Nowy haft na Nowy Rok

czyli Róże w wazonie po raz trzeci

Co by tu rzec, żeby nie skłamać?

Igły przyszły. Są całkiem ok, będą dobrze służyć.

Hura!!!

I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje postępy w „Różach”.

Koniec.

The end.

Ciąg dalszy zapewne nastąpi. Kiedy? Nie potrafię powiedzieć.

Teraz głowę mą zaprzątają nowe wyzwania, zupełnie nowe, zupełnie nieznane. Jestem przerażona, jestem podekscytowana.

Jest fajnie :))

Tylko czasu na wyszywanie nie ma wcale, czasu na blogowanie zupełnie brak.

Ale nie ma to tamto, I’ll be back, tylko się jakoś z tym nieznanym ogarnę.