieczorów i zarwanych nocek, jakiś weekend i już.

Na tym pierwszym zdjęciu jeszcze widać backstitche, które zrobiłam w ciastku. Potem było wielkie prucie i pozbyłam się brzydkiego czarnego. Muszę poszukać, jakiejś fajnej czarnej nici do zrobienia konturów. Ale to na koniec, po praniu.

Przyjemne te błękity prawda? Wyszywam zgodnie z legendą, dlatego się zdziwiłam, gdy dziewczyny pisały, że brakło im białej muliny. Przecież tu nie ma białego koloru! Dopiero potem skojarzyłam, że zamiast prawie białego 3865 DMC, mogą używać właśnie białej nici.

I kolejnych parę wieczorów.

A tak prezentuje się cały haft w mało fajnym świetle.

Mało fajnie się prezentuje.

Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę za oknem, gdy bywam już w domu. Telefonem nie da się zrobić dobrych zdjęć przy sztucznym świetle, wychodzą koszmarne. Weekendy i nie tylko u rodziców, nie pamiętałam, żeby haft zabrać ze sobą i obfocić. Czym innym niestety głowa zajęta.

Jesień, zima sprzyjają robótkom ręcznym. Wieczory długie, można z czystym sumieniem twórczo poszaleć. Ta pora roku nie sprzyja niestety ładnej prezentacji dzieł naszych rąk. Dzień krótki, zazwyczaj ponury, deszczowy, ciemny. Nie wiem, gdzie się podziały mroźne, śnieżne, słoneczne zimy. Przecież pamiętam, że takie bywały. Fakt mamy jeszcze jesień, do oficjalnej zimy jeszcze parę dni, ale to nie zmienia faktu, że psuje nam się klimat.

W czwartek 7 grudnia miał być we Wrocławiu słoneczny dzień, zabrałam więc haft ze sobą do pracy. W lodówce światełko i głodny zakwas musiałam więc iść kupić coś na śniadanie. Nawet nie mam ostatnio, kiedy zakupów zrobić, a na głodnego słabo się pracuję. W drodze po bułki zrobiłam 3 min sesję w biegu. Że było cykane w biegu to widać :)  Haft wymięty, zdjęcia niewykadrowane, byle jakie.

Ale słońce było.

A o słońce chodziło.

Jest i słodkie śniadanie na trawie :) Ciastko i dzbanek kawy. Bardziej to się nadaje na podwieczorek, ale jeszcze przed południem było.

U nas jeszcze w niektórych miejscach to trawa zielona jak na wiosnę.

Ale zima nadciąga jak nic.

Dużo u mnie nie widać, jest blado i nijako, ale jak pisałam poprzednio kontury będę robić na koniec, po praniu, gdy wyszyję już wszystkie elementy.

Następna będzie filiżanka do kompletu. Niby na kawę, mi się jednak bardziej z herbatą kojarzy. Kawa to w grubej, ciężkiej, trzymającej ciepło porcelanie najlepiej smakuje. Ten haftowany komplecik jest taki delikatny, kruchy, prawie jak chińska porcelana. Idealny właśnie na herbatę. Kto wie, może coś w napisach pozmieniam na koniec i zamiast filiżanki kawy będzie filiżanka herbaty. Chociaż nie, u mnie napisów ma przecież nie być!

Weekend też piękny i słoneczny. Ja u rodziców. Nie wpadłam na to, żeby haft zabrać i go może jeszcze raz ładniej obfocić.

Za to w drodze powrotnej do domu zaliczyłam znowu pyszną kawę w Małej Czarnej. I serniczek do tego. Trzeba czasami robić sobie takie małe przyjemności.

I tym miłym akcentem dziś kończę.

Spokojnego tygodnia Wam życzę. Nie przesadźcie z przygotowaniami do Świąt. Okna można umyć na wiosnę. Po nocy i tak nie widać, że brudne :)

Znajdźcie czas na chwilę przyjemności, dobrą kawę, ciacho i robótkę.