Bombkowanie czas zacząć!

Czyli buty dla bosego szewca.

Nie da się ukryć, że mamy lato, wakacje, czas urlopów, błogiego lenistwa na plaży, pieszych wędrówek po górach, a ja za waszym przykładem postanowiłam rozpocząć przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia.

Gdzie się nie spojrzy na blogach zima :)) Dzięki paru blogowym zabawom powstaje całe mnóstwo pięknych kartek, także tych bożonarodzeniowych. Oglądam te wasze karteczki, wzdycham do nich z pożądaniem i zachwytem i tak sobie myślę, że jednak kartkowanie to nie jest to, co tygryski lubią robić najbardziej. Nie potrafię, nie umiem i chyba nie chcę się „naumieć”. Kartkowanie pozostawię zdolniejszym, bardziej kreatywnym niż ja.

Ja będę haftowane bombki robić:) To potrafię i to mnie jara :)

Bombek narobiłam w swojej krótkiej karierze hafciarskiej całkiem sporo. Ale jak już kiedyś pisałam, jestem przysłowiowym bosym szewcem i nie mam w domu żadnej bombeczki. Wszystkie mi gdzieś wyszły do dobrych ludzi. Stwierdziłam, że trzeba coś z tym zrobić, jakieś buty zdobyć, znaczy się wyprodukować bombki dla siebie. A że jest to proces długotrwały i pracochłonny, trzeba zacząć wcześniej. Najlepiej latem :)

Zaczęłam od mikołajów – seria Nordic Noel.

Ponieważ ostatnimi czasy jestem strasznie niezdecydowana, nie umiałam wybrać, którego Mikołaja wyszyć, machnęłam więc od razu wszystkie cztery. A co się będę rozdrabniać.

Powiem szczerze, nawet mi się to spodobało, takie hurtowe wyszywanie. Nie trzeba zmieniać igieł z nowymi kolorami, tamborków, cztery razy zaczynać to samo. Parę wieczorów i mam wyhaftowane wszystkie :))

W sumie haftowałam je po raz trzeci. Aż dziw, że mi jeszcze nie obrzydły :)

Wzór pochodzi z CrossStitch Collection Grudzień/2012. Wzorki wyszyłam na Aidzie rustico 16 ct. Aida to tak, żeby się dobić po Panu Misiu :)) Mówi się trudno, ale Aida akurat dobrze sprawdza się na bombkach.

Krótkie fotostory :))

Zaczynamy od czerwonego.

Dwa wieczory i czerwone gotowe.

Teraz trochę białego, trochę szarego.

Czy mówiłam Wam, że mam fantastyczny nowy ogromny igielnik?  :))

Kolejne pięć kolorów. Widać, że jest wyszyte pięć kolorów?

A teraz, aż sześć nowych kolorów na raz :)

Mój stary/nowy niciak sprawdza się idealnie :))

I wszystkie mikołaje razem w komplecie. Jeszcze blade i nijakie.

Zaczynamy backstitche.

Parę kresek i wszystko inaczej wygląda.

Takie kontury to ja lubię robić. Parę chwil, parę wkłuć igły i jest pięknie. Żadnych brzydkich słów, żadnych kresek w środku krzyżyka, żadnego kombinowania, zastanawiania się, o co chodziło autorowi.

Jeszcze parę szczegółów.

Mam problem z takimi pojedynczymi krzyżykami jak te białe na czerwonym płaszczu. Ni jak mi nie wychodzą wszystkie, jakbym chciała. Macie na to jakiś patent? Jak zrobić, żeby nie wyglądały jak z innej parafii, dostawione na siłę, później, ale stanowiły całość z innymi kolorami?

I ostatni rzut okiem na wszystkie cztery mikołaje razem.

Te mikołajki są prościutkie, szybko się je robi, a wyglądają bardzo efektownie i zimowo.

Styropianki będę kleić hurtowo bliżej zimy. Jest to proces, podczas którego wokół mnie tworzy się potężny chaos i bajzel i trzeba to zdecydowanie zrobić raz, a dobrze.

Następne na bombki będą haftowane miśki. Mam tylko mały dylemat. Miśków jest pięć, a małych tamborków tylko cztery. Chyba będzie trzeba coś dokupić :))

Ale wcześniej w końcu! nareszcie! będzie len!

Już się nie mogę doczekać. Już mnie ręce świerzbią :))

Tymczasem miłej kanikuły Wam życzę!!!