Z pamiętnika hafciarki (3)


czyli wiosna tuż, tuż, a blondynka kocha róż

W sumie to chyba jednak kochała. Jakoś ostatnimi czasy kolor różowy mi zobojętniał.  Po prostu jest, jak jeden z wielu innych kolorów, ani ziębi, ani grzeje. Cztery lata temu było jednak zgoła inaczej. Cztery lata temu na widok różowego serce w piersi zaczynało bić mi szybciej, na samą myśl o różowym różowe robiły się me policzki.

Róż pokochałam miłością wielką pewnej zimowej nocy. Siedziałam sobie na strychu i przeglądałam różne strony w poszukiwaniu natchnienia. Miałam za sobą pierwszy rok mojej przygody z wyszywaniem; rok intensywny i bardzo twórczy. Chciało mi się wyszywać ciągle i wciąż, chwile bez tamborka w ręku były chwilami straconymi. Sporo czasu poświęcałam też na poszukiwane kolejnego wzoru do wyszycia, tak jakby dane mi było przeżyć co najmniej dwa życia, bo jednego nigdy by nie starczyło, na zrobienie tego, co wyszyć chciałam i MUSIAŁAM. I tak sobie oglądałam kolejną stronę w internecie i kolejną, aż zobaczyłam pewien wiosenny sampler pt. Shabby Spring Calendar  autorstwa Caroliny Primi. Dla zainteresowanych TU znajdziecie jej blog.

I to było to!

Trafiła mnie strzała Amora, po raz kolejny zresztą. Swoją drogą to ja strasznie kochliwa jestem, jeśli chodzi o hafciki :)  Wiedziałam, że MUSZĘ go wyszyć, bo jest piękny, wiosenny, radosny. I jest RÓŻOWY, a ja nie wiedzieć czemu nagle zapałałam miłością wielką do różowego. Wcześniej ten kolor dla mnie nie istniał, wręcz aż mnie wzdrygało na widok różu, a tu nagle miłość wielka. Czemu? Nie wiem, nie wnikam, akceptuję.

Zaczęło się poszukiwanie wzoru. Szukałam i znalazłam! Jest tylko jedno ale, kosztuje 14 EUR i jest do kupienia na Etsy.com. Ale, że co?! 14 euro nie dam za jakiś wzór, toż to kupa kasy, rozbój w biały dzień!!  Szukajmy dalej. Szukałam, szukałam i znalazłam. Znalazłam SAL organizowany na pewnym francuskim blogu, podczas którego dziewczyny będą wyszywać wspólnie pożądany przez mnie wzór.

Bingo!! Mamy cię!! Znalazłam!!

Niewiele myśląc, napisałam maila, że też chcę wyszywać ten obrazek.

Super, zapraszamy. A wzór już kupiłaś???

.

.

.

Ale, że co??? Skąd pytanie, czy kupiłam wzór???

.

.

.

A to nie jest tak, że, jak jest SAL, to organizator rozsyła wszystkim wzór??? Przecież po to zapisałam się na SAL, żeby dostać wzór ZA DARMO, żeby nie musieć go kupować!

Szczerze, to poczułam się wtedy, jakby mi ktoś w pysk strzelił. Poczułam się jak złodziej, który jeszcze nic nie ukradł, ale dokładnie taki miał zamiar. Po tym pytaniu tak naprawdę dotarło do mnie jasno, że przecież jest coś takiego jak prawa autorskie, że zaprojektowanie wzoru to przecież praca, a za pracę należy się wynagrodzenie. Udostępnianie nielegalnie w necie wzoru, to pozbawienie autora części należnego mu wynagrodzenia, że tak naprawdę to pospolita kradzież. Nie było to przyjemne dla mnie doświadczenie, ale bardzo pouczające.

Cóż było robić, powiedziało się a, trzeba było powiedzieć b i wyjść z twarzą z tej nieprzyjemnej dla mnie sytuacji.

Kochanieńki patrz jaki cudowny wzór. Zobacz jakie prześliczne kolory. Czyż ten róż nie jest boski? Kup mi, pliz ten wzorek, bo ja nie wiem jak.

Było to moje pierwsze zetknięcie z Etsy.com, nie miałam wcześniej konta na PayPalu, chyba nigdy nie kupowałam nic za walutę w necie. Kochanieńki popatrzył, ciężko westchnął, nie skomentował szaleństwa osobistej kobiety i kupił pożądany przez mnie różowy wzór.

Zaopatrzona w kolorowy wydruk czym prędzej przygotowałam sobie potrzebne materiały. Ponieważ sampler zapowiadał się dość spory (218 x 345 krzyżyki),  postanowiłam, że wyszyję go na lnie Edynburg 36 ct w kolorze naturalnym.

To był początek mojej kariery hafciarskiej, małe krzyżyki nie były mi wtedy straszne, wyszywało mi się je miło, łatwo i przyjemnie. Dziś, 4 lata później mogę tylko powspominać ten czas, było minęło, nie wróci. Nie widzę i widzieć tak dobrze już nie będę.

Smuteczek…

Zdjęć z produkcji tego obrazka mam kilka, w sumie dużo, ale nie będę Was nimi zamęczać. Był to co prawda czas przed blogowy, ale zdjęcia wysyłałam w świat, musiałam się więc postarać, a że efekt często był marny, to insza inszość. Wrzucę tylko kilka, każde w innym kolorze, a przecież na każdym ten sam kawałek materiału.

Kolorki boskie, w niedużej ilości 9 sztuk. 3350 DMC to przez dłuuugi czas był mój ulubiony kolor. Domek i kwiatki w koszyku są w tym kolorze.

Haftowałam wszystko zgodnie z legendą, jedną bądź dwoma nitkami muliny DMC. Zasad zabawy już nie pamiętam dokładnie, ale chyba co dwa tygodnie miały powstać 3 kolejne elementy. Ja oczywiście musiałam być do przodu, z niecierpliwością czekałam na kolejny etap, bo wyszywało mi się ten wzór szalenie przyjemnie. Samo się wyszywało. Szczegół, że w międzyczasie powstawały kwiatki w moim dziele życia.

Napisy „końcowe” wiosna i marzec to częściowo moja produkcja własna.

We wzorze były napisy tylko po francusku, angielsku i włosku, musiałam więc pokombinować i sama coś stworzyć, bo napisów w języku obcym bym nie zniosła na moim obrazku. Wiosnę 2015 przywitałam takim oto obrazkiem.

Obrazek trafił w prostą białą ramkę, bez żadnych udziwnień. Z oprawą oczywiście były przeboje, jak to umie w standardzie. Pan zapomniał o szybie, na szczęście szybko ją dorobił. Szczegół, że szybę szybko wyjęłam i wyrzuciłam. Między innymi takie zdjęcie trafiło do organizatorki zabawy w ramach podsumowania.

Jak to bywa z obrazkami typu sampler-kalendarz składa się on z wielu, jednych bardziej, drugich mniej udanych oddzielnych elementów, które można wykorzystać na różne okazje, np. urodziny, ślub, kartka z gratulacjami. Możliwości i zastosowań dla tych wzorków można znaleźć wiele.

Ja znalazłam zastosowanie dla motywów jajeczno-zajączkowo-kogucikowych.

Powstały z nich haftowane pisanki. Przyznam szczerze, bardzo mi się one podobają, chyba nawet bardziej niż obrazek w całości. Przy okazji, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, jak zrobić takie pisanki, w czym tkwi sekret „idealnego” naciągnięcia materiału, odsyłam do tych dwóch moich postów: część1, cześć2.

Udział w tym SAL-u był dla mnie dużym wyzwaniem. Nie dość, że zaszalałam i zapisałam się na zabawę na francuskiej stronie, a Google z francuskiego tłumaczył wyjątkowo słabo i często musiałam się wręcz domyślać, co autorka zabawy ma na myśli, to do tego po raz pierwszy publicznie pokazałam, co robię. Stwierdziłam, że nikt mnie tam nie zna, nie znajdzie, zaryzykujmy, zobaczmy, co z tego wyjdzie. Jakoś nie miałam śmiałości zaistnieć w polskim hafciarskim blogowym świecie, bo co to będzie, co to będzie?! Dwa lata później powstał ten blog, potem założyłam konto na Instagramie :) Piszę to, bo wiem, że są dziewczyny, które dumają, zastanawiają się, czy pokazać w necie co robią, co wyszywają. Dziewczyny na barykady!! Pokazujcie co macie pochowane w szufladach, ujawnijcie się, pochwalcie. Warto!!

Żeby nie było tylko tak słodko-pierdząco, kolorowo i różowo –  wnioski z mojej mało przyjemnej przygody z dostępem do wzoru wyciągnijcie sobie same. Nie oceniam, nie krytykuję, piszę, jak było i jak pewnie się jeszcze zdarzy nie raz na swoim  przykładzie. Dostałam jasny przekaz  – chcesz się bawić z nami, to kup legalnie wzór. Nie kradnij! Uczciwie przyznam, nie jestem w 100% uczciwa, jeśli chodzi o pochodzenie wzorów, które wyszywam. Staram się kupować wzory albo wyszywać te, które są udostępniane przez autorów bezpłatnie. Zdarza mi się też niestety haftować czasami wzory znalezione np. na Pinterest czy Pindy.com, a przecież one prawie wszystkie są tam umieszczone nielegalnie!! Nie jest mi z tym dobrze, ale i tak to robię, mimo że wiem, że robić tego nie powinnam. Taka to moja moralność Kalego. To taka mała dygresja i wyznanie grzechów, z żalem za grzechy i małym postanowieniem poprawy, bo niestety wiem, że nadal zdarzy mi się popełnić wzór „znaleziony” w Internecie. Grzeszyć będę pewnie jeszcze nie raz, ale wierzcie mi staram się mocno, żeby takich sytuacji było coraz mniej.

Chciałam to moje jajo zgłosić do drugiego hafciarskiego wyzwania u Uli – Wielkanocna ozdoba, bo raczej nie zapowiada się, żeby jakikolwiek hafcik wielkanocny powstał w tym roku (permanentny brak czasu!!!). Zatargałam jajo do pracy, obfociłam w juce, która w zamierzeniu miała robić za palmę wielkanocną i…. doczytałam w regulaminie, że praca, ma być nowa, niepublikowane przed datą ogłoszenia wyzwania. Niestety jajo wisi na mojej tablicy na Pinterest już od paru lat. Szkoda, bo miałam wielką ochotę wziąć udział w tej zabawie, ale zasady są i należy ich przestrzegać. Eh….smuteczek.

Dziś jak patrzę na ten obrazek, to pewnie nie wyszyłabym go w całości. Zmienił mi się gust przez te parę lat, można powiedzieć, że dojrzałam, a może zdziecinniałam, zważywszy na moją masową produkcję zabawek na choinkę :) Co innego mi się podoba, co innego mnie fascynuje, ale to chyba naturalna kolej rzeczy. Wtedy, gdy sampler powstawał, byłam nim zauroczona, bardzo, ale to bardzo mi się podobał. I nadal go lubię. Wisi sobie cały rok na ścianie, a ja, gdy spoglądam na niego, uśmiecham się pod nosem i wspominam moją wielką miłość do różu.

„Shabby Spring Calendar”, wzór samplera Carolina Primi

Szybkiego nadejścia prawdziwej, pięknej, rozbuchanej kwieciem i zielenią wiosny z okazji kończącego się pierwszego dnia wiosny nam wszystkim życzę! Niech Pani Wiosna w końcu rozgości się u nas na dobre!!

 

I jeszcze jedno. Od listopada piszę post o zabawie Podaj dalej. Może, jak tu publicznie napiszę, że muszę i pragnę taką zabawę ogłosić u mnie, to znajdę w końcu czas, żeby post dokończyć. Spodziewajcie się więc kiedyś wkrótce takiego wpisu.