Jak to jest zrobione część 2

Czyli tajny, magiczny składnik

Tajnym, magicznym składnikiem, dzięki któremu Wasze haftowane pisanki czy bombki będą zawsze zrobione jak trzeba, jest H2O popularnie zwane wodą, kranówą.

Najlepiej  sprawdza się woda w spryskiwaczu, takim, jakiego używamy do nawilżania kwiatów. Zdaję sobie sprawę, że są osoby, które nigdy nie piorą swoich haftów, ale przecież je prasują! A bez pary wodnej, czyli wody nie uda się porządnie wyprasować hafu. Tutaj też niewielka ilość wody będzie potrzebna, bo niestety trudno bez niej osiągnąć pożądany efekt.

 Zaczynamy

W pierwszym etapie wyznaczamy sobie środek pisanki. Najlepiej sprawdzają się jajka klejone wzdłuż.

Odpada nam problem dzielenia jajka na dwie równe połowy. Ja niestety nie miałam takich form i przy pomocy centymetra krawieckiego podzieliłam jajko na pół, a potem jeszcze wyznaczyłam środek połówki z każdej strony. Środek zaznaczam sobie cienką szpilką. Potem tą szpilką przytrzymuję haft na środku formy. Ważne, żeby szpilka nie była za gruba, bo zostanie dziurka w hafcie. Przy pomocy ołówka dokładnie obrysowuje dookoła jajko na pół. Dość mocno. W narysowaną linie będę wbijać szpilki.

Następnie na materiale wyznaczam środek haftu i środki poszczególnych boków.

Będzie to potrzebne, żeby dobrze rozmieścić haft na jajku.

Ten etap jest ważny i trzeba go dość starannie wykonać, żeby nie było potem problemów i się nie okazało, że haft jest krzywo, albo za bardzo z jednej strony. Lubię, jak haft ma dookoła przestrzeń, nie jest wciśnięty, ma czym oddychać. Moje formy styropianowe są zazwyczaj za duże niż za małe w stosunku do wielkości haftu.

Dobrze jest zostawić po ok. 2 centymetry zapasu materiału z każdej strony. Lepiej się naciąga, gdy ma się za co chwycić.

Dalszy etap może przebiegać dwojako.

1. Haft przyklejamy po naciągnięciu

To jest  idealny moment na użycie tajnego składnika, czyli wody.  Przyczepiony hafcik delikatnie spryskuję wodą, tak żeby materiał stał się wilgotny i bardziej plastyczny. Zdarzało mi się pracować z kawałkiem Aidy wprost z prania, gdy się okazało, że tamborek pobrudził mi materiał i pranie było wręcz niezbędne. Tak też się da. Lepiej jest jednak,  jak z materiału „nie leje” się nam na kolana.

Zaczynam wbijać szpilki, szpilka za szpilką i kolejna szpilka, w narysowaną ołówkiem linię.

Szpilki wbijam symetrycznie, raz z jednej raz z drugiej strony. Najpierw boki, potem cieńszy koniec jajka, tu łatwiej nadać ładny kształt materiałowi. Materiał trzeba naprawdę mocno naciągać.  Wierzcie mi, nic mu się nie stanie, a będzie ładnie leżał. Jeżeli jest potrzeba, wyciągam szpilki, poprawiam i tak dookoła. Staram się, żeby wszystko było w miarę równolegle i symetrycznie.

Ponieważ trzeba użyć naprawdę dużej siły, żeby ponaciągać materiał, forma styropianowa musi być bardzo twarda. Przy miękkiej formie z jednej strony jest pięknie, a drugiej zostają brzydkie ślady palców, które będą widoczne po naklejeniu materiału.

Gdy już mam ładnie naciągnięty hafcik, obcinam nadmiar materiału, pozostawiając trochę na ewentualne poprawki i zostawiam wszystko do całkowitego wyschnięcia.

Po wyschnięciu wyciągam szpilki i mam połówkę jajka, zupełnie jak w kinder niespodziance. Dobra kanwa jak wychynie, pozostaje w takie formie, jaką jej nadaliśmy.

Z druga połówka postępuję podobnie, z tym że najczęściej kleje ją od razu do jajka. Po wyschnięciu obcinam nadmiar materiału i doklejam połówkę, którą sobie wcześniej przygotowałam. Jeżeli naklejam na jajko filc, to też go delikatnie moczę, rozciągam w palcach, rozluźniam splot, a potem na jajku nadaję mu obły kształt. Dopiero potem przyklejam.

Jak widać, idealnie nie jest, ale te ewentualne niedociągnięcia udaje się zazwyczaj zamaskować taśmą ozdobną. No dobra czepiam się. Jest dobrze.

Tu widać, dlaczego nie sprawdzają się różnego rodzaju „zwykłe” wstążeczki. Odstają od jajka, nie przylegają ładnie.

Po użyciu koronki, czy taśmy tekstylnej tego problemu nie ma. Da się je ładnie przycisnąć, naciągnąć, schować, coś, czego nie udało się ładnie przykleić.

Na koniec pozostaje przyozdobić jajko kokardą, zawieszką, lub czym tam chcecie. U mnie przy kokardzie jest właśnie ta jedna jedyna szpilka, która pozostaje w gotowym jajku.

 

2. Haft przyklejamy od razu

 

Obie połówki jaja przyklejam od razu do formy zawsze, gdy haf jest na lnie, bądź na wyjątkowo miękkiej kanwie. Chociaż nie. Robiłam coś z lnu obrazkowego w kolorze naturalnym z Permin of Copenhagen i on też był sztywny po wyschnięciu. W przypadku tego lnu trzeba uważać z wodą. Len jest zabezpieczony apreturą, która mi pobrudziła po zmoczeniu biały haft. Po wypraniu wszystko było ok, tylko len stracił swoją sztywność.

Kleju trzeba używać z umiarem, delikatnie, tak żeby nie przebił się przez materiał, ale też nie może być go za mało, bo materiał się nie będzie trzymać. Kwestia wyczucia i wprawy. Zazwyczaj więcej kleju daję na brzegach, tam ewentualne niedoskonałości można schować pod tasiemką.  W tym przypadku też delikatnie moczę materiał. Staram się uważać, żeby nic nie pobrudzić i nie poplamić.

Pamiętajcie!

Tajnym składnikiem gwarantujący sukces jest czysta WODA!

I trochę magii w kleju.

Mam nadzieję, że komuś się ten kurs przyda.

Gdyby ktoś chciał zobaczyć jeszcze więcej haftowanych pisanek i bombek choinkowych, które wyprodukowałam, zapraszam na moje tablice na Pinterest.

 

 

  • Katarzyna Xgalaktyka

    Pięknie tu na Twoim blogu…i ten kursik, coś wspaniałego :0
    Na pewno skorzystam….zdradź proszę skąd pochodzi schemat kogutka ? :)
    Pozdrawiam ciepło:)
    K.

    • Z sieci oczywiście :) Postaram się znaleźć link i go wkleić.
      Cieszę się, że Ci się u mnie podoba. Zapraszam częściej.
      Dopiero zaczynam i się powoli rozkręcam :)

  • Edyta Godzic

    Bardzo ciekawy kursik! Fantastycznie wszystko opisałaś i pokazałaś.
    Myślę, że nie jedna z nas z niego skorzysta w przyszłości.

    • Mam taką nadzieję, że się komuś przyda w przyszłości. Starałam się :)
      Prawda jest taka, że wszystko co wiem o haftowaniu, zawdzięczam Wam Blogerkom.
      Gdyby nie było blogów, dziewczyny nie dzieliły się swoją wiedzą i umiejętnościami, kto wie gdzie bym teraz była z moimi hafcikami?
      Wydaje mi się, że sposób na „jajka” jaki sobie wypracowałam, jest nie najgorszy, że warto się nim podzielić z innymi. Tyle :)
      P.S.
      Właśnie sobie uświadomiłam, że teraz ja też jestem blogerką.

      • Edyta Godzic

        Twój sposób na jajka jest rewelacyjny!!!
        Jesteś, jesteś blogerką!

  • Kasia S.

    Oj Kochana, jaki wspaniały kursik :) Cieszę się, że założyłaś w końcu bloga i dzielisz się z nami swoją wiedzą :) Twoje jajka to uczta dla oczu! Pozdrawiam cieplutko :)

    • Zarumieniłam się: -) Dziękuję za takie słowa.
      Jak oglądam Wasze blogi; to widzę ile jeszcze muszę i chcę się nauczyć. Ja potrafię tylko „jaja robić”. Nie potrafię wyszywać kolosów, śmigać czułenkiem frywolitek, robić kartek. Ale zamierzam się naumieć :-)

  • Anna Katarzyna

    Bardzo fajnie pokazałaś jak się robi pisanki :) I wcale nie wydają się takie trudne. Czyli tak ładnie naciąga się materiał gdy jest wilgotny. W sumie podobnie jest przy plastikowych jajkach, tylko tam materiał robi się wilgotny od kleju i ślizga się po kształtce. Dziękuję za kursik :-)

    • Właśnie, nie jest to wcale trudne!
      Dużo szpilek, trochę wody i kleju. Ot i cała filozofia :)
      Na styropianie jest o tyle prościej, że szpilkami przypinasz sobie materiał i nic się nie ślizga.

  • Iwona

    Margo, jakiego kleju używasz?

    • Wszystko na blogu w części pierwszej :)

  • Agulek

    Fajny kursik – bardzo przydatny i dobrze opisany:)
    Super:)

    • Starałam się mocno, żeby wszytko było wyjaśnione :)

  • O dzięki wielkie za ten kurs. Szykuję się do tego typu ozdób i zastanawiałam się czy końcówki materiału upychać w nacięciach na styropianie. Teraz wiem, że nie ma takiej potrzeby. Na pewno spróbuję :)

    • Też kombinowałam z upychaniem materiału w nacięcia, ale mi to nie wychodziło. Dlatego spróbowałam z klejeniem i odcinaniem zbędnego materiału. Zadziałało :)