Sklep z zabawkami

czyli Choinka 2020 9/12 

Ten post miał być jeszcze w październiku.

Nie zdążyłam.

Czasu brakło, weny brakło.

Pracę na październikową zabawę u Kasi kończyłam 1 listopada i z ręką na sercu podlinkowałam post z Instagrama, zastanawiając się, czy zgłoszona po terminie zostanie uznana. Szefowa na szczęście ma wielkie serce i toleruje spóźnialskich. Dzięki Kasieńko!

Dziś ku pamięci i zachowaniu ciągłości zabawy kilka zdjęć z powstawania kolejnej magicznej chatki, którą zawdzięczam pewnej dobrej duszy.

Pod koniec września, gdy puściłam w świat Panienkę Mari i dumałam, który z sześciu zakupionych wzorów na Halloween zacząć wyszywać, dostałam bardzo sympatycznego maila od Ewy, która jak mi napisała, podczytuje mojego bloga. Ewa wypatrzyła w najnowszym numerze Cross Stitcher’a domek do kompletu do chatki, którą zrobiłam już jakiś czas temu.

Niewiele myśląc, rzuciłam wszystko i jeszcze tego samego dnia zabrałam się ochoczo za wyszywanie. Żeby był komplet użyłam tych samych materiałów – Murano Lugana 32 ct w kolorze beżowym i czarnej Lindy 27 ct na dach. Szczegół, że już poprzednio pisałam, że nie są to idealne materiały do tego typu prac.

Wyszywało się miło i przyjemnie, ale jakoś strasznie powoli. I zdjęć w trakcie pracy jakoś szczególnie dużo nie ma. Wzór przerobiłam trochę po swojemu i napis zrobiłam po polsku. Tu akurat słabo go widać, ale wierzcie mi na słowo, na żółto stoi wielkimi literami ZABAWKI.

Dach identyczny, jak w poprzednim domku powstawał w miłych okolicznościach, gdy dało się jeszcze posiedzieć na tarasie przy kawie i ciastku.

Dopiero 30 października skończyłam stawiać wszystkie krzyżyki, których w tym domku akurat za wiele nie ma. Nie miałam w międzyczasie żadnych skoków w bok do innej robótki, widać więc, jak ma chęć do wyszywania była i w sumie nadal jest mikra.

Przyszła pora na ozdóbki – czyli przyszywanie koralików i innych świecidełek.

Stan deweloperski otwarty, jeszcze przed ostatecznym prasowaniem.

Potem było klejenie i przeklinanie pod nosem na „zły” dobór materiałów. Na materiał magicznym klejem Magic przykleiłam cienkie tekturki, a na dach od spodu jeszcze dodatkową warstwę czarnego filcu, żeby było równo i ładnie.

Wszystko gotowe do ostatecznego montażu.

Ściany i spód pozszywałam igłą do koralików i cieniutką żyłą, której w zasadzie nie widać.

Przymiarka dachu czy aby na pewno pasuje.

I ostatnia warstwa zaprawy, czyli po raz kolejny magiczny klej Magic.

Ewa, te zdjęcia specjalnie dla Ciebie – obiecałam pokazać, jak przymocowuję dach do ścian.

Dachu nie przyszywam, smaruję górę ścian klejem, nakładam dach i czekam chwilę, aż „zaprawa” zwiąże.  Trzyma się, jak trzeba. W środku wkleiłam jeszcze jedną warstwę tekturki, bo mi się ściany zapadały do środka. Teraz już wiem, że trzeba było zrobić usztywnienie z cienkiego styropianu.

I oto jest kolejny magiczny domek na moją choinkę :)

Prawda, że idealnie pasują do siebie?

Domek został zgłoszony do październikowej zabawy choinkowej u Kasi. Tu możecie zobaczyć już gotową galerię z pracami zgłoszonymi przez Was w październiku.

Dla chętnych cały magazyn wraz ze wzorem domku do nabycia online tutaj.

Ewa, bardzo serdecznie dziękuję Ci za podesłanie tego domku. Gdyby nie Ty, raczej na pewno by nie powstawał, a jest idealny :)