czyli Choinka 2019 12/12 – Wielki Finał!
Co prawda w tym roku nie było u nas bigosu na święta, po świętach ani na Nowy Rok także nie zamierzam stać w kuchni przy garach, ale dzisiejszy post będzie, jak świąteczny bigos. W jednym „garze” będzie totalny miszmasz, dużo różnych rzeczy, tematów.
Będzie, co się nawinie, przypomni.
Miało być dziś o czymś zupełnie innym, ale standardowo nie wyrobiłam się na czas. Nie da się ukryć, że ten rok był wybitnie nierobótkowy. Dużo problemów, stresów, chorób własnych i rodzinnych kompletnie nie sprzyjało stawianiu krzyżyków, ani blogowaniu. Poza pracami na zabawę choinkową powstał tylko „Fakit” dla Kochanieńkiego i pokemonowe okładki na zeszyty. Steampunkowy Skarabeusz poszedł do szuflady, nie postawiłam ani jednego krzyżyka w „Różach w wazonie”, które miały powstać w ramach zabawy Nowy haft na Nowy Rok.
Mówi się trudno. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Mam nadzieję, że przyszły rok, który zacznie się za kilka chwil, będzie lepszy, spokojniejszy. Planów hafciarskich żadnych nie robię, co ma być, to będzie.
Ale nie o tym miało być. Dziś ma być o Wielkim Finale całorocznej zabawy Choinka 2019.
Choinkę przytargaliśmy w tym roku wyjątkowo wcześnie. Już 14 grudnia zielone drzewko stanęło w naszym „salonie” vel pokoju gościnnym, który trudno nazwać dużym pokojem.
Nie widać tego na zdjęciu, ale drzewko ma prawie dwa metry. Jak długo żyję a żyję już parę wiosen, nigdy tak wcześnie nie ubierałam choinki. To wszystko dlatego, że w niedzielę wyjeżdżaliśmy na kilka dni, żeby odpocząć, poszukać zimy i śnieg zobaczyć. Kochanieńki stwierdził, że ubieramy choinkę już, żeby po powrocie nie było paniki, latania jak kot z pęcherzem, nerwów i wszystkich innych rzeczy, które towarzyszą przygotowaniom świątecznym. Kupiliśmy więc choinkę w pierwszym punkcie, do którego poszliśmy, decyzję, która sztuka to ma być, podjęłam w jakieś 18 sekund, co jest jak na mnie wyczynem nie lada i pół soboty spędziłam na wieszaniu różnych dziwnych świecidełek i ozdóbek.
A potem pojechaliśmy szukać zimy.
Cóż by tu powiedzieć…
Szklarska Poręba przywitała nas deszczem i pośniegową breją, a w Świeradowie śniegu nie było prawie wcale.
Ciemno, pusto, ponuro, wszystko zamknięte na głucho, a przecież za tydzień święta, Gdzieniegdzie przemknął jakiś zagubiony kuracjusz, ale ludzi w sumie zupełnie brak. Trochę smutno, trochę dziwnie.
Niezrażeni postanowiliśmy poszukać śniegu wyżej. Pod gondolą pogotowie rowerowe zamiast ratraków, a wagoniki częściowo w „garażu” zamiast wesoło dyndać na linie i wieźć na górę spragnionych białego puchu narciarzy.
Nartostrada miejscami czarna, a raczej zgniło zielona, śnieg był, ale zszedł, bo na termometrach +7 stopni. Bryndza :(
Na szczęście na Stogu Izerskim udało się znaleźć to, po co przyjechaliśmy.
Spokój i śnieg.
No dobra nędzne resztki śniegu, ale zawsze coś.
Na szlaku spotkaliśmy słownie trzy osoby. Byliśmy tylko my i góry.
I lód na ścieżce.
Cisza, spokój. Coś pięknego.
Nawet schronisko było tylko nasze.
A w schronisku był bardzo dobry tytułowy bigosik, piernik i darmowa herbatka.
Darmowa, bo my sieroty, dzieci miasta, wybraliśmy się w góry z kartami, telefonami, ale bez gotówki. Starczyło na bigos i jeden kawałek piernika. Na szczęście pani w schronisku się nad nami ulitowała i poczęstowała darmową herbatą. Naprawdę sieroty z nas :)
A jak wróciliśmy do domu, to czekała na nas już ustrojona pachnąca choinka.
I to było suuuper, bo na choinkę to ja czekam cały rok, strojenie choinki jara mnie okrutnie, a im więcej na tej choince, tym lepiej. Bo ja kocham choinki obwieszone świecidełkami, jak choinki :) I kocham produkować haftowane zawieszki właśnie z przeznaczeniem na choinkę.
Ubieranie drzewka zaczęłam od powieszenia moich wykrzyżykowanych ozdóbek. Trochę się już ich nazbierało, ale jak dla mnie jeszcze dużo za mało. W takim tempie, jak teraz jeszcze z 6-8 lat potrzebuję, żeby wyprodukować zadowalającą mnie ilość. Ale wiecie, zawsze można kupić większe drzewko, większy dom i jeszcze większe drzewko :-)
Tak wygląda moja choinkowa banda, która powstała w dwa lata w ramach zabawy choinkowej u Kasi. Na sesję nie wiedzieć czemu nie załapały się domki, serduszka i inne takie.
A tak wygląda choinka ustrojona tylko i wyłącznie we własnoręcznie wykrzyżykowane ozdóbki.
Doliczyłam się 41 zawieszek. Jak dla mnie trochę za mało, za smutno. Dowiesiłam więc co miałam zachomikowane w piwnicy. I jest na bogato. Może aż za bogato, ale ja dokładnie właśnie tak lubię :)
To teraz małe fotostory. Część zawieszek zeszłorocznych, część nowych. Zdjęcia niekoniecznie dobre, ale za to jest ich dużo, bardzo dużo.
Są też śnieżynki dziergane na szydełku, są dzwonki i aniołki szydełkowe.
Sporo się tego „badziewia” nazbierało :)
Podobnie, jak rok temu, tak i tym roku w każdą podróż zabierałam ze sobą szydełko. Wyszywać nie daję rady w czasie jazdy, ale szydełkować mogę. I tak powstało trochę różnych ozdóbek, oczywiście z przeznaczeniem na choinkę. Gdyby nie to, że każdą taką gwiazdkę, aniołka trzeba najpierw pozbawić zbędnych nitek, wyprać, wykrochmalić pewnie wyprodukowałabym tego jeszcze więcej. Ale ten ostatni etap mnie strasznie mierzi i powstrzymuje przed zbytnim rozpędzeniem się. Któryś rok z rzędu obiecałam sobie, że będę to robić na bieżąco, na obietnicach się skończyło.
I jak co roku było nocne naciąganie i przyszpilanie gwiazdek do styropianu znowu na ostatnią chwilę. Część szydełkowych ozdóbek poleciała w świat, trafiła w dobre ręce, część powiesiłam na choince, a jeszcze jedną cześć zagospodarowałam w ten oto sposób.
Wyprodukowałam sobie samodzielnie własnymi „ręcami” ośnieżoną, białą choinkę.
Fajnie to wygląda, prawda?
Stara rama wytargana gdzieś ze śmietnika (dosłownie), którą w czasie wiosennych porządków chciałam wyrzucić, ale Kochanieńki zaprotestował, stwierdził, że zbyt faja i porządna, żeby się jej pozbywać. Granatowo-niebieskie prześcieradło kupione pod Młynem – szukałam ciemnozielonego materiału, ale znalezienie takiego czegoś na pół dnia przed świętami nie było możliwe. Adam wynalazł to prześcieradło i stwierdził, że się idealnie nada. Miał rację, a ja zupełnie o tym nie pomyślałam, bo zafokusowałam się na zielone. Do tego zwykły zszywacz biurowy, żeby naciągnąć materiał na ramę, przezroczysta taśma dwustronna i kolejny projekt świąteczny gotowy. To był bardzo spontaniczny, nieplanowany projekt, który powstał tylko i wyłącznie dzięki Kochanieńkiemu :)
Zapytacie pewnie, a co z finałem zabawy Choinka 2019? Ględzisz babo o wszystkim, a nie pokazujesz, co wyprodukowałaś w grudniu.
Jak już wspominałam, miało dziś być o czymś innym, ale nie zdążyłam, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Znalazło się coś, co można pokazać, co się idealnie nada na finałowy odcinek.
Jeszcze w maju ogłosiłam u siebie na blogu zabawę Podaj dalej. Sama zostałam szczodrze obdarowana przez Zafolkowaną Agnieszkę, a do zabawy u mnie zgłosiły się Joasia (brodziszek) z bloga Od hafu do haftu i Ania (Ana-lungs) z bloga Nitkowe zapiski.
Obiecałam dziewczynom, że paczkę wyślę przed Bożym Narodzeniem i rzutem na taśmę, wysłałam. Co prawda plan co do zawartości przesyłki i tego, co dla dziewczyn przygotuję na początku miałam inny, ale życie zweryfikowało mi ten plan mocno. Nie wyrobiłam się czasowo, paczki pakowałam przed samym wyjazdem w góry, standardowo na ostatnią chwilę i potem pół drogi zastanawiałam się, czy aby nie pomieszałam przesyłek, wsadziłam do środka odpowiednio podpisane kartki. O jednej zapomniałam, trzeba było zapakowaną paczkę otwierać.
Poprosiłam dziewczyny, żeby paczki wsadziły pod choinkę i otworzyły z innym prezentami, gdy przyjdzie pora :)) To, co przygotowałam podobało się, a to mnie bardzo, bardzo cieszy :) Zaglądajcie do dziewczyn, pewnie i one ogłoszą za jakiś czas zabawę u siebie.
Zdjęcia mało fajne, cykane po nocy, przed spakowaniem przesyłek.
Przydasie hafciarskie, bo tego nigdy za dużo, ramki do oprawienia hafcików, po tamborku i małe co nieco zapakowane w metalowe zimowe puszki. Trzecia puszka, ta z wyhaftowaną gwiazdą też miała lecieć w świat, niestety taśma dwustronna nie trzyma się metalu, wszystko się rozkleiło i nie nadaje się do podarowania. Będzie trzeba haft jakoś inaczej zagospodarować.
Do przesyłki wsadziłam oczywiście coś wyprodukowanego samodzielnie.
Każda z dziewczyn dostała po aniołku wyszydełkowanym wg filmiku Aurelii Myszki Szarej – bardzo polecam jej kanał na YouTube, to dzięki jej filmom”nauczyłam się” szydełkować.
Musiało być też coś haftowanego. Przygotowałam dla każdej dziewczyny haftowaną bombkę.
A że święta, choinka, prezenty to i mikołaj by się przydał. Wybrałam więc sympatyczne mikołajowe wzory projektu Anny Petunovy. Wzory wyszywało się szalenie przyjemnie. Jeszcze przyjemniej wyszywałoby się je na lnie, ale stwierdziłam, że Aida lepiej sprawi się na tego typu bombkach.
Kto jeszcze nie wie, jak zrobić takie bombki, żeby kanwa się nie marszczyła, ładnie napinała, odsyłam do mojego starego wpisu o tym, jak zrobić jajko doskonałe. Zasada robienia haftowanych bombek i pisanek jest taka sama.
Jedna bombka w złocie, druga w srebrze. Tak prezentują się razem.
Mam nadzieję, że sprawiłam dziewczynom choć trochę przyjemności, tak jak ogromną przyjemność sprawiła mi swoim podarkiem Zafolkowana. Robienie prezentów jest szalenie przyjemne.
Równie przyjemne jest też spiskowanie :)
O tajnym spisku zawiązanym z inicjatywy Uli z bloga Anielski zakątek wie już pewnie większość z Was. Postanowiłyśmy wspólnie z innymi dziewczynami podziękować naszej Kochanej Kasi za wspaniała całoroczną choinkową zabawę. Przyznam się bez bicia, że gdyby nie ta zabawa, pewnie nie zrobiłabym tylu fantastycznych ozdóbek, a mój blog należałby już do tych byłych, zamkniętych. Kasina zabawa strasznie mnie motywuje, zmusza do comiesięcznego spięcia pośladków, wyszycia czegoś, obfotografowania i opisania tu na blogu. Kasia wkłada bardzo dużo pracy w comiesięczne podsumowania zabawy, załatwia sponsorów, zostawia u każdej z nas biorących udział w zabawie komentarz. To naprawdę kawał fantastycznej roboty. A do tego jeszcze ją ktoś za to hejtuje. Cóż, słów brak…
Ula rzuciła hasło, Doris z bloga Wolne chwile… zadeklarowała się, że paczkę dostarczy, a każda z nas przygotowała coś. U mnie powstała okrągła zawieszka z szalenie „sympatycznym” koteczkiem.
To nawiązując do tych zrzędliwych piszących do Kasi – święta mimo waszego gadania i tak się odbędą. I będzie pięknie, radośnie, serdecznie, a wy sobie możecie pisać, gadać, co chcecie.
Wielka paka do Kasi dotarła, Kasia się wzruszyła okrutnie (ani trochę się jej nie dziwię) i ma teraz piękną przygotowaną z sercem przez nas wszystkie choinkę. Strasznie się cieszę, że udało nam się w tajemnicy przygotować taką fajną niespodziankę. W kupie siła! Brawo my! Jesteście dziewczyny wielkie! A spiski są ssuuuper :)
Ula dzięki wielkie za pomysł i ogarnięcie nas, Dorotka dziękuję za dostarczenie przesyłki do Kasi!
Do ostatniego grudniowego rozdania zabawy choinkowej Choinka 2019 zgłaszam moje choinkowe prace prezentowe. Święta to taki magiczny czas, gdy prezenty się otrzymuje, ale też rozdaje.
Kasiu, bardzo chciałam Ci z tego miejsca podziękować za ten ostatni rok, za Twoją pracę, za motywowanie nas. Dziękuję. To już jest drugi rok naszej wspólnej zabawy, a właśnie ogłosiłaś trzecią edycję! Oczywiście, że się zapisuję, bo wzorów na kolejne zawieszki mam już zachomikowanych całą kupę. Nie wiem, czy uda mi się regularnie, co miesiąc publikować posty, ale bawić zamierzam się dalej. Mam plan, że kiedyś w przyszłości na mojej choince będą wisiały tylko i wyłącznie własnoręcznie wyprodukowane ozdoby. A na to potrzeba jeszcze parę lat wspólnej zabawy :)
To jeszcze banerki starej i nowej edycji zabawy.
A tak prezentują się moje tegoroczne ozdoby, które przez te 12 miesięcy dziergałam po nocach.
Jestem w sumie mało socjalna, rzadko kiedy biorę udział w zabawach blogowych, ale pomyślałam sobie, że zgłoszę te moje bombki do #10 Wyzwania Hafciarskiego u Uli, którego tematem jest Boże Narodzenie. Bożonarodzeniowe motywy kocham wyszywać najbardziej, a moje prezentowe bombki chyba idealnie wpasowują się w ten temat wyzwania.
Są mikołaje, są prezenty, są ozdoby choinkowe w postaci bombek i zawieszki. Wszystko chyba pasuje :)
Sponsorem tego wyzwania jest firma Needle&Art.
Na koniec bardzo chciałam podziękować Wam za wszystkie życzenia, te tu na blogu, za te otrzymane w mailach, za piękne kartki. Dziękuję Hani, Edytce, Zafolkowanej i Basi (niezabudka84) za piękne ręcznie robione kartki. Poczta Polska spisała się tak dobrze, że kartki dotarły… po świętach, ale dotarły i to się najbardziej liczy:)
Basia zaskoczyła mnie okrutnie, pisząc do mnie żebym wstąpiła do jednej księgarni na wrocławskim rynku, bo zostawiła tam dla mnie małą niespodziankę. Zobaczcie, czym dla Basi jest „mała niespodzianka” :)
Czyż te papierki nie są cudne? Jak nic będę musiała po raz kolejny zmierzyć się z własnoręcznie robionymi kartkami. Basiu bardzo, bardzo Ci dziękuję za pamięć i za ten „MAŁY” cudowny prezent.
I jeszcze prawie na koniec nasza tegoroczna choinka. Niestety nie potrafię zrobić jej fajnych zdjęć, które oddawałyby jej urodę. Musicie mi wierzyć na słowo, jest piękna :) No dobra o gustach się nie dyskutuje, to co podoba się mi, niekoniecznie musi się podobać Wam.
Nam z Kochanieńkim się podoba. I to jest najważniejsze :))
Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku.
Niech będzie lepszy od tego, co się kończy.
Niech spełnią się wszystkie Wasze postanowienia, marzenia.
Niech moc będzie z Wami, nitki się Wam nie plączą, krzyżyki nie mylą.
Wielu twórczych pomysłów i czasu na ich realizację.
I zdrowia Wam wszystkim życzę.
P.S.
Wyszły mi ze dwa sagany tego poświątecznego bigosu…







































































