czyli Choinka 2019 9/12
Nie tak to miało wyglądać. Nie taki był plan.
Miał być ocean, palmy, szeroka plaża, błękitne niebo.
I miał być On.
Nie tak to miało wyglądać. Nie taki był plan.
Miał być ocean, palmy, szeroka plaża, błękitne niebo.
I miał być On.
Krakałam ostatnio, że nie zdążę kiedyś się wyrobić w terminie, krakałam i wykrakałam.
Chrupnęło, łupnęło i skończyło się rumakowanie.
Strzeliło mi coś w krzyżach i plan na dokończenie dziś niedokończonego projektu legł był w gruzach.
A dziś przecieczcież deadline, trzeba żabkę w zabawie u Kasi nakarmić.
Świat się kończy, normalnie świat się kończy. Kochanieńki ostatnio zapytał sam z siebie: czemu nie piszesz nic o żołnierzyku, tylko coś wyszywasz?
Zawsze się wściekał, jak za długo siedziałam nad kompem, nad blogiem, a teraz sam dla odmiany mnie do tego zachęca.
Jak nic świat się kończy :)
O mały włos z niedźwiedziej czapy, a bym nie zdążyła.
Jeszcze mam zadyszkę, jeszcze pot cieknie mi po tyłku, a ręce się trzęsą.
Więcej będzie kiedyś. Wkrótce.
Muszę ochłonąć, myśli pozbierać.
Nie wiem jak Wy, ale ja ledwo żyję. Szczerze i bezgranicznie nienawidzę takiego lata. Na dworze temperatura jakby ktoś odpalił piekarnik na maksa i zapomniał zamknąć drzwiczki. Aż cofa, gdy się wychodzi z domu. Jedyne 36,8 stopnia w cieniu.