O tym jak do nieba jechałam.

I dojechałam, choć  jak to u mnie czasami bywa, droga była mocno wyboista.

To nie jest tekst sponsorowany :-)


Kiedy już zaczęłam wyszywać, odkryłam, że Internet to nie tylko miejsce, gdzie można poczytać o światłowodach, switch’ach i innych dziwnych rzeczach, dowiedzieć się co u którego celebryty słychać, kto się na kogo obraził, a kto z kim obecnie romansuje, zamówić nowe garnki czy jedzenie dla kota.

Odkryłam, że Internet to wręcz kopalnia pomysłów, miejsce, gdzie inni pozytywnie nawiedzeni pokazują swoje prace, dzielą się swoją pasją. Odkryłam Pinterest, Instagram i blogi. Odkryłam blogi hafciarskie!! I zaczęłam je namiętnie, anonimowo czytać.  Tak naprawdę to dzięki nim dowiedziałam się, że da się wyszywać coś innego niż przysłowiowe jelenie na rykowisku i kwiatki w wazonie. Nie powiem, moje zdziwienie było wielkie.

Dzięki blogom znalazłam też Pasmanterię Inspirację prowadzoną przez Edytkę.

A jak już odkryłam to miejsce, stwierdziłam, że muszę tam jechać.

Już.

Najlepiej natychmiast.

Problem taki, że Będzin daleko, nijak po drodze. Niby tylko 200 km. Ale jednak daleko.

Pierwsza okazja zdarzyła się wczesną wiosną zeszłego roku. Byliśmy z Adamem w Krakowie, do Będzina rzut beretem.

Kochanie ja muszę na chwilę do Będzina.

Ale nie, trzeba było jechać do ciotki w Katowicach na kluski śląskie, roladę i modrą kapustę. Fakt kluski śląskie uwielbiam, ciotka czekała, wyboru nie było. Nie dane mi było do Będzina. Przez ponad pół roku smędziłam Kochanieńkiemu, że byliśmy tak blisko i mnie nie zabrał. Oj smędziłam mu okrutnie i przy każdej nadarzającej się okazji to wypominałam.

Następna okazja nadarzyła się w czwartek 12 maja 2016 r. O tym dlaczego tak dobrze datę pamiętam kilka zdań niżej.

Byłam z tatą w Ustroniu, a potem w Oświęcimiu i przekonałam go, że zdecydowanie musimy odwiedzić Będzin, bo ja MUSZĘ wstąpić do jednej pasmanterii i sobie pooglądać te wszystkie cuda, pomacać, kupić, pogadać, poradzić się, powiedzieć, że podziwiam, zazdroszczę, jestem zachwycona i w ogóle same achy i ochy. Tata oczywiście się zgodził, stwierdził, że może nawet być hojnym sponsorem, bo jak jedyna córka chce, to oczywiście pojedziemy. Zatarłam ręce z uciechy cała zadowolona, to jedźmy.

Pojechaliśmy.

Na miejscu byliśmy 15:07.

Prawie się popłakałam całując klamkę :((

No dobra, wyłam z rozpaczy wewnętrznie :-(

To się nazywa mieć pecha!!! Przypadek losowy, pewnie są ze dwa dni w roku, że wcześniej zamknięte i padło oczywiście na mnie :( Jeszcze rano przemknęło mi przez myśl, żeby zadzwonić i sprawdzić, czy aby na pewno otwarte, ale zignorowałam swoje przeczucie. Ehh życie.. A przecież wiem, że jak coś dziwnego może mi się przydarzyć, a czuję, że coś się święci,  to się to przydarzy.

Jak wróciłam Adam stwierdził, że znowu nie udało się do królestwa pasmanteryjnego wejść. W sumie to chyba był zadowolony, że nie tylko jemu jednemu nie udała się ta sztuka.

Ponieważ ja nie pękam, wichury, huragany, wiatr i deszcz w oczy mnie nie zrażają, jak sobie coś postanowię, to być musi, trafiłam w końcu do tego mojego wymarzonego hafciarskiego nieba. Znowu z tatą. Jak była okazja specjalnie zahaczyliśmy o Będzin. Tym razem sprawdziłam, czy na pewno będzie otwarte.

Było.

Cóż mam napisać.

Fajne, ładne, sympatyczne, gustowne miejsc, pasmanteria jak pasmanteria. Z miłą, ładną panią za ladą.

A właśnie, że nie.

Guzik prawda.

To nie jest wcale zwykła pasmanteria. To jest magiczne miejsce!

Niebo, do którego każda parająca się rękodziełem wszelakim osoba powinna trafić.

Edyta stworzyła fantastyczne, inspirujące miejsce. Widać i czuć, że jest to Pasmanteria stworzona przez kogoś, kto kocha to, co robi, kto wie co robi, wie co sprzedaje, co do czego służy, pomoże, doradzi.  Przeogromny wybór tylko bardzo, bardzo potrzebnych rzeczy. Trudno się zdecydować co wybrać. Chciałoby się powiedzieć stąd dotąd proszę zapakować.

I do tego cudne hafty wyszyte przez Edytę. Cała ogromna galeria.  Nie wiem kiedy ona to wszystko popełniła! I inne własnoręcznie zrobione ozdoby, wianki. Cuda wianki!.

Ja oczywiście kompletnie nie umiałam się zdecydować co wybrać, chodziłam, oglądałam, z namaszczeniem macałam. Typowy osiołek, a raczej oślica, której w żłoby dano. A w samochodzie siedział, przypominam, sponsor wycieczki! Trza było ładować pełne tasie dobra wszelakiego i wracać do domu :) Tato był wręcz rozczarowany, że tak mało jego kasy przepuściłam :) Dzięki tato :)

Jak macie okazję zajrzyjcie koniecznie. Albo zaplanujcie sobie specjalnie jak ja wycieczkę.

Warto!

Trzeba!

Mówię Wam Pasmanteria Inspiracja to prawdziwe niebo.

Jak wróciłam do domu cała szczęśliwa z pełną torbą, Adam zapytał:

Byłaś już w hafciarskim niebie, to gdzie chcesz teraz jechać?

Jeszcze nie wiem.

Ale coś wymyślę.

Póki co na wakacjach siedzę. Tak zupełnie spontanicznie.

Jesteśmy na wczasach w tych rudzieńskich lasach i nie opalamy się. Nie opalamy, bo nie lubimy. Komary żrą jak opętane, ale jest błoga cisza. Spokój. Jezioro i las. Rewelacja!!

Edit

Madzia specjalnie dla Ciebie zrobiłam poniższe zdjęcie. Ten materiał w krateczkę kupiłam u Edytki z zamiarem stawiania na nim krzyżyków. Jest to czysta bawełna o dość luźnym splocie. Dość gruba i mięsista w dotyku. Edytka ma, a może miała jeszcze inny w takich samych kolorach tylko w większą kratkę. Spróbowałam postawić na tym materiale parę krzyżyków i jest trochę problem. Materiał nie jest równo tkany :(Jest mocno nierówny. W jedną stronę jest 1,77 cm na 10 krzyżyków, a w drugą aż 2,25 cm na 10 krzyżyków. Różnica niestety duża :(