Nowy haft na Nowy Rok

czyli Róże w wazonie po raz drugi

Nie da się ukryć, że jestem w czołówce, jak nie w pierwszej trójce osób z najbardziej „zawansowanymi” postępami w projekcie Nowy haft na Nowy Rok.

Moje postępy na dziś wyglądają, a raczej nie wyglądają tak, a nie inaczej.

Chociaż nie postawiłam ani ćwierć półkrzyżyka, to i tak uważam, że nie jest źle. Kawałek Lindy nabyłam, mulinki przygotowałam, sortery przygotowałam, nożyczki wybrałam, tamborek leży i czeka, tablet ze wzorem naładowany. Można by rzec – nic tylko wyszywać.

Niestety brak najważniejszego, podstawowego narzędzia, bez którego niedane mi będzie, ruszyć z pracą.

Igieł brak :(((

Dwa wieki temu dostałam namiary na sprawdzone igłowe źródło u Alibaby. Dagmara jeszcze raz dziękuję :))

Wiek temu zamówienie złożyłam i czekam, czekam, może się kiedyś doczekam. Żyję do tego nadzieją, że Chińczyk nie zmienił technologii i przyjdzie dokładnie to, co zostało mi polecone.

Jak już Wam nie raz i nie dwa wspominałam, wyszywam w ten sposób, że do każdego koloru we wzorze mam inną igłę. Cudnych kolorków, jak widać na załączonym obrazku 44 szt.

Niestety albo stety te kolorki posłużą do stworzenia aż 74 różnych kombinacji kolorstyczno-krzyżykowo-półkrzyżykowych. We wzorze jest kupa kolorów łączonych, jeszcze większa kupa półkrzyżyków stawianych jedną, dwoma albo dwoma różnymi nitkami. Jak już przyjdą igły, myślę, że dłuższą chwilę zajmie mi zapoznanie się ze wzorem, z symbolami i odpowiednie rozmieszczenie nitek na sorterach. Na szczęście we wzorze są podane szacunkowe długości nitek potrzebnych w danym kolorze, co niezmiernie ułatwia sprawę, bo człowiek wie, ile mu czego zejdzie.

Przymierzam się też do zrobienia po raz pierwszy w życiu siatki z nitki monofilowej. Zobaczymy, co mi z tych przymiarek wyjdzie. Jeszcze nie zdecydowałam, jak będę wyszywać – standardowo, jak to ja od środka wzoru, czy może tym razem zacznę od dołu od półkrzyżyków. Się zobaczy.

Dumam też jak duży kawałek Lindy odkroić. Haft po skończeniu będzie miał wymiary około 23×29,4 cm i zastanawiam się po ile materiału z każdej strony zostawić. Najprawdopodobniej oprawię kwiotki w passe-partout i jakąś fajną ramę i tak naprawdę to nie bardzo wiem ile na taką oprawę potrzeba zapasu. Macie może jakieś doświadczenie w temacie, możecie coś podpowiedzieć? Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.

Tak sobie myślę, że zanim zacznę róże, to chyba jednak popełnię do końca żuka z mojej steampunkowej serii, bo biedaczek czeka i skrobie o zmiłowanie. Jeszcze Wam tego nie mówiłam, ale niesiona sukcesem Praptaka zabrałam się za niego jeszcze w listopadzie i porzuciłam na takim etapie.

Wymiękłam na półkrzyżykach.

Teraz wymówek już mieć nie mogę, półkrzyżyki trzeba ćwiczyć, można poćwiczyć na żuczku. Haft prosty, łatwy i przyjemny, a już trzeci rok czeka na dokończenie. To chyba jednak trochę za dużo. Z moim zdecydowaniem, to pewnie jeszcze z rok mi zejdzie na wybieraniu ramy. Czasami to się zastanawiam, jak to ze mną jest, że nad pierdołami typu kolor lnu czy jaka rama, dumam, zastanawiam się, rozważam wszystkie opcje, a decyzje w sprawach ważnych podejmuję w zasadzie od ręki i nie mam z tym żadnego problemu. Ot taka dwoista, kobieca ma natura :)

Kolejna sprawa – nie sprawdza się u mnie robienie kilku dużych haftów na raz, czego dobitnym przykładem był zeszłoroczny słaby urobek. Lepiej działam, gdy haftuję coś od początku do końca, pamiętam wtedy symbole we wzorze, bez zastanowienia i zbędnej zwłoki sięgam po właściwą igłę z sortera. I nie muszę czekać „wieki” na skończenie haftu, bo ja strasznie niecierpliwa jestem i nie lubię czekać, bardzo nie lubię długo czekać. Gdybym zaczęła róże już dziś, to miałabym w trakcie pracy cztery hafty: róże, żuczka, coś na zabawę Choinka 2019 i coś dla kolegi A, bo mnie skutecznie zmolestował przez uszy :) Chyba trochę dość tych atrakcji jak na moje zszargane nerwy.

I rzecz najważniejsza w tym wszystkim.

Chciałabym, żeby te róże to był mój haft z najładniejszymi krzyżykami, jakie kiedykolwiek udało mi się postawić. Do tego potrzebuję jednak czasu, spokoju wewnętrznego, spokojnej głowy i duszy, a ostatnio tego u mnie, jak na lekarstwo. Czekają mnie też poważne zmiany, będę musiała sobie bardzo mocno przeorganizować tydzień. Przede mną nowe, bardzo nowe i ciekawe wyzwania, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć. Czasu na hafty nie będzie za wiele.

Nie zdziwcie się wiec, jak za miesiąc w następnym wpisie „pochwalę” się Wam nowymi igłami i mulinkami na sorterach, a w kolejnym siatką zrobioną na materiale. Pożyjemy, zobaczymy, co ma być, to będzie, a ja mocno wierzę, że dobrze będzie.

Musi być :))